Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1

#1 13-02-2018 o 10h18

Straż Cienia
Nayakri
Żołnierz Straży
Nayakri
...
Wiadomości: 571

Słowem wstępu



Tropem trofeum


    Drzewa śmiały się z jej nieporadności – ich liście szeleściły złośliwie, choć nie było dziś najmniejszego podmuchu wiatru. Upał doskwierał od samego rana, wyciskając z niej siódme poty i sprawiając, że wędrówka była jeszcze bardziej wymagająca niż wcześniej. Mogła tylko zaciskać zęby i stawiać krok za krokiem, zręcznie omijając kolczaste krzewy i przechodząc nad wystającymi korzeniami. Zewsząd dochodziły do niej odgłosy zwierząt, zamieszkujących las. Umykały, nim zdążyła się do nich zbliżyć, ale to nic. Teraz nie polowała.

    Otarła czoło z potu i westchnęła ciężko, czując, że jej stopy bolą ją od nieprzerwanego, kilkugodzinnego marszu przez dzikie tereny. Las zdawał się wyrastać specjalnie dla niej, utrudniając jej podróż i siejąc w jej sercu niepewność. Nie mogła zawieść. Uszczypnęła się w rękę, żeby przywołać się do porządku. Każdego roku co najmniej tuzin młodzików w jej wieku wyruszał w podróż, aby zdobyć jakiś skarb dla swojego klanu, a przy okazji zbierał wieści z różnych lądów i krain. Prawie wszyscy wracali, a ci, którzy znikali, pojawiali się po kilku latach, aby zawiadomić o swojej zmianie serca i rodziny.

    Po chwili odpoczynku, Tyme wznowiła marsz przez las, mając nadzieję, że w końcu drzewa zaczną rzednąć i odnajdzie miejsce zwane Eel. To właśnie tam skierowała ją szamanka i dziewczyna nie zamierzała zmieniać kursu, dopóki nie wydarzy się coś poważnego. Na razie wszystko było dobrze: wokół było pod dostatkiem jedzenia, miała zapas wody i ziół leczniczych, a jej towarzyszowi nie groziło niebezpieczeństwo. Jakby chcąc potwierdzić to, Risso przebiegł obok niej, fukając cicho. Z jego pyszczka wystawały dwa kolorowe piórka.

    -Ri! - skarciła go Tyme – Znowu pożarłeś jakiegoś biednego ptaka? - ciche mruknięcie było jego odpowiedzią – Ty żarłoku. Pewnego dnia dziób stanie ci w gardle i dostaniesz nauczkę.

    Młody maulix jedynie zastrzygł uszami i, po przeciągnięciu się, rzucił się na najbliższe drzewo, wspinając się na gałąź z zatrważającą prędkością. Tyme nie miała wątpliwości, że jej towarzysz szuka kolejnej ofiary, ale nie widziała potrzeby, aby go powstrzymywać. Risso był wiecznie głodnym stworzeniem, do tego młodym i przepełnionym energią. Potrafił być posłuszny, kiedy sytuacja tego wymagała, ale w pozostałych okolicznościach był nie do okiełznania. Tyme przewróciła oczami, widząc, jak maulix wyskakuje w powietrze, próbując dopaść przelatującego niedaleko ptaka, jego pazurki jednak złapały tylko powietrze i stworzenie spadło na ziemię, wzbijając w górę chmurę żółtych liści.

    Dziewczyna potrząsnęła głową i minęła swojego nieposłusznego towarzysza, niestrudzenie kierując się w stronę tajemniczego Eel. Co takiego tam się znajdowało? Szamanka rzadko mówiła wprost, a większość jej zagadek nie miała większego znaczenia, toteż Tyme nie dowiedziała się przed swoim odejściem, czego ma szukać i czego się obawiać. Nikt w jej klanie nie wspominał o czymś takim, a jeśli nawet, jej uszy tego nie wyłapały.

    Teraz, w marszu, wydawało się jej to dość dziwne, bo klan Aus'suri słynął z niestrudzonych wędrowców i poszukiwaczy skarbów, a przy wieczornym ognisku zawsze można było usłyszeć opowieść starych łowców o ich podróżach za młodu. Tyme martwiła się, że trafiła na zimny trop – tak nazywano miejsca, w których nie można było zdobyć wartościowego trofeum i będzie musiała wrócić ze wstydem do klanu. Zacisnęła dłonie w pięści i potrząsnęła głową.

