Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4

#76 12-08-2018 o 15h53

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 227

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


„A tu nagle jego urok osobisty szlag trafia pierw przez kurczaka, a potem przez rybie flaki.” — piękne XDDD

„miała na kącie z kilkanaście” — och bogowie, Le0! /static/img/forum/smilies/big_smile.png

To było do przewidzenia, że trafi do Absyntu z tego względu, że po prostu nigdzie indziej się nie nadaje XD Więc tu nikt nie jest zaskoczony, bo i chyba nie miał być. No i plan szefa Absyntu, a raczej organizacja tego wszystkiego brzmi naprawdę w porządku.

W sumie na tym się rozdział kończy, a szkoda. Jestem bardzo ciekawa tego pokoju :v Tyle więc ode mnie, czekam na resztę i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !
k o n k u  r s    p r z e d ł u ż o n y

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#77 24-08-2018 o 18h51

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 232

@Methrylis - zgadza się /static/img/forum/smilies/smile.png Eryka jeszcze przed "konkursem na dobór potencjalnego partnera" była planowana do Absyntu. Walnęłam jej bardzo chamski build maga. Taki wręcz stereotypowy. Punkty do inteligencji, coś tam jeszcze do wiedzy, a cała reszta... Tragedia /static/img/forum/smilies/big_smile.png

V Pierwsze decyzje (cz.8)

          Sabak uśmiechnął się pod nosem. Sprawiał wrażenie najbardziej wyluzowanego spośród szefów, jego spojrzenie wręcz ociekało łagodnością, ale jednocześnie tkwiła w nim jakaś twardość.
          - W takim razie zapamiętaj bądź zapisz to, co przyjdzie ci do głowy, bo jutro zobaczymy się znowu na twoim teście magii. Wtedy będziesz miała okazję zapytać mnie, o co tylko zechcesz. Test odbędzie się o dziewiątej w Sali Alchemii. Wiesz, gdzie jest sala alchemii?
          - Tak, Keroshane mi pokazał.
          - Doskonale, zatem widzimy się na miejscu. Radzę się nie spóźnić, nie znoszę niepunktualności.
          - Postaram się być na czas.
          - Tylko postarasz? – Goblin uniósł brwi. – Liczyłem raczej na twarde „będę”.
          - Znaczy… Widział pan, co się stało dzisiaj na teście, prawda? Czasami takie rzeczy przytrafiają mi się nawet, kiedy nie robię niczego niezwykłego. No może nie do końca takie… - Zmieszała się. Znowu jej zbytnia szczerość i długi język stawiały ją w dziwnej sytuacji - Ech, po prostu nie biorę odpowiedzialności za nie do końca zależne ode mnie wydarzenia losowe, które mogłyby opóźnić moje przybycie.
Kąciki ust szefa absyntu zadrgały, a w oczach pojawił się błysk rozbawienia.
          - Dobrze, w takim razie możesz już iść – mruknął. – I oby reszta dnia upłynęła ci spokojnie.
          Eryka wykonała płytki ukłon, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła do drzwi. Wychodząc musiała przyznać, że nie było aż tak źle, jak się obawiała. Właściwie poszło całkiem sprawnie i nikt nie czynił jej głupich uwag. Szkoda tylko, że nie wpadła na to, żeby zapytać, jak będzie wyglądał ten cały test magii, dopiero teraz, po wyjściu. No cóż, pozostawało jej mieć nadzieję, że jakąkolwiek formę nie przyjmie, to nie narobi przy tym takiego bałaganu jak na dzisiejszych egzaminach.
          - W jakiej jesteś Straży ?!
          Jak spod ziemi wyrosło przed nią wampirze rodzeństwo, wykrzykując jej prosto w twarz to pytanie. Zaskoczona odskoczyła do tyłu, potknęła się i  prawie upadła. Prawie, bo Nevra jakimś bliżej nieokreślonym sposobem, nagle znalazł się za nią i złapał ją w dosłownie w ostatniej chwili. Po raz kolejny wisiała przewieszona przez jego ramię w pozycji mogące uchodzić w tanich powieścidłach dla znudzonych kur domowych za romantyczną. Eryka za romantyczną bynajmniej jej nie uważała. Dlaczego? Po pierwsze, kiedy ostatnio znajdowała się w podobnej pozycji, balansowała ma granicy śmierci. Po drugie bycie prawie że złamaną w pół, gwałtowne uderzenie krwi do głowy i zsuniecie się okularów z nosa na czoło nie uważała za szczególnie szczęśliwe ani przyjemne.
          - Po raz kolejny w moich ramionach? – wampir wyszczerzył w kły w drapieżnym, pewnym siebie uśmiechu. – Czyżby przeznaczenie?
          - Przeznaczenie może być synonimem pecha, więc możesz to tak nazywać – mruknęła sztywniejąc. Instynkt kazał jej się zacząć szarpać, ale niestety pozycja niemal to uniemożliwiała… No chyba, żeby chciała mocno się poobijać, upadając na podłogę. – A tak w ogóle to mogę w pozycję pionową? Bardzo ładnie proszę?
          Chwilę później już stała na nogach. Nie mogła nie zauważyć, że uśmiech Nevry stał się ciut cierpki, ale za to na twarze jego siostry i stojącego z tyłu Ezarela wystąpiło szczere rozbawienie. Oboje posyłali mu prowokacyjne, złośliwe spojrzenia, zdające się śpiewać „wbiła ci szpilę, wbiła ci szpilę”. Wyraźnie wampir nie był przyzwyczajony, do takiego odrzucania jego zalotów.
          - No MÓW! – pisnęła Karenn. – Do jakiej Straży należysz, bo nie wytrzymam!
          - Trafiłam do Absyntu…
          Karen głośno jęknęła, wyraźnie zawiedziona, że nie będą razem w Straży, Ezarel zdrętwiał, Nevra uniósł brew. Jedynie Valkyon nie zareagował, zresztą nic dziwnego. On pewnie z miejsca uważał za kompletnie nieprawdopodobne, żeby wątła i pechowa Ziemianka trafi do jego Straży, co zresztą Erykę nie zaskakiwało. Sama nie brała takiej opcji pod uwagę. Chociaż potrafiła sobie bez trudu wyobrazić siebie w trakcie szaleńczej szarży na wroga, z tym, że wyglądałoby to jak gag rodem z „Latającego Cyrku Monty Pythona”.
          - Łe… A miałam nadzieję, że będziemy razem na treningach. Wszystko bym ci pokazała… Chociaż nie ma źle. Przynajmniej poznasz się lepiej z Alajeą.
          - Powiedz raczej, że wreszcie ktoś będzie gorszy od Alajei w mieszaniu eliksirów – zachichotał Ezarel. – Liczysz, że Sabak przestanie uziemiać ją, a zacznie Erykę czy tak?
          - Alajea już trzy miesiące nie podpadła waszemu szefowi w PRZECIWIEŃSTWIE do ciebie.
          - Co nie zmienia faktu, że jest jednym z najgorszych alchemików w zawodzie.
          - Bo jest alchemikiem zaledwie od roku, a jeżeli weźmie się to pod uwagę, to radzi sobie całkiem nieźle i naprawdę szybko się uczy.
          - Szybko? Nie powiedziałbym… Chociaż z drugiej strony nie każdy może być geniuszem jak ja.
          Karenn przewróciła oczyma. Zresztą nie tylko ona. Nevra błyskawicznie poszedł w jej ślady. Nawet Valkyon skierował spojrzenie ku sufitowi i westchnął ciężko. Ezarel zmarszczył brwi, ale najwyraźniej nie zamierzał pozwolić, aby bezgłośny komentarz przyjaciół pozbawił go humoru i animuszu. Dlatego szybko przerzucił uwagę na Erykę, co samą zainteresowaną niespecjalnie zdziwiło. W końcu, skoro pod drzwiami czekał na nią taki komitet powitalny, mogła liczyć, że pozostanie w centrum zainteresowania przez jakiś czas. Właściwie, to biorąc pod uwagę jej popis na egzaminach, całkiem długi czas.
          Jęknęła w duchu. Naprawdę nie lubiła tego okresu od przybycia gdzieś, do momentu, gdy wszyscy wokoło uznawali widok jej wśród gruzów, wołającej „nic mi nie jest!” za coś normalnego. Nie, żeby leżenie wśród gruzów przytrafiało jej się nazbyt często, ale ludzie potrafili narobić zamieszania nawet wokół zwykłego upadku ze schodów, a taki zwykle zaliczała z raz w miesiącu.
          - Proszę, proszę. Zatem człowieczek trafił do mojego Absyntu, tak? – Ezarel uśmiechnął się tak, jakby mógł się uśmiechnąć rekin wyczuwszy świeżą krew. – To cudownie, zawsze chciałem mieć własnego niewolnika. Człowieczku przynieś to, poszatkuj tamto, a potem zamieć, wyczyść, wypoleruj. Coś cudownego. Przygotuj się na urabianie rąk po łokcie dzień w dzień.
          - Nie strasz jej! – warknął czający się z tyłu Kero. Jego zwykle łagodne spojrzenie nabrało ostrości. – Eryko, nie przejmuj się. On tylko żartuje.
          - Czy ja jak wyglądam, jakbym żartował? – zapytał Ezarel. Jego spojrzenie było zimne i twarde, podobnie jak oblicze.
          - Nie i w tym właśnie problem.
          - Żaden problem, bo nie żartuję… No może trochę się zagalopowałem. Nie będzie moim niewolnikiem tylko wszystkich w Absyncie, przydzielanym do wykonywania najmniej znaczących, najbardziej nużących i brudnych zadań. Człowieczek od brudnej roboty – zęby elfa ponownie błysnęły w rekinim uśmiechu, a Eryka zaczęła się zastanawiać czy nie zainwestować w harpun… Chociaż z drugiej strony harpunem mogła uszkodzić i samą siebie, więc może lepiej nie.
          - A to pech – usłyszała tuż obok swego ucha głos Nevry i wzdrygnęła się. – Gdybyś trafiła do Cienia, nie musiałabyś się niczego obawiać. Zaopiekowalibyśmy się tobą i sprawili, że noc stałaby się twoją najlepsza przyjaciółką, a jej dotyk pieszczotą.
          Ostatnie słowa wampira weszły w vibrato kociego pomruku i sprawiły, że włosy stanęły jej na karku.
          - Też sapałaby mi w ucho jak ty? – burknęła, odsuwając się na krok.
          - Tylko, jeżeli sobie tego zażyczysz.
          - Jesteście niemożliwi – jęknął z rozpaczą głosie Kero.
          - I tu się WYJĄTKOWO z tobą zgadzam – przytaknęła Karenn, spoglądając na brata jak na psa, który właśnie wytarzał się w krowich plackach. – Valkyon, ty jesteś względnie normalny. Powiedz coś.
          - Eryko, gdyby nie granicząca z pewnością obawa, że przydzielenie cię do Obsydianu skończyłoby się dla ciebie i wielu innych rychłym kalectwem, byłbym szczęśliwy mogąc cię gościć w naszych szeregach.
          - Valkyon! – zawołali jednocześnie jednorożec z wampirzycą.
          Eryka wolała nie sprawdzać, do czego może doprowadzić ta rozmowa. Nie żeby ją samą jakoś szczególnie krępowała  czy mierziła –  chociaż naprawdę wolałaby, żeby Nevra już nie chuchał jej w ucho – ale Kero i Karenn robili się ciut sfrustrowani. Poza tym to był wyjątkowo długi i męczący dzień, pełen wrzasków, upadków i sadzy, więc naprawdę nie miała ani sił ani ochoty na przepychanki słowne. Dlatego też zapytała:
          - Podobno skończyliście już mój pokój? Mogłabym go zobaczyć?
          Zmiana nastrojów była niemal natychmiastowa. Nevra, Ezarel i Valkyon pojaśnieli dumą, a na ich twarzach pojawiły się nieskromne uśmiechy.
          - Oczywiście, że tak – mruknął Ezarel, jednak jego natura musiała dać o sobie znać nawet w tej krótkiej wypowiedzi. – Poza tym i tak byś go zobaczyła. W końcu to TWÓJ pokój, prawda? No, chyba, że wolisz spać w lochach…
          Chwilę później stała już pod drzwiami swego nowego lokum. Drugiego licząc z tym na Ziemi. No i tymczasowego. Położonego w innym, czarodziejskim świece. Wyremontowanego przez elfa, wampira i wielkie, wyglądające na człowieka niewiadomo-co o złotych oczach. Dziwnie się czuła myśląc o tym. Wszystko to było takie nierealne… A z drugiej strony normalne. Duma bijąca z ekipy remontowej była identyczna jak ta, którą emanował tata, gdy, dajmy na to, naprawił zlew, a mama go pochwaliła. Natomiast stająca na palcach i ponaglająca ją do otwarcia drzwi Karenn zachowywała się jak Eddie, kiedy widziała, że jej starsza siostra dostała coś nowego – musiała już, teraz, zaraz to zobaczyć.
          Momentalnie ogarnęło ją dziwne słodko-gorzkie, zaprawione tęsknotą uczucie, którego nie umiała sprecyzować.
          - No otwieraj te drzwi, bo zaraz umrę z ciekawości! – pisnęła Karenn, najwyraźniej bardziej podekscytowana tym wszystkim od niej.
          Wzdychając ciężko, Eryka sięgnęła ku zdobnej, ukształtowanej na wzór liścia paproci klamce i nacisnęła ją. Z cichym kliknięciem drzwi ustąpiły ukazując pachnące schnąca farbą wnętrze.

