Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 68 69 70

#1726 14-01-2018 o 16h59

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 207

WALT ROBBINS

   Współpraca z Chloe była bardzo przyjemna. Dzięki jej obeznaniu w imionach bunkrowiczów, szybko uzupełniliśmy listę, którą niebieskooka dodatkowo przyozdobiła rysunkami.
- Urocze! - skomentowałem jej malunki i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
   Przypomniałem też o co toczy się gra. Chloe najwyraźniej nie było przy tym, jak padały propozycje z full serwisem dla wygranych przez tydzień. W okolicy tablicy pojawił się Vincent, który również skomentował dzieło dziewczyny, po czym zaoferował się, że pójdzie po uczestników "siedmiu minut". Odetchnąłem z ulgą, bo nie ukrywam, że krępowałbym się uchylać drzwiczki szafy po tym czasie, zwłaszcza jak Chloe wcześniej wspomniała o temperamentach Alice i Leo.
   Skoro mowa o tej pierwszej, to obserwowałem jej przybycie po zabawie w "niebo" i to, jak pospiesznie wypija alkohol, nalany jej przez Leviego. Po chwili jednak zbladła i wróciła tam, skąd przyszła.
   Wiem, że powinienem zająć się losowaniem jakiegoś zadania dla siebie, żeby nie być przegrywem w oczach moich nowych kolegów i koleżanek, ale nie wiedziałem, co dzieje się z naszą kuchareczką i to nie dawało mi spokoju. Wydaje mi się, że chociaż tę szczyptę zainteresowania mogę okazać za ten fantastyczny obiad!
   Mimo tego, że w okolicach łazienki zrobił się tłok, poszedłem tam też, przy okazji biorąc klepsydrę, żeby odmierzyć czas innym. Wszedłem w momencie, gdy Chloe wskakiwała do szafy wraz z Vincentem. Piasek więc zaczął sypać się dla nich.
- Alice... chyba nie czujesz się najlepiej. Może odprowadzić cię do pokoju? Albo... zrobić ci herbaty? - zapytałem, kładąc dziewczynie rękę na plecach.
- Chodź stąd, tu jest za duży ruch. Usiądziesz sobie gdzieś spokojnie... - zaproponowałem, odgarniając dziewczynie włosy z twarzy, które zasłaniały mi widok jej oczu.


LEO WINCRAFT

   Plusem było to, że gość miał koszulę. Nie musiałem więc dopinać wszystkich guzików pod szyję. Co prawda wyglądałem jak jakiś Casanova w tej rozchełstanej koszuli, która z trudem opinała mi klatę, ale w gruncie rzeczy było to bardziej w moim stylu niż jakiś, obecnie zasmarkany przez Alice, niczym nie wyróżniający się t-shirt.
   Nikt się nie kwapił, żeby dopisać mi punkty, więc sam podszedłem do tablicy, żeby dopisać cyferki przy moim imieniu. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zapytać tego co to teraz siedział w mojej koszulce, przy jakim imieniu mam mu strzelić punkt, ale uznałem, że każdy powinien dbać o siebie. Parsknąłem widząc jakieś zwierzątka dorysowane przez kogoś.
- Ta psowata wiewióra jest najlepsza - skomentowałem, postukując palcem w rysunek mocno zmutowanego lisa.
   Uznałem, że pora coś zjeść, bo takimi orzeszkami, to się nie najem, a jak zaraz mi się będą tu pałętać jakieś gagatki, co mają w planach robić polewę, to to co zostało z obiadu może skończyć w sosie ze słonego karmelu, czy innej gorzkiej czekolady, co nie do końca może mi smakować.
   Sięgnąłem po spory nóż, żeby odkroić część mięsiwa, oczywiście tylko po to, żeby ten malusi kawałeczek zostawić dla innych, bo ja zdecydowanie potrzebuję zjeść cały kawał, ale wtedy kątem oka zerknąłem kto losuje, zwłaszcza, że wydawało mi się, że słyszę zapowiedź szafy z ust Nico. Zamarłem z nożem w powietrzu, śledząc ruch butelki.
- Kur...ka! - nie mogłem uwierzyć własnym oczom, kiedy została wylosowana Alodie. To jakiś żart? Obróciłem się i z całej siły wbiłem nóż w deskę. Do tego ten komentarz, który jakby specjalnie wypowiedziany był na tyle głośno, żebym słyszał. Dlaczego Nico?! Nie mógłby się jej trafić do szafy jakiś... ktoś inny! Jakiś nowy facet, o najlepiej ten w mojej koszulce, co by sobie powciągała mój zapach. Ale nie! To musiała być Znajda! Nie mogłem tego przeboleć...
   Odechciało mi się jeść, więc odbiłem się od blatu i poszedłem do stołu, czując, że ciężko mi będzie o suchym pysku patrzeć na to wszystko, podchodzić bez emocji i w ogóle udawać, że świetnie się bawię. Spojrzałem na Alodie i dopiero teraz zauważyłem, że ma ubrany sweter na lewą stronę. Zawahałem się, czy jej o tym mówić. Jeśli szafa podziała na nią podobnie jak na mnie... to kto wie, może wyjdzie z niej bez tego swetra, więc szkoda zachodu, żeby zwracać jej uwagę na tę pomyłkę, chociaż przez chwilę chciałem do niej podejść.
   Nie wiem, czemu tym ludziom tak się do tej szafy spieszyło. Chloe wręcz wyfrunęła za tym typkiem, który dobijał się do mnie i Alice, gdy my mieliśmy swoje "niebo". Przewróciłem oczami. Szkoda, że nie pamiętałem, jak chwilę temu sam gnałem do łazienki, byle tylko nakosić punktów.
- Te, ty. Mierz czas. Chloe tym swoim biustem może nam zadusić kolegę, więc fajnie by było wiedzieć, kiedy pójść po trupa z szafy - skomentowałem, nalewając sobie do kubka coli. Wyciągnąłem nogi pod stołem. Może jak posiedzę chwilę w miejscu, to ktoś mnie wylosuje. Nie mogę więc odbierać imprezowiczom takiej szansy.