    -Nie wrócę bez prawdziwego skarbu – powiedziała do siebie, lecz jej oczy powędrowały w stronę Risso, który pozornie bez wysiłku skakał z gałęzi na gałąź jak mała małpka. Choć nie zwrócił się ku niej, usłyszała jego prawie poważne fuknięcie i uśmiechnęła się. Był bardzo krnąbrnym stworzeniem, ale lojalnym i mogła na niego liczyć. Pamiętała tamtą noc, kiedy go znalazła – był taki mały i bezbronny... A raczej uważała go za bezbronnego, dopóki nie odkryła jego malutkich sztylecików w łapkach.

    Zdawało jej się już, że drzewa zaczęły rzednieć, jednak wtedy poczuła zapach pieczonego mięsa. Zatrzymała się w miejscu, wciągając powietrze do płuc. Do tej pory starała się unikać sprowadzania na siebie uwagi – nie rozpalała ognia, więc tym bardziej nie piekła zdobyczy, wszystko jedząc na surowo, a ciepłe noce wcale nie nadszarpywały jej silnej woli. Teraz jednak ślina napłynęła jej do ust i poczuła, że jej ostre zęby grożą przegryzieniem języka. Pokusa była dla niej zbyt silna i, zanim się zorientowała, już biegła przykucnięta w stronę smakowitych zapachów, podświadomie wiedząc, że Risso jest tuż obok.

    Jej węch zaprowadził ją na niewielką polanę przy strumyku, gdzie jakiś młodzieniec piekł trzy ryby nad ogniem. Tyme mimowolnie się oblizała, wyobrażając sobie, że skacze na chłopaka, dusi go do nieprzytomności, a potem zjada jego posiłek. Dałaby radę, była najszybsza i najskoczniejsza ze swojego rocznika w klanie, doskonale się też skradała. Z jej ust wydobył się cichy warkot, kiedy odruchowo przykucnęła, gotowa zaatakować.

    Wtedy się opamiętała. To kradzież i napaść. O ile na to drugie można jeszcze machnąć ręką – Aus'suri znani byli z tego, że szarpali się między sobą już po urodzeniu – to to pierwsze było zupełnie niedopuszczalne. Mogła wygrać to jedzenie na najróżniejsze sposoby, zabrać je, gdyby jego właściciel zmarł, ale nieuzasadniona kradzież była rzeczą tchórzliwą i potępianą w wielu klanach. Tyme nie była głodna i wiedziała, że jeśli naprawdę chciała zjeść te ryby, mogła je wygrać w uczciwym pojedynku. Wstała więc i wyszła powoli na polanę.

    Kiedy młodzieniec ją zauważył, poderwał się i położył dłoń na umieszczonym za pasem nożu, ale go nie wyciągnął. Tyme jedynie zmierzyła go chłodnym spojrzeniem, zastanawiając się, czy on potrafi rozmawiać. Szybko skarciła się za tą myśl, w większości krain posługiwano się tym samym językiem. Obejrzała go od stóp po głowę. Ubrany był nadzwyczaj dziwacznie i zdecydowanie zbyt kolorowo. Miał ciemnoniebieskie, rozmierzwione włosy, a spiczaste uszy zdradzały, że jest elfem.

    -Kim ty jesteś? - zapytał, mrużąc oczy. Starał się wyglądać nieustraszenie, jednak czułe uszy Tyme wychwyciły drżenie w jego głosie. Pozwoliła sobie na drapieżny uśmiech.

    -Nie twoja sprawa, elfie – odpowiedziała ostrożnie – Te ryby... - miała problem z dobraniem odpowiednich słów – Pojedynek – westchnęła w końcu – Przyjmujesz wyzwanie?

    Risso mruknął gdzieś w pobliżu, ale Tyme nie odrywała wzroku od elfa. Ten wydawał się być zdziwionym – co tu było do zdziwienia?