Online

#78 24-08-2018 o 20h43

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 227

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Lubię w sumie tego szefa! Na razie. Ale faktycznie wydaje się taki wyluzowany i przede wszystkim bawi go fajtłapowatość Eryki, za co też ma plus.

„Czy ja jak wyglądam, jakbym żartował?” — wywal ‘jak’ i będzie gut.

Jeszcze nie dotarłam do tego fragmentu i specjalnie przerwałam czytanie, żeby tu napisać, że JESTEM PEWNA, iż pokój się jej nie spodoba. To byłoby tak mocno w twoim stylu, że będę w olbrzymim szoku, jeśli stanie się inaczej.
Ech, myślałam, że to będzie w tym odcinku. W każdy razie jestem przekonana, że jeśli opiekunowie są dumni ze swojej pracy, to Eryka coś tam wybełkota i ogólnie wyjdzie na to, że jest spoko, ale… no. Serio, wątpię, byś mnie w tej materii zaskoczyła xd + nie sądzę, by Eryka kiedykolwiek i w czymkolwiek ich pochwaliła. Ale zobaczmy.

Rozmówka po wyjściu Eryki z sali piękna XD Serio, dzięki temu naprawdę bardzo polubiłam to opowiadanie! Jest dużo więcej takiego… zwyczajnego humoru. A ta fajtłapa jest naprawdę bardzo sympatyczną postacią!

Kiedy Cena? /static/img/forum/smilies/hmm.png

Czekam na kolejną część i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !
k o n k u  r s    p r z e d ł u ż o n y

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#79 25-08-2018 o 03h19

Straż Obsydianu
Sharessa
Rekrut
Sharessa
...
Wiadomości: 32

Witam serdecznie /static/img/forum/smilies/smile.png
Chciałam tylko zaznaczyć swoją obecność i dać znać, że nadal odwiedzam i czytam. Trochę mam do nadrobienia, ale jestem i zachwycam się. Trochę sama staram się coś tworzyć, więc piszę opowiadanie - romans. Może kiedyś wstawię tu na forum.
Pozdrawiam i życzę weny czekając na c.d.

Offline

#80 31-08-2018 o 16h16

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 232

@Methrylis - co do reakcji na pokój jednocześnie masz rację i się mylisz ;]. Natomiast, co do rozmówki - właśnie dlatego zrobiłam z chłopaków zwykłych "szeregowych". Szefom straży nie wypadałoby /static/img/forum/smilies/wink.png Nie we względnie normalnym świecie.

@Sharessa - w Antymagii napisałam, że się cieszę i podtrzymuję to xD


V Pierwsze decyzje (cz.9)