https://zapodaj.net/images/68a20b99a049b.jpg

Offline

#1727 15-01-2018 o 16h59

Straż Obsydianu
Jane1011
Młody rekrut
Jane1011
...
Wiadomości: 25

http://funkyimg.com/i/2zZMi.png



   Wpuściłem do łazienki Alice, a potem odwzajemniłem uśmiech Chloe, gdy również wchodziła do środka. Zastanawiałem się przez chwilę, czy może nie pomyliły się osoby. Mimo wszystko chciałem mieć swoje siedem minut w szafie.
   Na szczęście moje obawy szybko rozwiał wzrok Chloe. Zanim zdążyłem się jej zapytać, czy jest gotowa, czy moje towarzystwo jej nie będzie przeszkadzać, czy nie będzie się czuła nieswojo, ta chwyciła mnie za rękę i wepchnęła do szafy. Już chwilę potem obaj siedzieliśmy w nieprzeniknionych ciemnościach w klaustrofobicznej przestrzeni.
   Chloe chyba było niewygodnie, bo gnieździła się niemiłosiernie. Chcąc nie chcąc zmuszony byłem zmieniać regularnie pozycję, aby dopasować się do jej ciała. W pewnym momencie nie byłem już pewien, czy rękę trzymam na łokciu czy na kolanie, nie wspominając już o określaniu właściciela części ciała. Zaśmiałem się na nerwowe spostrzeżenie dziewczyny o ilości dostępnego miejsca i przeniosłem dłoń gdzieś do przodu z nadzieją, że nikogo nie molestuję.
   -
No, przynajmniej wzbogaciłem się o wiedzę, jak czują się sardynki w puszce - przyznałem, nie do końca pewien, na co ta wiedza mogłaby mi być.
   Przysłuchiwałem się trajkotaniu dziewczyny z uśmiechem, z bólem sobie uświadamiając że ona i tak go nie dostrzeże. Musiałem przyznać, że całkiem uroczo plątała się w słowach, była taka niewinna w tym co robiła.
   -
Mów do mnie jak chcesz, nie przeszkadza mi to absolutnie - przyzwoliłem starając się brzmieć jak najswobodniej, podczas prób nieco wygodniejszego ułożenia się. Gdy już byłem w miarę komfortową plątaniną kończyn, kontynuowałem planowany w międzyczasie wywód. - Nie mogę skłamać, że kiedykolwiek miałem jakieś przezwisko. Przez ostatni rok praktycznie nie miałem imienia, byłem po prostu ,,ej!", albo ,,panie władzo!". To miła odmiana słyszeć nawet skrót swojego imienia. Nie wiem, co takiego zrobił ci mój imiennik, ale ubolewam nad powodem, dla którego nasze imię źle ci się kojarzy - powiedziałem. Idioto!, skarciłem się w myślach. Zbyt oficjalnie, opanuj mordę!
   Poruszyłem się, bo czułem jak drętwieje mi kilka części ciała, przy okazji z głuchym łupnięciem uderzyłem o coś, co chyba można nazwać tylną ścianką i w ogóle przestało mi być komfortowo.
   -
Wygodnie ci? Ułóż się jak chcesz, dostosuję się - zaproponowałem z troską licząc, że naprawdę dziewczyny nie molestuję. Chociaż ciężko w tym przypadku mówić o czymkolwiek innym, gdy jestem w takiej odległości od niej i nie mogę uniknąć dotyku.
   Zacząłem się zastanawiać nad jakimś tematem do rozmowy z przykrością stwierdzając, że w tej szafie przydałyby się jakieś wywietrzniki czy coś. Powietrze zrobiło się ciężkie i gorące, skutecznie utrudniając mi oddech. A może to przez wysoką koncentrację kończyn w pobliżu moich ust i nosa? Niestety, zdaje się że niektóre z tych części ciała nie należą nawet do mnie, bo pomimo prób poruszenia nimi nie wyczułem zmiany. A więc tak umrę. W ciasnej szafie z biedną niewinną dziewczyną. Nie chciałbym widzieć jej reakcji, gdyby otworzyła w końcu drzwi po usłyszeniu, że siedem minut minęło, a po wyjściu ujrzała jakieś blade zduszone zwłoki. Wystarczy półtorej minut bez powietrza, aby stracić przytomność, a ja powoli odnosiłem wrażenie, że warunki zaczynają mocno sprzyjać.
   -
Opowiedz coś o sobie - poprosiłem. - Zdaje mi się, że parę osób znałaś przed przybyciem do tego bunkra. Jak tam było? Osobiście liczę, że będzie nam się tutaj dobrze żyło, przynajmniej z pewnością lepiej niż w tym, z czego tu przybyłem - mówiłem całkiem zadowolony z treściwości moich słów oraz obecnej pozycji. Gdybym stał, pewnie zmiękłyby mi kolana, może już zmiękły sądząc po tym, co miałem pod dłońmi, ale to chyba nie były kolana... Na tyle, na ile pozwalała mi krępująca poza, zabrałem ręce i wymamrotałem ciche ,,przepraszam" czując na twarzy przeraźliwy gorąc. To ,,niebo" to chyba był taki sarkazm bo czułem że zamiast raju powinienem wylądować w więzieniu.