    -Dlaczego miałbym się z tobą pojedynkować? - zapytał w końcu, zabierając dłoń z noża – Nie szukam kłopotów, zbieram zioła – wskazał kciukiem na leżącą w pobliżu torbę, wypełnioną po brzegi roślinami. Tyme miała ochotę sprawdzić swoje pazury na tym durniu, ale powstrzymywała się ostatkiem woli. On nie był z klanów, to było oczywiste.

    -Pojedynek o te ryby – doprecyzowała – Mam na nie ochotę, ale nie będę kraść. Rzucam ci wyzwanie, elfie.

    Przez dłuższą chwilę gapił się na nią bez słowa i Tyme zaczęła się obawiać, że trafiła na jakiegoś odrzutka. Słyszała, że w niektórych klanach porzucano chore dzieci, ale niektóre jakoś przeżywały. Wtedy elf zaczął się śmiać.

    -Chcesz... - wydukał – Chcesz walczyć o... ryby?!

    Tyme nie widziała w tym nic śmiesznego. W jej klanie wyzwanie o wdychane powietrze było również ważne jak o czyjeś życie, nie było nic gorszego od odrzucenia pojedynku. A jednak elf był tym rozbawiony.

    -Co cię tak bawi? - warknęła w końcu Tyme. Elf starł te parę łez, które popłynęły mu po policzku, a potem westchnął.

    -Jeśli jesteś głodna, nie musisz ze mną walczyć. I tak pewnie nie zjadłbym wszystkich.

    -To po co tyle pieczesz? - zdziwiła się Tyme. Elf wzruszył ramionami.

    -Stary nawyk. Zawsze przyrządzałem posiłki dla trzech osób, ale teraz jestem sam – potrząsnął głową – Jeśli jesteś głodna, to chodź i usiądź. Nie będziemy się zabijać o głupie ryby.

    Tyme przyglądała mu się podejrzliwie. Dlaczego elf miałby dzielić się z nią jego zdobyczą? Nie byli rodziną ani towarzyszami, ale obcymi. Mimo to zapach pieczonych ryb zrobił swoje i dziewczyna ostrożnie zbliżyła się do ogniska, siadając naprzeciwko dziwnego elfa. Jej ogon natychmiast owinął się wokół jej kostek, a nos poruszył się, drażniony tak wspaniałym aromatem. Usłyszała szelest pobliskich krzaków i Risso wyskoczył na polanę, mierząc elfa wrogim spojrzeniem. Zaraz umościł się blisko niej, nie przestając stroszyć sierści.

    -Masz chowańca! - młodzieniec z zachwytem wpatrywał się w maulixa.

    -Risso jest moim towarzyszem, nie zabawką – zaprotestowała Tyme, marszcząc brwi. Niektórzy z klanu mówili jej o zwyczaju łapania i wykorzystywania stworzeń takich jak jej maulix, ale ona nie potrafiła sobie tego wyobrazić.

    -Chowańce nie są zabawkami – elf skrzywił się – Jest piękny.

    Risso nie wyglądał na zachwyconego komplementem nieznajomego i jedynie fuknął na niego, zwijając się w kłębek przy udzie Tyme.

    -Dlaczego chcesz się podzielić ze mną swoim jedzeniem? - zapytała w końcu, nie mogąc wytrzymać – Nie znamy się.

    Elf wzruszył ramionami.

    -Ale jesteś głodna. W Eel nie zostawiamy głodnych na pastwę losu, chociaż muszę przyznać, że ostatnio nie powodzi nam się najlepiej z jedzeniem – westchnął. Te słowa zdziwiły Tyme bardziej, niż chciałaby przyznać.

    -Dlaczego? Tu jest pełno jedzenia.

    Elf rozejrzał się, jakby oczekiwał, że zobaczy sterty jedzenia, tylko czekające na kogoś głodnego. Tyme nie potrafiła uwierzyć, że można być tak głupim.

    -Może dla ciebie – powiedział w końcu – Ja nie mam tak dobrych zmysłów jak ty, poza tym lasy nie są bezpieczne – westchnął – Ryby powinny być już dobre.