          Zamrugała. Musiała przyznać, że pokój jest śliczny, chociaż nie do końca w jej stylu – brakowało w nim żabich akcentów i swego rodzaju pazura, świadczącego, że należy do persony z lubością taplającej się w dziwactwie. Jednak „ekipa remontowa” nie mogła wiedzieć, że podobne dodatki są mile widziane, zatem spisała się na piątkę z plusem. Swoją drogą Eryka nie przypuszczała, że pytanie z „wywiadu” Nevry o ulubione kwiaty naprawdę może mieć związek z pokojem – obstawiała, że to takie mało subtelne podchody – a tu proszę: zielone ściany przecinał cudnie i szczegółowo wykonany pasek ozdobny przedstawiający nieśmiertelniki. Czy raczej „nieśmiertelniki” – te miały nieco mniejsze żółte „buźki’ i zbyt długie płatki w porównaniu z tymi prawdziwymi, ale biorąc pod uwagę, że nikt tu nie słyszał o takich kwiatach i tak wypadło świetnie.
          Podczas spotkania po pamiętnej wycieczce z Leifanem, wampir pytał nie tylko o kwiaty, ale też o ulubione kolory – żółć, zieleń i fiolet – faktury, desenie i materiały… Oraz mnóstwo pierdół, które zapewne zamierzał użyć później do tylko sobie znanych celów. Efektem tego quizu była całkiem miła dla oka kompozycja nieograniczająca się tylko do ozdobnego paska. Drewnianą podłogę z ciemnego drewna pokrywały żółte i bardzo puchate dywaniki-kwiatki, miękkie obicia mebli pyszniły się purpurą, drogę słonecznym promieniom blokowały ciężkie i fikuśnie udrapowane żółto-fioletowe zasłonki, a pachnącą krochmalem pościel okrywała zielona, pikowana narzuta. Jedyne, co się nie zgadzało z narzuconą przez nią kolorystyką to same meble czy też konkretniej wszystkie ich drewniane części. Śnieżnobiałe, kojarzące się z wyposażeniem domku lalki Barbie – takiego staromodnego w stylu kolonialnym – nie pasowały do niczego, o czym mówiła. Jednak, biorąc pod uwagę, że chłopcy zaczynając nie mieli pojęcia o jej upodobaniach, a w dodatku do urządzenia wnętrza mogli użyć tylko i wyłącznie powyciąganych ze strychu rupieci, nie mogła mieć o to pretensji. Zwyczajnie postawili na coś neutralnego, co teoretycznie powinno zadowolić każdą dziewczynę.
          - Muszę, przyznać, że spisaliście się na medal. Wyszło bardzo ładnie – pochwaliła.
          - Na medal? Bardzo ładnie. Tylko tyle? – prychną Ezarel. – Widzisz te malowane zdobienia? Są hiperrealistyczne. A te subtelne, miękkie łuki na komodzie i szafie oraz floralne motywy? To ja doradziłem wybranie akurat tych mebli Valkyonowi…
          - A ja potem musiałem się męczyć, żeby wyszlifować je nie naruszając tych cennych zdobień, mając do dyspozycji jedynie drucianą szczotkę i papier ścierny – mruknął Valkyon, krzywiąc się.
          Erykę kusiło, żeby wbić elfowi szpilę i powiedzieć, że zdobne meble lubi tylko w stylu art deco, ale nie chciała być niewdzięczna. Poza tym nie czuła się jeszcze pewnie w towarzystwie faery, aby ot tak rzucać kąśliwymi docinkami – w końcu trójka na dobrą sprawę obcych mężczyzn to nie jej przyjaciółki. No i wątpiła, aby którykolwiek z tu obecnych wiedział co to art deco, a naprawdę nie miała głowy do wykładu na temat stylów w ziemskiej sztuce, gdyby ktoś zapytał „a co to?”. Tym bardziej, że objaśnienia byłyby mocno utrudnione przez brak odniesień z tego świata. Hasło „zgeometryzowany, nowoczesny i funkcjonalny barok” raczej nic by im nie powiedziało.
          - Spuść trochę powietrza, co? – burknęła Karenn mierząc Ezarela krytycznym, pełnym wyższości spojrzeniem, co stanowiło niemały wyczyn, biorąc pod uwagę, że była jakieś trzydzieści centymetrów od niego niższa. – Miała paść na kolana i popłakać się z zachwytu, bo Ezarel, niedoszły mistrz alchemii, którego ego przewyższa jedynie jego zjadliwość raczył przyłożyć rękę do odnowienia jej pokoju malując parę wzorków?
          Elf wyprostował się na całą wysokość, z lekka zadarł głowę i również spojrzał na nią z góry, przy czym wyglądał z lekka na psychopatę… Albo wielkiego, górskiego kozła zastanawiającego się czy to coś tam w dole jest warte gwałtownej szarży i uderzenia rogami.
          - Właśnie tak – oświadczył teatralnym szeptem, sycząc nieco, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł krokiem modelki na wybiegu.
          Nevra parsknął śmiechem widząc minę siostry, na co ta westchnęła głośno i przewróciła wymownie oczami.
          - Naprawdę moglibyście nie robić z siebie aż takich idiotów przed Eryką. Dawkujcie to powoli, trafiła tu z innego świata, zaliczyła parę traum i tak dalej. Świadomość, że trafiła pomiędzy kretynów, może negatywnie na nią wpłynąć.
          - Zapomniałaś dodać, że ci „kretyni” mają się nią opiekować – rzucił Nevra, posyłając siostrze słodki uśmiech i trzepocząc rzęsami.
          - Valkyon, powiedz im coś!
          - Coś.
          Karenn westchnęła ciężko, a Nevra wykorzystując okazję, że młodsza siostrzyczka chwilowo nie ma go na oku, podszedł do Eryki i objął ją ramieniem. Eryka znów momentalnie zdrętwiała, prostując się i przyciągając ręce do boków, byle tylko zmniejszyć swoją i tak niezbyt imponująca objętość, a co za tym idzie powierzchnię styczną jej ciała z ciałem wampira. Niewiele to dało, w związku z czym rumieniec zażenowania nieśmiało wypełzł na jej policzki. Nagle zapragnęła zapoznać swój łokieć z jego żołądkiem Nevry, ale brakowało jej odwagi na podobną reakcję, poza tym, biorąc pod uwagę feralność dzisiejszego dnia, prawdopodobnie złamałaby rękę w trakcie wyprowadzania ciosu.
          - Ezarel, jak już raczył SUBTELNIE zaznaczyć, zajmował się głównie wszystkim, co związane z malowaniem – mruknął wampir, obracając ją w stronę pokoju. – Ma ku temu predyspozycje. Nie dość, że dobrze wychodzi mu gryzmolenie, to jeszcze w pracowni alchemii nawdychał się tylu różnych paskudztw, że opary farb i lakierów są dla niego niczym odświeżająca bryza…
          Z tyłu dobiegło Erykę mamrotanie, świadczące o tym, że Ezarel ma coś powiedzenia na ten temat.
          - … Valkyon zajmował się meblami… W sensie drewnem. Swego czasu zajmował się ciesielką i zna się też nieco na kowalstwie, więc naprawa zawijasów i uchwytów również nie miała przed nim tajemnic. Ja z kolei zajmowałem się tkaninami…
          - Bo jak każdy lubiący się stroić fircyk, lubisz się bawić szmatkami – usłyszała jadowity komentarz elfa.
- … obiciami, zasłonami, abażurami na lampy i narzutą na to piękne łoże. Teoretycznie jest przeznaczone dla jednej osoby, lecz i dwie mogą się w nim całkiem wygodnie ułożyć… – Uśmiechnął się szeroko, spoglądając jej głęboko w oczy.
Eryka zrozumiała, dlaczego zwierzę złapane w potrzask jest gotowe odgryźć sobie kończynę. Szkopuł w tym, że ona nie miała czego sobie odgryzać, a nie była zbyt dobra dawaniu aluzji ani subtelnych komunikatów, co nawiasem mówiąc, niezbyt dobrze wróżyło jej karierze dziennikarskiej. Praktycznie zawsze mówiła to, co miała na myśli, ewentualnie taktycznie pomijała pewne sprawy milczeniem. Tutaj niestety milczenie nie pomogłoby jej. Dlatego chcą-nie chcąc musiała zaryzykować bycie nie do końca uprzejmą.
          - To miło, lubię się rozkładać i wiercić na spaniu – mruknęła, podchwytując wizję spania w łóżku prawie dwukrotnie szerszym niż jej tapczanik w domu. – A tak w ogóle, to bardzo byłabym wdzięczna, gdybyś zabrał rękę. Nie przepadam za byciem dotykaną przez osoby, których prawie nie znam. Szczególnie przez obcych mężczyzn.
Wampir wyraźnie się speszył, jednocześnie natychmiast ją puszczając. Wyraźnie nie spodziewał się podobnej odpowiedzi, co wyraźnie ucieszyło Karenn i Ezarela. Jednak na nieszczęście Eryki szybko odzyskał rezon.
          - To może poznamy się lepiej? – mruknął się, splatając ręce za plecami, jakby chciał powiedzieć, że jest grzeczny i żadnego macania już nie będzie. Niestety zamiast tego nachylił się ku niej tak bardzo, że niemal stykali się  nosami.
          Inna dziewczyna zapewne spąsowiałaby, speszyła się, ale nie Eryka… A przynajmniej nie do końca, bo chociaż zmieszała się, to nie towarzyszyły temu standardowe reakcje. Nie pojawił się pomidorowy rumieniec, jąkanie czy też chwilowy brak słów. Zamiast tego, kierując się instynktem, natychmiast zrobiła duży krok w tył, potem następny, mniejszy w bok, stając obok Kero. Do tego obdarowała Nevrę spojrzeniem zwykle zarezerwowanych dla ludzi, którzy nagle zaczynają się kłócić z powietrzem. Niezwykle głośno. Gestykulując, pokrzykując i wydając z siebie dziwne dźwięki. Na środku ulicy. Mało tego. Zaraz potem niepewnie zerknęła na jednorożca, a w jej oczach czaiło się pytanie „czy on jest normalny?”.
          Naprawdę nie była przyzwyczajona do zalotów w jakiejkolwiek formie, a flirtu nie poznałaby nawet gdyby ten przyłożył jej w głowę metaforycznym szpadlem. Znaczy, bez trudu potrafiła rozpoznać, że ktoś z kimś flirtuje, ale flirt w stosunku do swojej skromnej osoby uznawała za czystą abstrakcję. Nie zakładała przy tym, że będzie do końca życia sama albo uważała się za tak paskudną, że nikt się nią nie zainteresuje. Po prostu wychodziła z założenia, że jeżeli zakocha się w kimś ze wzajemnością, stanie się to zwyczajnie. Przy czym, gdyby ją zapytać, niezbyt potrafiłaby owo „zwyczajnie” sprecyzować. Prawdopodobnie padłoby stwierdzenie „No… Najpierw poznam się z nim i polubię, bez odstawiania tańca godowego przy pierwszym spotkaniu”, ale to jedyne, co mogłaby na ten temat powiedzieć. W każdym razie, zachowanie wampira było dla niej mocno dziwaczne… I to nie w pozytywnym kontekście.
          Goszczący na twarzy Nevry, pewny siebie uśmiech don juana stopniał jak pierwsze śniegi w starciu z miotaczem ognia, a Ezarel roześmiał się dźwięcznie, przy czym dźwięczał tu głównie szczerozłota kpina. Karenn za to wymownie wsparła czoło na palcach dłoni spojrzała na brata tak krytycznie, wręcz miażdżąco krytycznie, że można to prawie porównać z miażdżącym, pełnym wyższości spojrzeniem kota. Prawie. Nikt nie potrafi tak miażdżyć spojrzeniem jak kot.
          Kero westchnął ciężko, poprawiając okulary na nosie. Przypominał w tym momencie zmęczonego życiem, z upragnieniem oczekującego emerytury  nauczyciela, który trafił na klasę pełną młodocianych idiotów.
          - Nevra, ja cię błagam, przestań się wygłupiać. Eryka ma już dość na głowie bez twojego stroszenia piórek… - Westchnął jeszcze raz. – Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem, ale posłuchaj Karenn, wszyscy jej posłuchajcie i dajcie Eryce trochę czasu na przyzwyczajenie się do nowych warunków… I do was.
          Karen zaprezentowała swoje kły w szerokim, pełnym samozadowolenia uśmiechu wbijając w jednorożca dziwne, jakby wyzywające spojrzenie. Ten znowu westchnął, na co Valkyon spojrzał na niego współczująco
          Eryka obserwowała to z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony miło obserwowało się te przekomarzanki, z drugiej nie czuła się swobodnie. Nie była częścią tego wszystkiego. Chociaż stanowiła przyczynę wymiany zdań, stała tylko z boku i nie za bardzo wiedziała, co z sobą zrobić. W dodatku bała się, że za moment Nevra znowu zacznie dziwaczyć. Tymczasowo miała taki stosunek do wampira, jaki miałaby wrona do barwnego pawia, który na jej widok zaczął rozkładać ogon, puszyć się i tańczyć… A był to stosunek możliwy do określenia słowami „zadzwońcie do jego psychoterapeuty”.

Online

#81 31-08-2018 o 21h53

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 227

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Ou shit. Totalnie mnie zaskoczyłaś reakcją Eryki na pokój. Naprawdę byłam pewna, że zacznie psioczyć, ale to chyba dlatego, że przyzwyczaiłam się do żmijowatego charakteru Liwki. Tutejsza bohaterka coraz bardziej plusuje!

„Muszę, przyznać, że spisaliście się na medal” — wywal pierwszy przecinek

Mentalnie gratuluję Karenn pocisku. XD A reakcja Eza to miód, serio /static/img/forum/smilies/big_smile.png Piękna scenka xd

„To może poznamy się lepiej? – mruknął się” — mruknął się? /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Kurcze, to opowiadanie jest naprawdę coraz lepsze! Taka komedia jak najbardziej ci wychodzi, choć to zapewne zasługa sympatycznej bohaterki i tego, że jest taka… ludzka. Ot, taka wygadana, ciekawska sierotka, co najpierw powie/zrobi, potem pomyśli xd Naprawdę miło się to czyta!

Czekam na więcej i pozdrawiam! ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !
k o n k u  r s    p r z e d ł u ż o n y

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#82 07-09-2018 o 16h21

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 232

@Methrylis - Eryka to nie Liwka /static/img/forum/smilies/wink.png Pod pewnymi względami są podobne, tu i tu momentami będą zdarzać się sytuacje irracjonalne (w Antymagii powoli coraz rzadziej), ale to jednak dwie różne osoby z różnymi spojrzeniami na świat. A charakteru Liwii jeszcze nie znasz. W sumie to nie wiem czy tak do końca w ogóle go poznamy. Znowu Eryka... Jaka jest każdy widzi, chociaż paroma motywami pewnie zaskoczy. Dlatego też postawienie jej wobec dość nieciekawych realiów Eldaryi mam nadzieję, że będzie interesujące. W antymagii to jest trochę postawienie Eldaryi wobec Liwki /static/img/forum/smilies/big_smile.png

V Pierwsze decyzje (cz.9)