Offline

#1728 16-01-2018 o 19h00

Straż Cienia
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 600

https://zapodaj.net/images/e4eebfc55d18f.png


        Chyba wszyscy potrzebowali takiego resetu, który zapewniła im spora dawka alkoholu. Kilka dni, tygodni, aż w końcu miesięcy później, w końcu udało im się jakoś pojednać. Złapali wspólny język, nie wchodzili sobie w drogę i co najważniejsze, nadal mieli problem z wypełnieniem misji, do której zostali przeznaczeni. Taki chyba był już ich urok.
        Mimo że podkochiwali się w sobie skrycie, to nigdy nie mieli odwagi, by to sobie wyznać. W końcu nauczyli się z tym żyć. Jako grupa znajomych, a w końcu przyjaciół.
        Może kiedyś odbudują ludzkość, teraz nie chcą sobie zawracać tym głowy. Nie, kiedy mają tyle możliwości wspólnej zabawy.
        Nowy bunkier zapewnił im więcej rozrywki. Mogli puszczać sobie filmy, podczas których siedzieli na sofach i wcinali popcorn. Spokoju nie zakłóciły im nawet wybuchowe temperamenty swoich kolegów, którzy od czasu do czasu po prostu nie mogli obejść się bez jakiejś sprzeczki, podczas której latały kubki i talerze.
        Tak mijały kolejne dni, miesiące i lata. Na beztroskim życiu nastolatków zamkniętych pod ziemią.

Wybaczcie, nie byłam w stanie wykrzesać z siebie nic więcej.
Chciałam bardzo podziękować WSZYSTKIM, którzy tworzyli to opowiadanie. @Sithonia, @Okamgnienie, @Ghoul, @Charo, @Hayal, @Bookprisoner, @Umbreonna, @Valeriane, @Chocolate, @Ryleigh, @Aryla, @Labano, @Saraid, @Kanada, @Jane1011, @WojtaSenpai, @Luce911, @Croo, @Suvani, @Haiti, @Shiukuru... ojej, naprawdę Nas dużo :3 Mam nadzieję, że nie pominęłam nikogo. Dziękuję Wszystkim i każdemu z osobna za możliwość tworzenia tego opowiadania, które na długo zachowa się w mojej pamięci. Jesteście świetni <3



https://zapodaj.net/images/81b004a323944.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 68 69 70