    Zgodnie z tym, co powiedział elf, podzielili się jedzeniem i Tyme szybko zapomniała o swoich obawach, gdy na jej języku rozpłynęło się rybie mięso. Risso, zawsze potrafiący schować swoją dumę w mgnieniu oka, zaczął się łasić najpierw do niej, miaucząc i fukając z irytacją, jednak ta była już uodporniona na jego żebry, poza tym była pewna, że po tylu pożartych ptakach maulix może się naprawdę przejeść i zachorować. Gdy Risso odkrył, że nic nie osiągnie, spróbował z elfem, na początku zachowując pewien dystans.

    Kiedy jednak okazało się, że młodzieniec jest o wiele bardziej podatny na uroki młodego stworzenia, Risso szybko pokonał swoje uprzedzenia i bezwstydnie zaczął żebrać o kawałki ryby. Efekt przeszedł jego oczekiwania, bowiem elf, który musiał mieć bardzo miękkie serce, poczęstował go całą trzecią rybą. Tyme z irytacją obserwowała, jak maulix porywa swoją zdobycz w kiełki i w kilku skokach wdrapuje się na najbliższe drzewo, aby nikt nie mógł mu ukraść jego posiłku.

    -Żarłok – rzuciła za nim – Nie powinieneś był mu dawać tej ryby.

    -Wyglądał na głodnego.

    -To mały manipulator. Od rana pożarł ze trzy ptaki z dziobami włącznie.

    Elf kaszlnął, ale Tyme była pewna, że w ten sposób próbował ukryć swój śmiech.

    -Naprawdę? Mój nauczyciel ciągle powtarzał, że młode chowańce są strasznie żarłoczne i muszą jeść bardzo dużo.

    Tyme puściła mimo uszu „chowańca”. Zaczęła się domyślać, że wszyscy w Eel będą tak mówić, więc nie ma co marnować nerwów na coś tak głupiego.

    -A gdzie twój towarzysz? - zapytała, mimowolnie rozglądając się po polanie. Elf posmutniał i spuścił głowę.

    -Ja... nie mam.

    -Dlaczego nie?

    Wzruszył ramionami.

    -W Eel prawie wszyscy mają chowańce, ale to duża odpowiedzialność – podniósł wzrok – Znam osoby, które na siłę szukały dla siebie chowańców, ale nie potrafiły się nimi opiekować i te uciekały, a potem dziczały. Nie chcę zmieniać życia jakiegoś stworzenia w piekło tylko z powodu mojej zachcianki – odwrócił głowę – Poza tym, nie stać mnie na jedzenie dla nich.

    Tyme przekrzywiła nieco głowę, zaintrygowana.

    -Jak to? Risso świetnie sam sobie radzi z polowaniem.

    -Chowańce są bardzo wybredne – zauważył elf – Często nie jedzą tego, co jemy my.

    -Risso je wszystko, co ma na sobie mięso – stwierdziła Tyme – A zwłaszcza ptaki i ryby. Może wasi towarzysze są bardziej wybredni.

    Elf uśmiechnął się niepewnie.

    -Być może. Och – chrząknął – Jestem Ralor. Ze Straży Absyntu.

    -Tyme Trzy Pióra – dziewczyna lekko poklepała swój amulet z trzech czerwonych piór – Z klanu Aus'suri. Co to jest Straż Absyntu?

    -Nie wiesz? - zdziwił się – Pewnie jesteś z daleka. Straż Absyntu jest częścią Wielkiej Straży Eldaryi.

    -Jesteś więc wojownikiem?

    Zaśmiał się.

    -Nie, nie do końca. Absynt nie zajmuje się walką... a przynajmniej nie głównie nią. A już na pewno nie ja, jestem zwykłym rekrutem. Chłopcem na posyłki – dodał ciszej, zerkając na torbę z ziołami – No, ale koniec o mnie – uśmiechnął się nagle – Nigdy nie słyszałem o klanie Asu-cośtam.

    -Aus'suri – poprawiła go Tyme – Nawet się nie dziwię, jestem w drodze już od prawie miesiąca.

    -Naprawdę? To wybrałaś się w długą podróż. Dokąd zmierzasz?

    -Do Eel.

    -Chodzi ci o osadę? - rozpromienił się – Ale to już tylko kawałeczek stąd! Mogę cię tam nawet zaprowadzić.