          Chciała sobie iść. Niestety zwyczajnie nie wypadało, żeby od tak sobie poszła… Poza tym powinna dostać klucz do pokoju, prawda? No chyba, że u faery jak u buszmenów funkcjonowała tak zwana własność wspólna i bardzo mała wstydliwość ciała, na co nie wyglądało, biorąc pod uwagę rozdział toalet oraz pryszniców na męskie i żeńskie.
Żałowała, że nie ma JUŻ tego klucza, nie jest wieczór i nie może paść na łóżko, aby odpocząć po dzisiejszym chaosie. Zwykle optymistycznie podchodziła do życia, ale jej optymizm cechowało to, że czasami potrzebowała oddzielić grubą linią pechową cześć dnia od kolejnej czy też cały pechowy dzień od dnia następnego, aby bez balastu ponownie wskoczyć w dobry nastrój. Najczęściej ową grubą linią była drzemka bądź długi, porządny sen.
          Spojrzała na towarzystwo. Ociekająca samozadowoleniem Karenn dopiekała Kero, korzystając z okazji, że „nudziarz przyznał jej w czymś rację”, Ezarel naigrywał się z Nevry, bo ten wyszedł na dewianta, a Valkyon spoglądał na to wszystko ze stoickim spokojem uśmiechając się lekko i nie mieszając. Jak przedszkolanka spoglądająca na rozbrykane dzieci… Albo człowiek lubiący popatrzeć raz na jakiś czas jak świat płonie i zbierający informacje, gdzie najlepiej podłożyć ogień.
          Zastanowiła się, jakie ona teraz sprawia przy tej wesołej grupce. Pewnie dzieciaka, który znalazł coś niezidentyfikowanego w lesie i teraz zastanawia się czy owo coś dźgnąć patykiem, czy może lepiej wycofać się, bo zaatakuje. Za dźgnięcie, metaforyczne rzecz jasna, mogłoby posłużyć jej chrząknięcie. Jedno z rodzaju tych znaczących. Z tym, że wtedy wszyscy zaczęliby się na nią gapić, czekając na to co powie, a do powiedzenia nie miała nic specjalnego. No może poza „dajcie mi klucz”, ale to było trochę takie… Takie na zasadzie  „fajnie, że odremontowaliście dla mnie pokój, ale teraz dawać klucz i spadówa”. Nie brzmiało to dobrze. Nie, żeby normalnie miała jakieś bardzo duże parcie na robienie dobrego wrażenia, ale tym razem, będąc wśród obcych w obcym, CZARODZIEJSKIM świecie, naprawdę chciała uniknąć robienia złego. Wizja obudzenia się w ciele żaby, bo kogoś zirytowała, jakoś jej nie pociągała. Co prawda wątpiła, żeby czary przemiany…
          - Tak, tak, tak. Jesteś bystra, mądra i inteligentna. i co tam jeszcze tylko chcesz. Niestety oprócz tego zbyt pewna siebie i o wybujałym ego, a do tego tak wścibska, że niejednokrotnie tłumi to twój intelekt – usłyszała zmęczony głos Kero, który wbijał zbolałe spojrzenie w uśmiechniętą Karenn… Właściwie to już nie tak bardzo uśmiechniętą Karenn. Co dziwne jego wypowiedź nie miała w sobie nawet odrobiny jadu czy pikanterii, raczej brzmiała jak wywód rodzica po ciężkim dniu pracy, który odkrył, że jego pociecha przykleiła młodszego brata do sufitu, ale jest zbyt wycieńczony, żeby krzyczeć i właściwie to bardziej zastanawia się „za co?”. Najwyraźniej, tak jak wampirzyca uważała go za nudziarza, tak on ją za uciążliwą, czego obecnie nawet nie krył. Nie czekając, co ta mu odpowie, a najwyraźniej zbierała się, żeby coś powiedzieć i to nic miłego, spojrzał na kolegów – Z tym remontem naprawdę odwaliliście kawał dobrej roboty. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, spisaliście się.
          Eryka spojrzała na pokój. Jeżeli wyjściowo naprawdę wyglądał, tak jak mężczyźni to opisali – zrujnowany przez poprzedniego, obłąkanego lokatora – to doprowadzenie go w tak krótkim czasie do obecnego stanu zakrawało na cud. Szczególnie, że wyglądało na to, że nie używali w trakcie magii, a posługiwali się jedynie dość prymitywnymi narzędziami. Na pewno nie mieli pistoletu na gwoździe, niekapiących wałków czy zszywek do tkanin. Mimo to pięknie wyremontowali pomieszczenie, odnowili meble, a nawet uszyli zasłony i narzuty. Podziwu godne.
          - To prawda – przyznała rację Kero.  – Tym bardziej, że to była kara. Mogliście ograniczyć się do minimum, tymczasem naprawdę się postaraliście.
          - To nie była kara, bardziej przeprosiny za niefortunny początek – mruknął Valkyon. – To, że Miiko kazała nam to zrobić, to inna sprawa.
          - Tak, zależało nam, aby zatrzeć niemiłe wrażenie – dodał Nevra.
          Eryce przeszło przez myśl, że z jego strony zacieranie niemiłego wrażenie odniosłoby o wiele lepsze efekty, gdyby nieco przystopował ze swymi… Zapędami. Oczywiście nie powiedziała tego na głos, tym bardziej, że po raz pierwszy od dłuższego czasu wampir zabrzmiał poważnie.
          - I wyszło nam wprost wspaniale – podsumował niezwykle pewnie, wręcz arogancko Ezarel, krzyżując ręce na piersi i z nieskrywaną dumą spoglądając na pokój.
          - Oj jakie skromniutkie elfiątko. – Karenn uśmiechnęła się jadowicie. – Zapomniałeś tylko dodać, że gdybyście odwalili fuszerkę, to Miiko by wam uszy oberwała, a o Jamonie to lepiej nie wspominać.
          Eryka drgnęła. Jamon? A czemu niby miałaby go ta sprawa interesować?
          - Im wystarczyłoby, gdyby efekt był prosty, wygodny i schludny, a my nieco wykroczyliśmy poza to minimum i wyszło pięknie. Chociaż, gdyby dać nam nieco większy budżet, moglibyśmy o wiele więcej zdziałać, ale na przekór SKROMNYM możliwościom, które nam ofiarowano, zdziałaliśmy cuda.
          Karenn otwierała usta, żeby coś odpowiedzieć eflowi, pewnie nic przyjemnego, ale Eryka miała dość ich słownych przepychanek. Znaczy same w sobie jej nie drażniły, ale miała przeczucie, że jeżeli pozwoli im się dalej rozwijać, to będzie stała pod drzwiami własnego pokoju do wieczora, na co nie miała ochoty. Dlatego interweniowała.
          - W każdym razie naprawdę wysililiście się, za co jestem wdzięczna – mruknęła. – Tym bardziej, że większość, jak przeprasza, ogranicza się tylko do zrobienia smutnej miny i ewentualnie wręczenia kwiatka.
          - Nie lubisz kwiatów? – zagadnęła Karenn.
          - Wolałabym czekoladki. Albo inne, dobre jedzenie. Dobre jedzenie przyjmuję w każdych ilościach… A teraz to wolałabym, w sensie że chciałabym, dostać klucz do pokoju – dodała wreszcie ważąc się poruszyć potencjalnie drażliwy temat. – Jak się trochę przewietrzy pewnie będę musiała przenieść tu swoje rzeczy ze szpitala, a nie wiem, gdzie was potem szukać  i tak dalej.
          - Klucz, tak? – Nevra uśmiechnął się słodko. – Tak się składa, że to ja go mam i tak sobie myślałem, żeby go potrzymać trochę. W końcu jesteś sama w nowym świecie, więc w środku nocy możesz nagle poczuć się samotna…
          Eryka miała nieszczęście być osobą, której emocje zwykle natychmiast znajdują odbicie na twarzy. Natomiast słowa wampira wywołały w niej sporo emocji. Niezbyt pozytywnych i nie do końca identyfikowalnych. W każdym razie, jej mina wystarczyła, żeby ponowie stopić jego uśmiech i wprawić go w lekkie zażenowanie.
          - Żartowałem tylko, nie krzyw się tak – burknął, wyjmując z wewnętrznej kieszeni marynarki dość ciężki i prosty klucz, który szybko jej wręczył.
          Ezarel obdarzył  Nevrę zjadliwym uśmiechem, na który ten odpowiedział ostrym spojrzeniem. Eryka przypadkiem zafundowała elfowi kolejną porcję ubawu kosztem wampira, szkoda tylko, że jej średnio było do śmiechu.
          - Nevra, naprawdę, nie rób mi wstydu, co? – Karenn spojrzała na niego krytycznie, ale wyglądało na to, że również dobrze się bawi. – Pamiętaj, jeżeli nie będziesz grzeczny, naskarżę tacie…
          Gdyby spojrzenie mogło zabijać, po wampirzycy nie zostałaby nawet krwawa plama. W dodatku do chichoczącego Ezarela dołączył teraz i Valkyon, co zapewne nie poprawiło nastroju jej brata.
          - …A tymczasem panowie wybaczą, ale porywam Erykę na jakiś czas – dodała, biorąc Ziemiankę pod ramię. – Coś mi mówi, że ma dość męskiego towarzystwa, poza tym przydałoby się  oprowadzić ją tu i ówdzie.
          - Tylko nie przeforsuj jej – rzucił Kero. – Ma za sobą nieciekawy początek dnia i wizytę u lekarza, a przecież niedawno wyszła ze szpitala. – Po tych słowach spojrzał na Erykę i uśmiechnął się ciepło. – Jakbyś mnie potrzebowała, to jestem w bibliotece. Do zobaczenia jutro na teście.
Eryka nie miała nawet okazji odpowiedzieć, bo wampirzyca natychmiast pociągnęła ją za sobą. Z jednej strony była wdzięczna nastolatce za uwolnienie od towarzystwa jej brata oraz jego kolegów, ale z drugiej, nie miała zielonego pojęcia, co ta planuje, a nie lubiła niepewności… A przynajmniej nie tutaj.
          - E… A gdzie mnie prowadzisz?  Znaczy, co chcesz mi pokazać? –  zapytała. – Kero oprowadził mnie już po całej Kwaterze i był w tym dość dokładny, więc…
          - Nawet pan nudziarz nie jest doskonały. Przegapił na przykład to – Karenn przystanęła obok nie wyróżniających się spośród innych. – Wiesz co to jest?
          - Y… Nie?
          - Drzwi do pokoju Alajei. Bardzo ważne miejsce, szczególnie dla kogoś takiego jak ty, kto będzie potrzebował wsparcia ze strony koleżanki-Absyntki. Szczególnie, że będzie wisieć nad tobą ta szpiczastoucha zaraza Ezarel. W całej Kwaterze Głównej jest mnóstwo miejsc, których poznanie powinno ułatwić ci życie, a które, z perspektywy ogólnego zwiedzania, nie są szczególnie ważne. Jeżeli będziesz grzeczna, pokażę ci też nie do końca jawne i mało znane miejsce, skąd rozciąga się ładny widok na męską łazienkę.
          - Męską łazienkę? – zamrugała zaskoczona. – Nie no… Naprawdę widać, że ty i Nevra jesteście krewnymi.
          - Bez takich mi tu. Ja nie nagabuję wszystkich dookoła i nie podglądam… Przynajmniej na razie. – Twarz wampirzycy przyozdobił słodki uśmieszek. -  Ale miło wiedzieć, że gdyby jakiś strażnik mi się spodobał lub zaczął do mnie na poważnie zalecać, to mogę ZERKNĄĆ czy jest wart uwagi.
          - Takie rzeczy, w twoim wieku… - Eryka uśmiechnęła się, kręcąc głową. I pomyśleć, że ona mając czternaście, piętnaście lat nawet nie myślała o romansach. Głównie dlatego, że była na to zbyt zajęta robieniem różnych, dziwnych rzeczy. Pisaniem artykułów do szkolnej gazetki, urządzaniem błotnych ślizgawek, uprawianiem sportu, lizaniem ran po uprawianiu sportu, wystawianiem krótkich przestawień komediowo-kabaretowych z okazji różnych, szkolnych wydarzeń, urządzaniem sesji gejmingowych no i odpoczywaniem po tym wszystkim. Jakoś nie widziała nic ciekawego w migdaleniu się po kątach czy chodzeniu za  rączkę.
          - Aj tam, aj tam. Po prostu myślę przyszłościowo – Karenn posłała jej „oczko”.
          Chwilę później Eryka biegała za wampirzycą w te i we w te, oglądając wszystkie kąty, które ta chciała jej pokazać. Było to lepsze niż stanie pod drzwiami własnego pokoju, będąc wystawioną na dziwaczenie Nevry, ale niestety nie pokrywało się z planami spokojnego spędzenia popołudnia. Jednak nie mogła powiedzieć, żeby nie została podniesiona na duchu towarzystwem Karenn. Werwa szczebiocącej wesoło nastolatki zainfekowała i ją, chociaż nie na tyle, aby odgonić wszystkie, ponure myśli.
          Plan wycieczki był bardzo kręty, zawiły i obejmował głównie bieganie po korytarzach KG. Najpierw zatrzymały się pod drzwiami w skrzydle zajmowanym przez ważniejsze osobistości czyli szefów Straży, ich zastępców oraz co ważniejszych pracowników. Drzwiami, które dość mocno wyróżniały się spomiędzy dziesiątek pozostałych bardzo zdobną klamką i subtelnymi rzeźbieniami. Pokój znajdujący się za nimi zajmował, wedle słów Karenn, Karuto – naczelny kucharz, a zarazem zaopatrzeniowiec dbający o regularne uzupełnianie spiżarni. Ale czemu dziewczynie zależało na tym, aby zobaczyła te drzwi? A temu, żeby uprzedzić ją, żeby unikała ich za wszelką cenę, a po dwudziestej trzeciej nie ważyła się pod nimi hałasować. Ponoć kucharz po całodniowej zmianie bywał marudny, a rozeźlony potrafił mścić się na żołądkach i podniebieniach wszystkich w KG. Poza tym pokazała jej jeszcze, gdzie są gabinety i pokoje szefów Straży, ich zastępców oraz Miiko, no bo w końcu tu rządziła, a miejsce ulokowania głównego szefa lepiej znać. No i Jamona, gdyż mający wyrzuty sumienia wobec Eryki ogr, mógł pomóc zagubionej Ziemiance w wielu sprawach, szczególnie na początku… A przynajmniej Karenn tak twierdziła. Samej Eryce niezbyt podobało się użytkowe spojrzenie na brązowego wielkoluda, jednak zapamiętała informację.

Online

#83 07-09-2018 o 22h22

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 227

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Wiem, że Eryka to nie Liwka, choć wiem to od niedawna — po prostu coraz bardziej to tu widać, co niezmiernie cieszy!

Kolejny miły, choć niewiele wprowadzający rozdział. Ale w sumie mi to nie przeszkadza, bo jak już od dawna wspominam, naprawdę miło się to czyta. Sporo tu przekomarzanek, śmieszkowych dialogów i ogólnie rozluźnionej atmosfery. Jestem ciekawa, kiedy wszystko runie, ale to pewnie w swoim czasie :v

Czekam na kolejną część i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !
k o n k u  r s    p r z e d ł u ż o n y

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#84 14-09-2018 o 17h07

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 232

@Methrylis - wnosi potencjał psychologiczny kreując naszych milusińskich, przede wszystkim samą Erykę. A w tej partii dodaje nieco paranoi.


V Pierwsze decyzje (cz.10)


          Oczywiście wampirzyca nie ograniczała się tylko do prezentowania cudzych drzwi. Młoda krwiopijczyni pokazała jej też nieużywaną część lochów, gdzie co jakiś czas rekruci i szeregowcy urządzali dzikie imprezy, parę dobrych kryjówek, tajne wejście na jeden z licznych strychów oraz Wieżę Światła, niegdyś pełniącą rolę latarni morskiej. Strzelista wznosiła się wysoko nad Kwaterę Główną od strony klifu, o który uderzały z hukiem fale morskie. Wieńczące ją pomieszczenie, gdzie wszystkie ściany zastępowały wysokie, łukowate okna o zdobnych ramach a z kopulastego sufitu zwieszała się wielka latarnia stanowił cudowny punkt widokowy. Połyskujące w promieniach słonecznych niczym najszlachetniejszy klejnot morze, gwarne miasto, szarpane podmuchami wiatru, trawiaste ruiny i rosnące w oddali, porośnięte gęstymi lasami, szmaragdowe wzgórza naprawdę rozbiły wrażenie. Eryka, mimo porządnej zadyszki, którą przypłaciła wspinaczkę po długich, krętych schodach, biegała od okna do okna, z fascynacja przyklejając twarz do szyb. Może ten świat był dziwny i przerażający, ale z wysoka, z okien tej strzelistej wieży wyglądał naprawdę przepięknie.
          - Teraz już prawie nikt tu nie zagląda, może poza zakochanymi parami, którym nie straszne schody, a które mają ochotę na schadzkę – mruknęła Karen, uśmiechając się z dumą. Wyglądała na bardzo zadowoloną z reakcji Ziemianki. – Wieża nie sprawdzała się jako latarnia, miała zbyt mały zasięg. Marynarze, którzy regularnie pojawiali się w tych stronach regularnie, wiedzieli, że jak tylko zobaczą jej światło, jeszcze nim snopy światła dosięgną ich łodzi, powinni odbić w prawo, jednak obcy w tych stronach niekoniecznie i prawie zawsze kurs do Miasta Eel przypłacali koniecznością naprawy statków. No to w końcu zbudowano prawdziwą latarnie morską, na skalistej wysepce na wybrzeżu.  Prawdziwe cudeńko, niestety trochę trudno tam dotrzeć. Ale jeżeli zrobisz duże oczy do jakiegoś marynarza, może ktoś cię tam zabierze.
          Eryka uśmiechnęła się ciut krzywo na sugestię wampirzycy. Po pierwsze nie wyobrażała sobie siebie robiącej maślanych oczu do kogokolwiek, szczególnie tylko po to, żeby coś zyskać. Po drugie, nie wyobrażała sobie kogoś, kto by mógłby na coś takiego pójść. W końcu nie należała do piękności, nie mogła zagrać krągłymi biodrami ani kuszącym biustem.  Właściwie ona i krągłości to jedno wielkie przeciwieństwo – za dużo kątów ostrych.
          - Osobiście wolałabym pobawić się w piratów niż robić do kogokolwiek duże oczy. Byłoby zabawniej, przynajmniej póki by mnie nie złapali… Albo póki nie potknęłabym się o własne nogi i nie wyleciała za burtę – dodała gorzko, przypominając sobie swój egzamin. Zastanawiała się, co też czeka jutro ją na teście magii. Właśnie, test. – A nie wiesz czasem, na czym polega ten cały test magii, któremu mam zostać jutro poddana? Jakoś zapomniałam zapytać szefa…
          - Nic strasznego, sama przez to przeszłam – Karen wzruszyła ramionami. – Leją ci na dłoń nieco specjalnego eliksiru, który reaguje z twoją magią, no bo wszystkie stworzenia mają magię. Wtedy pojawia się płomień, ale nie parzy. Jego siła i intensywność mówią o twoim potencjalne magicznym. Mój niestety był przeciętny, mogę się nauczyć prostych zaklęć, czarodziejsko wyostrzyć swoje zmysły, ale nic więcej. Wielki mag ze mnie nie będzie… - zawahała się przez chwilę. – Ostatnio test przeprowadza Ezarel, więc jeżeli będzie próbował cię nastraszyć, nie wierz mu. Nasza szpiczastoucha księżniczka miewa bardzo specyficzne poczucie humoru.
          Eryka skinęła głową. Zatem miała w sobie magię, a oni mieli sprawdzić jak dużą. Jedna wielka abstrakcja. Myśl, że mogłaby rzucać czary wydawała jej się wręcz śmieszna, chociaż z drugiej strony budziła swego rodzaju ekscytację. W końcu prawie każde dziecko marzy o tym, żeby być w pewien sposób niezwykłe, umieć czarować, a z wiekiem owe marzenia nie znikają, tylko zostają zepchnięte na bok na rzecz szeroko pojętego realizmu. Dlatego też na moment oczyma wyobraźni ujrzała siebie z dłonią w wielkich płomieniach, otoczoną przez zdumionych szefów Straży, szepczących między sobą, jaka ona to nie będzie potężna. Na jej twarzy zagościł przelotny uśmiech, jednak zaraz zgasiło go ukłucie wyrzutów sumienia. Fantazjowała o Bóg jeden wie czym, zamiast skupić się na powrocie do domu. Chociaż z drugiej strony, nie miała pojęcia na czym się skupić, skoro nie mogła nawet wyjść na miasto bez nadzoru. Chyba tylko na tym, żeby nie odwalać więcej akcji takich jak ta z dzisiejszych egzaminów, bo w przeciwnym razie wyściubi nos poza KG dopiero po pięćdziesiątce.
          - Dobrze, zwijamy się. Musisz zobaczyć jeszcze jedno miejsce.
          - Jakie?
          - Mój pokój – Karenn uśmiechnęła się szeroko. – W końcu jesteś już tu parę tygodni, więc przydałaby ci się mała posiadóweczka u przyjaciółki, prawda? Szczególnie po tak męczącym i pełnym wrażeń dniu jak dzisiaj.
- A możemy poczekać na zachód słońca? – zapytała Eryka, zerkając na wiszącą nisko nad horyzontem złotą tarczę, wokół której niebo powoli zaczynało barwić się pomarańczami i czerwieniami. – To zajmie góra pół godziny, a widok stąd będzie pewnie przepiękny.
          - Tak, to zajmie pół godziny, a ściągnięcie cię stąd po stromych stopniach co najmniej drugie tyle. Nawet wchodziłaś przytulona do poręczy, a co tu mówić o schodzeniu… Nie rób takiej miny, wcześniej skoczymy na kolację, a w pokoju mam ciasteczka. Całkiem sporo ciasteczek. Chyba nie przepuścisz dodatkowego posiłku głodomorze, prawda? No nie ociągaj się, zachód słońca będziesz mogła zobaczyć kiedy indziej, ruchy raz-raz.
          Eryka westchnęła. Karenn po wieloma względami miała rację. Po pierwsze była głodna, po drugie wciągnęłaby z chęcią coś nadprogramowego. No i strome, wąskie schody, potencjalnie zabójcze dla kogoś równie niezdarnego jak ona, nieco ją przerażały, przez co zejście, o wiele niebezpieczniejsze niż wejście, mogło trochę potrwać. Rzecz w tym, że naprawdę miała ochotę zobaczyć ten zachód słońca. Popatrzeć na zmiany barw, posłuchać latających śpiewaków, poczekać, aż nieboskłon się okrwawi, po to, aby po chwili zatonąć w mroku, pomyśleć o rożnych rzeczach, wyciszyć się. Niestety nie wyglądało na to, żeby wampirzyca brała pod uwagę jakikolwiek sprzeciw, a  Eryka naprawdę nie miała dzisiaj głowy, do „przeciągania liny”. Szczególnie z kimś o tak silnej woli jak wampirza młódka.
„Ciekawe czy fakt, że nie mam weny nawet do tego, aby przeciwstawić się jakiejś-tam nastolatce, nie świadczy o mnie źle” zastanowiła się przez chwilę, wtulona w poręcz schodząc po stromych, spiralnych stopniach w dół wieży.