    Skrzywiła się, zniechęcona jego propozycją.

    -Nie potrzebuję niańki, umiem o siebie zadbać.

    Drgnął.

    -Nie o to mi chodziło! - zaprzeczył szybko, wymachując rękami – Po prostu... - westchnął, czerwieniąc się – Miałem nadzieję na towarzystwo. Ciągle słyszę plotki o osobach, które zniknęły w tym lesie albo zostały znalezione martwe... Boję się – przyznał wreszcie.

    Tyme skrzyżowała ręce na piersi.

    -I okazujesz to poprzez rozpalenie ogniska i pieczenie ryb, co poczuje każdy w najbliższej okolicy?

    Spojrzał na nią ze złością.

    -Próbowałem się czymś zająć! A kiedy się denerwuję, jem – wziął głęboki wdech – Poza tym, nie miałem co robić. Zebrałem już wystarczająco dużo ziół.

    Dziewczyna zmrużyła oczy, czując, że coś w historii chłopaka jej nie pasuje, ale nie wiedziała, co dokładnie.

    -Skoro zrobiłeś to, co ci kazano, co tu jeszcze robisz? Raczej nie dostaniesz nagrody za opieszałość.

    -Nagrody... - prychnął Ralor cicho – Nie mogę wrócić do osady przed zmierzchem – powiedział głośniej – Nie pytaj dlaczego, to skomplikowane.

    -A jednak zaproponowałeś, żeby mnie tam zaprowadzić – drążyła Tyme – Chociaż nie możesz tam wrócić przed zmierzchem.

    -Gdybym cię tam zaprowadził, miałbym wymówkę – zauważył Ralor z niesmakiem – Sam... Po prostu nie mogę.

    Tyme przewróciła oczami, czując, że ma już dość tej pokręconej historyjki elfa. Wstała i przeciągnęła się, kątem oka zauważając, że Risso ledwie żuje ostatnie kęsy ryby. Może teraz maulix przestanie pożerać każdego ptaka w polu widzenia. Podeszła do strumienia, żeby się napić, ale po pierwszym łyku spojrzała w swoje odbicie w wodzie. W klanie mówili, że bardzo przypomina swoją matkę, ale nie pamiętała jej zbyt dobrze. Jej życie zaczęło się od gryzienia tych, którzy się jej naprzykrzali.

    Nie mogła uwierzyć, że od tamtych dni minęło tak dużo czasu. A jednak tak się działo i stała tu teraz, wpatrując się w samą siebie. Jej ogon trwał nieporuszony, dając wyraz jej niepokojowi, zaś pokryte futerkiem uszy prawie znikały w burzy krótkich, kasztanowych włosów. Ale w jej dwukolorowych oczach tkwiły jakieś iskierki – przypominały jej, że to przygoda i powinna korzystać z tych dni, kiedy nie jest na stałe przywiązana do swojego klanu i okolic. Wzięła głęboki wdech, podnosząc się i odwracając w stronę elfa. Aus'suri nie są bezpańskimi kundlami, ale potomkami wilków. Nie boją się wyzwań.

    -Dobrze.

    Elf zamrugał, wyrwany ze swoich myśli.

    -Co takiego?

    Tyme postąpiła kilka kroków w jego stronę.

    -Podzieliłeś się ze mną swoimi rybami, więc mam dług do spłacenia. Pozwolę ci zaprowadzić mnie do tej osady Eel, żebyś mógł wrócić wcześniej.

    Ralor natychmiast się rozpromienił i skoczył na nogi.

    -Świetnie! Idziemy natychmiast?

    Tyme westchnęła.

    -Czemu nie? Tylko nie zapomnij o ognisku.

    -Tak, tak, ognisko.

    Ostatecznie Tyme musiała mu pomóc, bo elf był zdecydowanie nadto podekscytowany i prawie się podpalił, niezdarnie próbując zgasić ognisko. Jego dłonie tak bardzo drżały, że kiedy podnosił swoją torbę, połowa ziół wypadła i musiał je pozbierać. Dziewczyna i maulix obserwowali go w milczeniu, czekając, aż się pozbiera i pokaże im drogę. Tyme nie chciała tego przyznawać głośno, ale myśl, że dostanie się do Eel szybciej niż gdyby sama miała szukać drogi, była kojąca i obiecywała szybsze rozpoczęcie poszukiwania trofeum.