***

          Pokój Karenn przypominał sypialnię rodem z bogatej, wiktoriańskiej rezydencji. Pełen drobnych asymetrii cały tonął w draperiach, ciężkich zasłonach i rozmaitych dodatkach, a dominującymi barwami były czerń, fiolet i róż identyczny z tym, który dziewczyna nosiła na włosach. Erykę jakoś to wszystko nie zdziwiło podobnie jak to, że dziewczyna przekładała styl nad wygodę czego dowód stanowiły cztery fikuśne krzesełka otaczające okrągły, zdobny stolik. Rzeźbienia pokrywające oparcia boleśnie wbijały się w plecy Eryki. Może gdyby miała parę gram tłuszczu więcej, nie odczuwałaby tego tak dotkliwie, niestety ze względu na swoją kościstość musiała zrezygnować w ogóle z opierania, co nieco wynagrodziły jej pyszne ciasteczka i znakomita herbata zaserwowane przez nastolatkę – prawdziwa rozkosz dla kubków smakowych, szczególnie po tym , co zaserwował im na kolację Karuto. W efekcie dokonała prawdziwych zniszczeń w zapasach dziewczyny, za co wstydziła się sama przed sobą. Niestety niezbyt potrafiła panować nad swoim apetytem… Dobrze, że mimo to Karenn nie wyglądała na złą, wręcz przeciwnie. Sprawiała wrażenie całkiem zadowolonej z siebie.
          Nie mogła zaprzeczyć, że wieczór spędziła dość przyjemnie, jednak mimo to czuła się zmęczona. Do zdobytych w trakcie egzaminu Straży siniaków i skaleczeń dołożył się długotrwały stres, który nie opuszczał jej odkąd tu trafiła. Najgorzej znosiła niepewność, zarówno tę odnoście tego, co się dzieje z jej bliskimi, jak i tę odnośnie własnego losu. To, że co krok piętrzyły się przed nią kolejne trudności, jak chociażby sprawa z eliksirem czy też klątwa daemonów, a co za tym idzie wrogość całego świata, też nie poprawiały jej nastoju. Mimo to uparcie wierzyła, że wróci do domu. Gdyby tylko wiedziała od czego zacząć…
          Cóż, na razie musiała przyjąć, że przydzielenie do konkretnej Straży i otrzymanie własnego lokum to dobry początek. Dlatego też energicznymi ruchami  upychała swój skromny dobytek w torbie, z niejaką ekscytacją myśląc o tym, że spędzi pierwszą noc w nowym lokum. Nie w sali szpitalnej, do której na dobrą sprawę mógł wejść każdy, tylko swoim zamykanym na klucz pokoiku, swoim małym schronieniu. Kawałku czegoś dla siebie w tym obcym, dziwnym świecie. Dawało jej to niewielkie wrażenie stabilności, a tego właśnie potrzebowała. Poczucia, że lada moment grunt nie usunie jej się spod nóg.
          Zarzuciła torbę na ramię, poinformowała szpitalną recepcjonistkę, że zwalnia salę i dziarskim krokiem ruszyła do pokoju. Świeżo wyremontowanego, ślicznego i sprawiającego wrażenie wygodnego. Oczywiście wolałaby, gdyby to naprawdę był jej pokój… Pokój w jej świecie, jej domu, ale przecież nie można mieć wszystkiego… A przynajmniej ludzie tak mówią.
Na miejscu mogła dokładniej przyjrzeć się pracy wykonanej przez mężczyzn. Wysoka szafa, elegancka komoda, łóżko o bogato rzeźbionej we floralne motywy, drewnianej ramie, w którym mogła się wygodnie powyciągać, wąskie biurko, fikuśne krzesło, fotel, niewielki regalik na różności, etażerki dźwigające ustylizowane na kwiaty lampy i pasujący do nich żyrandol. Była nawet niewielka umywalka, nad którą wisiało eleganckie, chociaż nieszczególnie duże lusterko, taki mini-kącik czystości. Naprawdę pomyśleli o wszystkim. Może powinna jakoś bardziej pochwalić ich za to wszystko? Zresztą, teraz to i tak nie miało znaczenia.
          Na komodzie zauważyła poskładane ubrania. Konkretniej rzecz biorąc nieco ubrań codziennych i cztery komplety trawiastozielonego umundurowania, przypominającego jej nieco uniformy, które noszono w osiemnastym wieku. Sięgające połowy uda kaftany ze stójką, proste koszule, przylegające spodnie, wysokie oficerki, których dwie pary stały obok szafy, a do tego pas z kieszeniami na różności. Brakowało tylko irracjonalnego nakrycia głowy, w jakich armie z tamtego okresu czasu się specjalizowały.
Jej rzeczy nie zajęły nawet jednej szuflady w komodzie, a gdyby nie mundury i przywieziona z domu, kolorowa kurtka, szafa stałaby całkiem pusta. Ten widok uświadomił jej po raz kolejny, jak niewiele tutaj ma. Jak niewiele znaczy. Zabolało ją to.
          Zmęczona padła na łóżko, świadoma tego, że musi jeszcze się pójść umyć no i spróbować skądś wytrzasnąć jakiś zegar czy tez konkretyzując – budzik. W końcu o dziewiątej musiała się pojawić na teście magii. Niestety. Gdyby nie to zasnęłaby tak, jak leżała, szczególnie że miękkość materaca  była aż nadto zapraszająca.
          Walcząc z sennością, powoli wstała i podeszła do okna, z którego rozpościerał się widok na miasto i otaczające je lasy. Nocne, czarno-granatowe niebo było aż ciężkie od lśniących jak tysiące najcenniejsze diamentów gwiazd, tak podobnych do tych z Ziemi, a jednocześnie zupełnie innych. Żaden gwiazdozbiór się nie zgadzał, gwiazda polarna przepadła, a drogę mleczną zastąpiło zupełnie inne, połyskujące zbiorowisko. Westchnęła ciężko. Gwiazdy, ziemskie czy eldaryańskie, wszystkie wyglądały równie pięknie, szkoda tylko, że nawet niebo przypominało jej, że nie jest u siebie.
          Nagle nieboskłon przecięła spadająca gwiazda. Zwykle przy takich okazjach wypowiadała życzenie, ale teraz zawahała się. To nie było jej niebo, to nie były jej gwiazdy. Dlaczego więc miałyby spełnić jej życzenie?
***

          Jak dotąd niemal wszystko układało się po jego myśli. Ziemianka przybyła do Eldaryi tak, jak tego chciał. I przeżyła, też tak jak tego chciał. Cały ten wypadek był ciut niefortunny. Planował nieco inaczej to rozegrać, nie chciał nikogo ranić ani zabijać, jednak źle ocenił zachowanie tych piekielnych machin, samochodów, na śliskiej jezdni. Cóż, zdarza się. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki tym trzem idiotom i ognistemu temperamentowi Miiko dziewczyna na samym wstępie dorobiła się urazu do Straży. Teraz wystarczyło tylko poczekać na odpowiedni moment i ponownie wzniecić w niej te uczucia, podsycić je, a potem przeciągnąć ją na swoją stronę. Oczywiście tak, aby niczego nie była świadoma. Biorąc pod uwagę postępowanie Rady Eel w ostatnich latach, przypuszczał, że nawet nie będzie musiał się specjalnie z tym starać. Straż niby pomagała wielu faery, ale też specjalizowała się w robieniu sobie zajadłych wrogów… Jak chociażby ten kretyn w czarnej zbroi.
          A propos kretynów… Trio idiotów zmierzało w jego stronę. Jak zwykle wyglądali  na niezwykle z siebie zadowolonych, tryskających humorem i energią. Co więcej  żywiołowo o czymś rozmawiali. Zwykle unikał słuchania ich bełkotu, jednak tym razem nadstawił uszu. W końcu mieli zajmować się Eryką póki ta nie osiągnie jako-takiej samodzielności, więc mogli powiedzieć coś interesującego.
          - Naprawdę staczasz się. – Ezarel spojrzał z wyższością na Nevrę. – Rozumiem ta chochliczka ze stołówki albo tamta wodzianka, ale człowiek? Zwykły słaby człowiek? Już brownie byłaby lepsza. Nie wspominając jak to-to wygląda. Chude, płaskie, z drutami na zębach i wielgachnymi stopami. Kiedy nadejdzie zima, nie będzie potrzebowała nart.
          - Jakżeś ty jest subtelny i uprzejmy. – Nevra przewrócił oczyma. – Nie jest AŻ tak źle. Ma piękne oczy i śliczny uśmiech. No i ta pełna uroku niewinność. Głowę daję, że nasza płochliwa sarenka nigdy się nawet nie całowała. No i to, że jest słaba, to tylko zaleta. Słabiutka panienka pewnie będzie szukać obrońcy.
          - Obrony to ona potrzebuje przed tobą – mruknął Valkyon. – Przyznaj się, że raczej pociąga cię, że jest oporna na twój urok osobisty.
          - Tak, właściwie to wygląda na to, że przez ten twój urok osobisty bierze cię za nienormalnego. – Elf zachichotał. – W sumie to jesteś, bo naprawdę zaniżasz swoje standardy.
          - Standardy, standardy… A czy ja szukam żony? – Nevra spojrzał z ukosa na przyjaciela. – Nie. Ja szukam kolejnej krwiodawczyni. Mniej lub bardziej uroczej wolontariuszki, która będzie wspomagać moją dietę swoją posoką, mając nadzieję, że kiedyś pozwolę jej wykazać się w swoim łóżku. Płonną nadzieję. No chyba, że w obawie o mój gust sam nadstawisz szyi. Mojemu żołądkowi wszystko jedno krew męska czy żeńska.
          - Spadaj – burknął Ezarel z niesmakiem. – Moja krew jest zbyt szlachetna dla ciebie, kmiocie… Poza tym wolałbym, żeby pozostała w moich żyłach.
          - Więc nie jojcz. Chciałem po  prostu upolować najsłabszą sztukę ze stada… Niestety ta okazała się oporna, ale znasz mnie, lubię wyzwania.
          - A ty nic więcej nie powiesz? – Elf spojrzał wymownie na Valkyona. – Co sądzisz o naszym człowieczku?
          - Z wyglądu przeciętna, chociaż ma pewien, dziwny urok – mruknął wojownik. – Zabawna. Na pewno nie raz dostarczy nam rozrywki. Oby tylko nie narobiła przy tym kłopotów.
          Skrzywił się, gdy usłyszał „zabawna” i „dostarczy rozrywki”. Wiedział, że oba te stwierdzenia mają drugie dno brzmiące „swoim kosztem”. Valkyon, chociaż pozornie wydawał się najmilszy całej trójki, był takim samym dupkiem jak pozostali dwaj. Dobrze to wiedział. Parę razy tego doświadczył.
          Ciekawe ile razy sam ich bawił swoim kosztem? Pewnie dziesiątki, może nawet setki, z czego połowę nieświadomie, a połowę będąc ofiarą ich żartów… Tak jak prawie każdy w tej zakichanej Straży. Z tym, że tylko on widział, jakimi są śmieciami. I tylko on widział, jak zakłamaną instytucją jest Straż. Zresztą nie tylko Straż. Eldarya naprawdę wymagała solidnego sprzątania, a on zamierzał zacząć generalne porządki, niewykluczone, że zestawione z niewielkim remontem. Oczywiście przy skromnej pomocy Ziemianki.
          Popatrzył za odchodzącym trio. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zniszczył Eryce życie, że wykorzystywał ją… Czy raczej zamierzał wykorzystać. Jednak miał na tym tle wyrzuty sumienia i w przeciwieństwie do „tych idiotów” widział w niej osobę. Kogoś mającego własne zdanie, plany, marzenia, a nie źródło taniej rozrywki bądź baniak z krwią. Dlatego też uważał się za wielokrotnie lepszego od nich. Od nich i od reszty tych zakłamanych szmat, które widywał na co dzień… Wśród których się wychował.

Online

#85 14-09-2018 o 21h02

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 227

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


„Marynarze, którzy regularnie pojawiali się w tych stronach regularnie,” — a więc regularnie? /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ezarel z tak poważnym zadaniem? Wowow, jestem zaskoczona.

Kretyn w czarnej zbroi? Gadanie na straż i ogarnianie wszystkiego wokół? Magia tak potężna, by przywołać tu Erykę? Leif, is it you? Uch, jak ja gościa nie lubię.

Ajajaj, robi się coraz ciekawiej, co bardzo mnie cieszy! Czekam więc na kolejną część i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !
k o n k u  r s    p r z e d ł u ż o n y

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#86 14-09-2018 o 22h05

Straż Absyntu
Fujimen
Akolita Sargousetów
Fujimen
...
Wiadomości: 5 382

A ja mam wrażenie, że to chyab któyś z szefów straży a nie Leif :v ciekawie by było.
Okej, po tej rozmowie 3 chłopaków wkurzyłam się że Ez został wybrany jako boi dla Eryki, bo to co oni mówią jest skrajnie obrzydliwe. fujfujfuj.
Ogólnie opowiadanie jest super i bardzo przyjemnie się je czyta. Czekam na więcej c:


♠Tumblr♠
https://i.imgur.com/vqJPpWI.png https://i.imgur.com/iGHE4Q6.png
Let's savour this victory

Offline

#87 21-09-2018 o 16h51

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 232

@Methrylis - bardzo regularnie /static/img/forum/smilies/big_smile.png A co do osoby wypowiadającej się pod koniec rozdziału zachowam taktyczne milczenie.
          No tak. Z takim poważnym. Ujmę to tak - nawet w Antymagii Liwce zdarza się pomyśleć coś pozytywnego o umiejętnościach randkowych panów, chociaż jest osobą o wiele mniej miłą od Eryki. Zresztą te poważne zadania też będą miały swój efekt na historię.
          No jakoś, póki co, tak mi wychodzi, że najciekawsze dzieje się w podsumowaniach z cudzej perspektywy. Daje to klamry fabularne /static/img/forum/smilies/big_smile.png Chociaż troszku też spoileruje.
          I taki offtopik: w Cenie to bardziej niż o prolog chodziło mi o grę, do której odnosił się wstęp xD Bo to jest MOCNO na motywach.
         
@Laique - tak jak pisałam Meci, na razie zachowuję taktyczne milczenie na temat tego, kto mówił.
          W gimbazie i liceum byłam tak skrajnie aseksualna dla płci męskiej, że często rozmawiali przy mnie o dziewczynach. Rozmowa chłopaków to przy ich wypowiedziach małe miki (inna rzecz E,N i V nie są już nastolatkami). Poza tym pisałam już, ze chłopaki wcale nie będą tutaj cacani. Często z jednego, to z drugiego wyjdzie dupek.

VI Na szkiełku mikroskopu (cz. 1)