    Początek ich podróży minął im w milczeniu. Tyme nie odnosiła już wrażenia, że drzewa się z niej śmieją, choć kilkakrotnie liście zaszeleściły, jakby w powstrzymywanej irytacji. Przechytrzyła je i już nie musiała przedzierać się przez gąszcz, bowiem Ralor poprowadził ją na małą, sprytnie ukrytą między skałami i drzewami ścieżkę. Risso, bardzo wyjątkowo, wdrapał się na jej ramiona, ignorując wszelkie ptactwo w okolicy. Chociaż jej torba bardzo jej już ciążyła, nie marudziła, uznając, że odrobina wysiłku dobrze jej zrobi.

    Kiedy drzewa wreszcie ustąpiły miejsce trawom, Ralor zwrócił się do niej.

    -Masz niezwykłego chowańca. Widziałem już wiele pokazów zaufania, ale rzadko są one tak dosłowne.

    -Bredzisz – uznała po chwili namysłu Tyme – Jak inaczej mógłbyś walczyć u boku swego towarzysza, jeśli on by ci nie ufał?

    Ralor zmarszczył czoło.

    -Ja... Walczyć? Nie widziałem jeszcze, żeby ktoś walczył z chowańcem u boku. To przyjaciele, nie wojownicy.

    -Risso jest wojownikiem – Tyme z dumą podrapała maulixa za uchem – Nigdy się na nim nie zawiodłam.

    -Naprawdę? Wyglądacie na bardzo zżytych ze sobą. Dostałaś go od kogoś? W Eel tak zwykle się dzieje: dzieci dostają swoje pierwsze chowańce, żeby się nauczyć nimi opiekować. A przynajmniej tylko wybrańcy – dodał ze smutkiem.

    -W klanie Aus'suri każdy musi sobie zapracować na swojego towarzysza albo oswoić własnoręcznie jakieś stworzenie. Risso znalazłam przez przypadek, był wtedy maleńki i umierał z głodu. Wpadł do takiej zapadliny w ziemi – Tyme pokazała rękami szerokość – Mała, ale głęboka, nie mógł się wydostać. Matka musiała go zostawić na pastwę losu. Wyciągnęłam go, karmiłam i szkoliłam. Od tamtej pory zawsze byliśmy razem.

    Ralor mruknął coś cicho pod nosem.

    -Miałaś szczęście – dodał głośniej – W Eel takie historie zwykle nie kończą się aż tak dobrze.

    -Nie nazwałabym tego dobrym zakończeniem – prychnęła Tyme – Risso jest znaleźnym, w klanie nigdy nie traktowano mnie za to poważnie. Uważano, że się nie wysiliłam.

    -Bzdura – zaśmiał się Ralor – Znam w osadzie takich, którzy mają jednego chowańca przez całe życie i nie potrafią się z nimi porozumieć, a twój? Tylko pozazdrościć.

    Tyme upewniła się, że na jej twarzy nie pojawiły się żadne konkretne emocje, ale w środku czuła miłe zaskoczenie. W klanie Aus'suri na pochwałę musiałeś sobie zasłużyć jakimś wyjątkowym czynem. Najwyraźniej tutaj, w Eel, tak nie było i była to jedyna zmiana, którą dziewczyna przyjęła z zadowoleniem. Szybko jednak się otrząsnęła.

    -To powiesz mi w końcu, o co naprawdę chodzi?

    Ralor spojrzał na nią ze zdziwieniem.

    -Nie rozumiem twojego pytania.

    Tyme przewróciła oczami, a jej uszy drgnęły w irytacji.

    -O tej twojej historyjce z powrotem do osady.

    Elf westchnął ciężko, odwracając wzrok. Przez chwilę Tyme obawiała się, że jej nowy towarzysz zupełnie zamknie się w sobie, ale ten w końcu podjął decyzję i znowu na nią spojrzał.

    -Możliwe, że trochę... nakłamałem.

    -Trochę?

    -Nie jestem zbyt popularny w osadzie – przyznał – Są tacy, którym podoba się to, że... - wziął głęboki wdech – nie mogę im nic zrobić.

    Tyme natychmiast zrozumiała, o co chodzi.

    -Jesteś popychadłem?

    Ralor zaczerwienił się po same uszy.

    -Tak – szepnął – Można tak powiedzieć.

    W klanie Tyme miała do czynienia z wieloma dręczycielami, którzy szukali odprężenia w dręczeniu słabszych od siebie. Z zasady nikt nie interweniował – należało być silnym, aby przetrwać w tym świecie – ale ona sama nigdy nie była jedną z ofiar, z popychadeł, jak nazywano słabeuszy. Niektórzy mówili, że miała szczęście, lecz Tyme wolała twierdzić, że po prostu nigdy się nie dała. I nie zamierzała.

    -Dago jest orkiem – kontynuował Ralor – Wiesz, ogromny, paskudny... I silny. Gdybym spróbował powiedzieć „nie”, połamałby mnie w kilkunastu miejscach. Reszta jego bandy to tchórze, ale dopóki jest w pobliżu, mogą robić to, co im się żywnie podoba.

    -I przez nich nie możesz wrócić do osady? - zapytała Tyme – To głupie.

    Risso mruknął cicho w zgodzie.

    -Nie, nie do końca. Oni... każą mi robić różne rzeczy, na pewno wiesz, o co mi chodzi. A jeśli się tego nie zrobię, robią mi coś o wiele gorszego. Za każdym razem, kiedy Ezarel wysyła mnie po zioła, oni upewniają się, że mam wiedzieć, do której godziny nie mogę wrócić.

    Tyme powoli przemyślała jego słowa.

    -Chyba nie zamierzasz mnie potraktować jak żywej tarczy? - doszła w końcu do takiego wniosku. Ralor zaśmiał się cicho i pokręcił głową.

    -Nie, ale mam nadzieję... - westchnął – Wiesz, jeśli mam poważny powód, nie odważą się mnie zatrzymać. Powiem po prostu... że znalazłem kogoś zgubionego w lesie i musiałem odprowadzić.

    -A jak po tym i tak wywalą cię poza osadę? Co wtedy zrobisz?

    Pomyślał chwilę.

    -Pewnie kolejne ognisko.

    Roześmieli się oboje. W oddali widać już było osadę, Tyme nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.

    -Powinieneś się im postawić – powiedziała, przerywając ciszę, jaka nastała po ich śmiechu – Nie możesz być popychadłem do końca życia.

    Ralor popatrzył się na nią tak, jakby kompletnie oszalała.

    -Zwariowałaś? - wymamrotał – Dago jest ode mnie dwa razy większy!

    Wzruszyła ramionami.

    -Siła to jedno. Jest jeszcze szybkość. Zręczność – obrzuciła go wzrokiem – Inteligencja.

    -Łatwo ci mówić.

    Tyme przewróciła oczami, przeskakując nad małą skałą, stojącą im na drodze. Risso prychnął z niezadowoleniem i zeskoczył z jej ramion, powoli truchtając pomiędzy nimi. Pomimo swojej zadziorności i, w pewnym sensie, zabójczości, nadal był małym, uroczym stworzeniem, którego czeka jeszcze długa droga przed osiągnięciem dorosłości. Maulixy rzadko występują w okolicy, gdzie klan Aus'suri się osiedlił, więc Tyme musiała z niechęcią przyznać, że nie wiedziała, czego może się spodziewać po przyszłości jej towarzysza.

    Im bliżej znajdowali się murów osady, tym wolniej maszerował Ralor, jakby nagle żałując swojej decyzji. Częściej niż raz jego spoglądał ponad swoim ramieniem na lasy, zapewne rozważając w myślach, czy ucieczka wciąż jest opcją. Tyme nie potrzebowała już jego pomocy, musiałaby być ślepa, żeby teraz się zgubić.

    -Jeśli tak bardzo się boisz, to możesz uciec i dalej być popychadłem – zakpiła z niego, przeciągając się w ruchu. Do tej pory nie rozumiała, jak bardzo brakuje jej porządnej walki albo wyścigu, w którym mogłaby zużyć swoją energię. Ralor nawet na nią nie spojrzał, nie przyjmując w żaden sposób kolejnego wyzwania.