          Sztywno wyprostowana przeglądała się w lustrze, oceniając jak wygląda w mundurze. Szczerze powiedziawszy, miała co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony kolor jej pasował, tkaniny również, strój sam w sobie był ładny, ale z drugiej… No cóż, nie miała nazbyt kobiecej sylwetki, a  mundur tylko to podkreślał. Skromny biust w ogóle nie był widoczny pod kaftanem, a ściśnięte spodniami biodra sprawiały wrażenie męskich. Gdyby nie kobiece usta i duże oczy mogłaby uchodzić w nim za faceta, tym bardziej, że miała krótkie włosy.
          Westchnęła ciężko.
          - Eryka ogarnij się, to nie pokaz mody – burknęła pod nosem, wlepiając krytyczne spojrzenie w odbicie. – Zresztą, póki kobiety nie będą drzeć się jak wejdziesz do łazienki, biorąc cię za mężczyznę, nie ma źle.
          Nie mogła zaprzeczyć, że prezentowała się, jak Ezarel to określił, nieszczególnie, jednak z jednej rzeczy była zadowolona. Z fryzury. Krótkie, obejmujące twarz włosy bardzo jej pasowały. Podkreślały łabędzią szyję, dodawały nieco objętości szczupłemu obliczu i ładnie okalały je ramką przylegających do głowy loków, samoistnie układając się w fryzurę z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych minionego wieku. Co dziwne wcześniej, kiedy były długie, wcale się nie kręciły. Naprawdę żałowała, że nie uległa maminym namowom i wczesnej ich nie ścięła. Niestety dała sobie wmówić, że długie włosy to największa ozdoba KAŻDEJ kobiety. Żałowała jeszcze jednego. Że zamiast munduru nie ma kolorowej, ołówkowej sukienki, też rodem z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych oraz że nie jest w domu, gdzie mogłaby się po chwalić nowym wyglądem rodzinie i przyjaciółkom.
          - Ale ty głupia jesteś. Masz tyle problemów na głowie, trafiłaś do innego wymiaru, czeka cię test magii i nadal nie wiesz, jak dokładnie wrócić do domu, a przejmujesz się takimi pierdołami – ochrzaniła samą siebie. – Naprawdę ogarnij się. Myśl o czymś sensownym, no już, raz-raz.
Rzecz w tym, że za bardzo nie miała o czym myśleć, przynajmniej nie w sposób sensowny. Głównie dlatego, że nadal naprawdę niewiele od niej zależało. Podjęto wobec niej pierwsze decyzje, ale nie miała na nie prawie żadnego wpływu. Została opukana, osłuchana i przetestowana jak kupny koń, i na tej podstawie zadecydowano do jakiego „zaprzęgu” ją przydzielić. Cały czas tylko postępowała zgodnie z poleceniami innych. Bardzo rzadko miała szansę wypowiedzieć się w jakiejś sprawie. Właściwie to chyba  tylko  w kwestii wystroju pokoju, a i to nie do końca.
          Nagle rozległo się żywe pukanie do drzwi. Zaskoczona zamrugała. Nie spodziewała się gości. Czyżby Karenn? Nie, wampirzyca wspominała, że ma poranną zmianę, nie miałaby kiedy wpaść. To może ta cała Alajea? W końcu wyglądało na to, że Karenn zamierza je zaprzyjaźnić, choćby nie wiadomo co, więc mogła namówić syrenkę do złożenia porannej wizyty… I wybadania, co dokładnie podzieje się na teście magii, bo panna wścibska pewnie będzie chciała dowiedzieć się wszystkiego jako pierwsza.
          Woląc nie bawić się w domniemania, otworzyła drzwi,  po to, aby stanąć twarzą w twarz z zupełnie sobie obcym nastolatkiem w mundurze Cienia. Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, to jego szpiczaste, zwierzęce uszy i psi ogon, a zaraz po tym para złoto-pomarańczowych, niezwykle wesołych oczu, z którymi współgrał szeroki, ciut łobuzerski uśmiech. Całości obrazu dopełniały potargane, czarne włosy ubarwione paroma czerwonymi pasemkami, które chłopak spiął w wysoki, niedbały kucyk.
          - Panienka Ziemianka, niejaka Eryka Zgasła? – zapytał ciut zaczepnie.
          - Tak… A ty to kto?
          - Chrome Xequer. – Skłonił się głęboko. – Szeregowiec Cienia, niedoszły łowca i szybkonogi posłaniec, a nade wszystko postać o niezwykłym usposobieniu, giętkim języku i tysiącu talentów. Do usług panienki.
          - Zapomniałeś dodać, że jesteś też niezwykle skromny. – Uśmiechnęła się. Nie mogła odmówić dzieciakowi uroku. – Dobrze, to że tak prosto z mostu zapytam, o co chodzi?
          - A paczuszkę przyniosłem. – Podstawił jej pod nos wielką, wypchaną czymś kopertę. – Z tego, co się orientuję to jakieś, zeszyty, pisadła no i oczywiście kupony żywnościowe, bo bez tego w naszej kochanej społeczności ani rusz.
          - Ach, dziękuję – uśmiechnęła się. – To miło z twojej strony.
          - Wiesz jak tego używać? – zapytał. – W sensie, że kuponów.
          - Podchodzę do kontuaru, wybieram co chcę i daję odpowiednią ilość kuponów. Co prawda po waszemu czytać nie potrafię ni w ząb, ale liczb używacie arabskich, znaczy takich jak my, więc mam nadzieję, że nie będzie wielkiego problemu.
          - Zobaczymy. Tymczasem do zobaczenia panno Ziemianko i powodzenia na teście – skłonił się w pół robiąc przy tym jakiś-taki komiczny zamach, zwieńczony płynnym obrotem na pięcie, po którym odszedł paradnym krokiem w swoją stronę.
          Eryka uśmiechnęła się szerzej, kręcąc przy tym głową. No to młody poprawił jej humor… Chociaż z drugiej strony zastanawiało ją, co taki dzieciak robił w Straży. Właściwie to dzieciaki, bo Karenn zapewne była tylko rok, dwa od niego starsza. Nie powinna siedzieć w domu z rodzicami i uczyć się… Albo robić cokolwiek innego, co nastolatki w jej wieku tu robiły?
          Wzruszyła ramionami, wiedząc, że na razie i tak tej zagadki nie rozwiąże, po czym zerknęła na tykający na szafce nocnej budzik – dochodziło w pół do dziewiątej. Najwyższy czas, żeby skoczyła na szybkie śniadanko, skąd zamierzała udać się prosto do sali alchemii.
          W stołówce panowała zaskakująca cisza, ale właściwie nie powinna się temu dziwić. Trwające po sześć godzin dyżury strażników zaczynały się od godziny siódmej, a dwuturowe przerwy śniadaniowe miały miejsce w pół do dziesiątej i wpół do jedenastej – tak żeby nagle wszyscy nie zeszli z posterunków jeść. Zatem ranna zmiana już pracowała, nocna spała, a popołudniowe i tak miały żołądki ustawione podług ustalonych przerw. Dlatego też po raz pierwszy odkąd tu trafiła, mogła cieszyć się względnym spokojem w trakcie posiłku. Ciekawskie spojrzenia taksujące ją jak jakiś okaz zoologiczny nie miały być tego dnia problemem. Wzięła to za dobry omen. Drugim dobrym omenem było to, że jedzenie pachniało obiecująco, a w każdym razie o wiele lepiej niż wczoraj. Dlatego też bez wahania załadowała tacę rozmaitymi, miejscowymi smakołykami, nawet nie myśląc o czymś takim jak kupony żywnościowe i zabrała się do intensywnej konsumpcji. Jej uwagę od posiłku odwróciło dopiero skrzypnięcie krzesła. Zaskoczona uniosła wzrok, po to, aby zobaczyć siedzącego naprzeciw siebie, uśmiechniętego Ezarela.
          Trudno powiedzieć, co dokładnie pomyślała widząc elfa. Na pewno nie było to miłe zaskoczenie, zresztą trudno, żeby niespodziewane towarzystwo niegdysiejszego prześladowcy nazwać miłym. W dodatku nie miała przy sobie Kero, który przez ostatnie parę dni służył jej jako kotwica i tarcza. Z drugiej strony przełamała już niechęć w stosunku do spiczastouchego alchemika oraz jego kolegów, parokrotnie z im rozmawiała – chociaż po prawdzie głównie to słuchała, a nie mówiła – no i pamiętała o przeprosinach. Zarówno tych słownych, jak i ślicznym, odnowionym pokoju.
          - Y… – Zająknęła się. – Co tu robisz?
          - „Co tu robisz?” – Uniósł brwi, spoglądając na nią z ukosa. – Wypadałoby najpierw powiedzieć cześć, dzień dobry, cokolwiek…
          - Dzień dobry, co tu robisz? – przerwała mu. Miała sporo doświadczeń ze szkolnymi śmieszkami, a przeczuwała, że Ezarel jest mniej-więcej kimś podobnym… Przynajmniej jeżeli chodzi o zachowanie na polu towarzyskim. Dlatego też zastosowała pierwszą i najważniejszą zasadę postępowania ze śmieszkami: nie dać się im speszyć, zawstydzić ani zbić z tropu. Druga: jeżeli pierwsza zasada nie przejdzie i wyjdziesz na idiotkę, zależnie od sytuacji śmiej się z nimi lub bądź obojętna, a przede wszystkim nie płacz. Trzeciej zasadnie było, przynajmniej nie dla niej. Złamanie obydwu zasad oznaczało zdanie się na łaskę i niełaskę danego prześmiewcy, i mogło zakończyć się upokorzeniem. No, gdyby miała większą masę mięśniową i potrafiła wyprowadzić solidny cios, ta rzecz jasna istniałaby i brzmiała „jak już nic nie pomaga, wal sierpowym lub prostym między oczy”. Z obserwacji wiedziała, że w skrajnych przypadkach przemoc pomaga jak nic innego. Jeżeli nawet nie pomoże wykaraskać się z tej konkretnej sytuacji, to na pewno  zapobiegnie następnym. Dowcipniś zapamięta, że tego a tego lepiej nie zaczepiać, bo może się to skończyć brakami w uzębieniu lub złamaniem otwartym.
          - Co tu robię? A czekam sobie, aż sporządzony przeze mnie eliksir aury odstoi swoje, ty przezujesz tę… Masę żywieniową, a potem łaskawie pojawisz się teście. – Błysną zębami. – Swoją drogą nie przesadzałbym z jedzeniem, niektórzy kiepsko reagują na eliksir i zdarzają się mdłości. Zwrócenie tego wszystkiego będzie sporym marnotrawstwem.
Przypomniała sobie słowa Karenn o tym, że elf ostatnio przygotowuje testy i może próbować ją straszyć. Westchnęła w myślach. Naprawdę tego rodzaju gierki wobec niej – kogoś zagubionego w obcym świecie – były nie fair.
          Zastanowiła się, co odpowiedzieć. Aby go zbyć odpowiedź musiała być nieco cięta, ale z drugiej strony nie chciała przesadzić. Była tu nowa, nie znała zasad i zależności. Nie wiedziała, co może ją czekać za niewyparzoną gębę… Co stanowiło pewien problem, bo nie do końca panowała nad swoim językiem – czasem różne rzeczy mówiła niemal odruchowo. No i kiepsko wychodziło jej kłamanie, a taktyczne milczeć nie zawsze mogła.
          - Mam słaby odruch wymiotny – mruknęła nabijając na widelec coś, co wyglądało jak kulki serowe. – Ale w razie czego, to w kogo mam celować?
          Ezarel zmarszczył brwi, najwyraźniej nie wiedząc o co chodzi, ale po chwili załapał i zachichotał szyderczo. W jego oczach pojawił się figlarny błysk.
          - Masz zamiar pokazać, że na wczorajszych egzaminach, nie okazałaś wszystkiego na co cię stać?
          - Niekoniecznie, ale to prawda, nie pokazałam wszystkiego na co mnie stać – rzuciła pomiędzy kolejnymi kęsami nader obfitego śniadania. – Jak powiedziałam, prawo Murphy’ego trzyma się mnie mocno. Wczoraj płonęły manekiny, jutro mogą zacząć płonąć faery.
          - Albo ludzie – rzucił.
          - Niewykluczone. Dlatego mam nadzieję, że macie dobre procedury na wypadek wypadków. Dla dobra swojego i innych. Również twojego – uśmiechnęła się krzywo, po czym wpakowała kolejną porcje „kulek serowych” do ust. W prawdzie nie smakowały jak kulki serowe, tylko jak parówka, ale to inna rzecz. Fakt, że smaczne. Zresztą prawie całe śniadanie jej odpowiadało. Fioletowe grzyby przypominały smażone bakłażany, a żółte, zielono nakrapiane strączki gotowaną kukurydzę. Niemal niejadalne okazały się tylko różowe groszki, które mogła określić jako zalatującą cebulą tekturę.
          - Proszę, proszę. Takie to-to wydaje się wystraszone, bezradne, a jednak odezwać się potrafi.
          - Bo „to-to” JEST wystraszone, bezradne, a przede wszystkim zagubione. Jednak nieustanne drżenie i podkulanie ogona pod siebie nie jest dobrą strategią. Jeżeli zamierzam się ogarnąć z… Z tym wszystkim, nie mogę odgrywać roli smętnej pokutnicy ani zastraszonego ratlerka.
          - Ratlerka?
          - Niewielka, bardzo drobna rasa psa.
          - Psa?
          - Zwierzę domowe z Ziemi. Drapieżne, hodowlane również dla towarzystwa… Y… Taki jakby udomowiony wilk. O ile wieszczym są wilki.
          - Tak, wiem, co to wilk, człowieczku – nieznacznie zmarszczył brwi. – Niezbyt interesuje mnie ta wasza Ziemia, ale nie jestem kompletnym ignorantem. Szczególnie, że mamy tu wilkołaki.
          „Wilkołaki” zostało powiedziane dziwnie twardo, zapewne, żeby wzbudzić w niej niepokój. Dość niefortunnie, biorąc pod uwagę, że rano spotkała tego dzieciaka z ogonem… Jak on się nazywał? Chromy? Nie… Chrome!

_______________________________________________

A jak kogoś ciekawi, jak dokładnie wyglądała fryzura Eryki:
http://i67.tinypic.com/21jr9y0.jpg
Górny wers skrajnie prawa strona i pod nim te z czarnymi włosami - coś w ten za wyjątkiem najniższego wersu /static/img/forum/smilies/wink.png

Online

#88 21-09-2018 o 17h35

Straż Cienia
Methrylis
Uczeń Alchemika
Methrylis
...
Wiadomości: 16 227

https://i.imgur.com/lUnZi4X.png


Naprawdę chciałabym pisać w takim tempie jak ty. :<

A co do Ceny, to zaraz, jaką ty grę masz na myśli? Ja nie wiem, na jakiej podstawie stworzona jest Cena, nie znam tego czegoś, co mówiłaś, że stamtąd jest wiele nawiązań. Więc tu nic nie wyśledzę.

Matko matko, tak dużo Eza to chyba w żadnym z twoich opowiadań jeszcze nie było! I zachowywał się podejrzanie miło i sympatycznie. Nie rozumiem tego, ale niebawem to się pewnie zmieni. Jestem szalenie ciekawa sprawy z eliksirem i reakcji ich wszystkich. Wypowiedzi Eryki znowu zalatywały mi gadkami Liwki, ale chyba nie mam co liczyć na to, że w przyszłości będzie inaczej, więc postaram się nie zwracać na to uwagi.

Czekam na resztę i pozdrawiam ^^


Oficjalny Fanklub  E z a r e l a - K  O  N  K  U  R  S  ! ! !
k o n k u  r s    p r z e d ł u ż o n y

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Online

#89 Wczoraj o 21h13

Straż Obsydianu
Okyum
Nowo przybyła
Okyum
...
Wiadomości: 3

WOW


https://www.google.pl/url?sa=i&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=2ahUKEwjL2NmP_PvcAhVEK1AKHVQIBYUQjRx6BAgBEAU&url=http%3A%2F%2Fpl.eldarya.wikia.com%2Fwiki%2FPlik%3ATumblr_ou5txf15Zw1wql0b4o1_400.gif&psig=AOvVaw3lpkZ8GprzPZGDkD0pLGmj&ust=1534866007970916

Offline

Strony : 1 2 3 4