    -Nie, pójdę – westchnął – Ci na murach i tak już nas widzą. W ten czy w inny sposób Dago się o tym dowie.

    Tyme odwróciła od niego wzrok i udała, że nagle zainteresowała się swoimi pazurami. Ten elf wydawał się jej zwykłym słabeuszem i nie mogła zrozumieć, jak udało mu się przetrwać rytuały... Ale zaraz sobie przypomniała, że to nie były tereny klanów i tu mogli nie mieć rytuałów, przy których najsłabsi ginęli lub na zawsze ginęli w leśnych odmętach. Zważywszy na to jak często dochodziło do klanowych wojen, dla słabszych był to gest łaski i wyzwolenie od upokarzającej i śmiertelnej porażki w walce.

    Przeszli przez bramę bez najmniejszych problemów, mijając w niej kilka innych osób, którzy obejrzeli się na Tyme ze zdziwieniem. Dziewczyna z zawstydzeniem zauważyła, że bardzo się wyróżnia z tego tłumu kolorowych i kompletnie bezużytecznych ubrań. Kilka małych dzieci pokazało na nią palcami i ta musiała wbić sobie pazury we wnętrza swoich dłoni, żeby się na nie nie rzucić i nie nauczyć je moresu. W klanie żaden smarkacz nie skakał do gardła starszych, nie wiedząc, jak to się może dla niego skończyć, ale te tu najwyraźniej zupełnie nie znały ryzyka.

    -No to jesteśmy – westchnął Ralor – Witaj w osadzie Eel. Gdzie dokładnie chcesz teraz pójść?

    To było... bardzo dobre pytanie. Tyme poprawiła torbę na swoim ramieniu, chcąc zyskać trochę czasu na odnalezienie odpowiedzi, jednak ta pozostała nieznana.

    -Nie wiem – powiedziała w końcu szczerze – Gdzie mogę zdobyć jakieś... trofeum?

    -Trofeum? - zdziwił się Ralor.

    -Albo skarb – doprecyzowała Tyme – Nie mogę wrócić do klanu z pustymi rękami.

    Elf zmarszczył brwi.

    -W takim wypadku możemy iść na targ – zaproponował – Masz... pieniądze, oczywiście?

    Tyme skrzyżowała ręce na piersi.

    -Pieniądze?

    -Monety? Maanę?

    -Nie wiem, o czym mówisz.

    Ralor podrapał się po głowie, skołowany.

    -To jak chcesz coś kupić?

    -Kupić? - Tyme prychnęła – Mówimy o trofeum, nie o pamiątce.

    Gdyby wróciła do klanu z jakimś drobiazgiem, który zdobyła prostym ruchem dłoni, wyśmiano ją, a potem spakowano i odesłano w świat z ostrzeżeniem, żeby więcej się nie pokazywała w okolicy. To byłoby upokorzenie, którego nie sposób przełknąć.

    -W takim wypadku... - Ralor odwrócił wzrok i zbladł. Kiedy Tyme podążyła za jego spojrzeniem, zobaczyła najbardziej cherlawego orka w swoim dotychczasowym życiu. Był mniejszy niż ci z klanu Uruk, pozbawiony wojennych tatuaży i ciemnej farby na twarzy, a w jego włosach brakowało ozdobnych warkoczyków. Nie miał też na sobie skór i futer, tylko jakiś okropnie rozciągnięty na jego szarym ciele strój, a przy jego pasie nie lśniła żadna broń. Gdy ork zauważył elfa, zarechotał, prowadząc swoją małą grupę w jego kierunku.

    -Proszę, proszę. Raluś ma więcej odwagi niż przypuszczałem – zawarczał, uderzając pięścią w otwartą dłoń – Wreszcie postanowiłeś mi się postawić, co? A już się bałem, że ten dzień nigdy nie nastąpi.

    Ralor skulił się.

    -Ja... ja tylko... Spotkałem ją w lesie – wskazał na Tyme drżącą dłonią – Zgubiła się. Miałem obowiązek zaprowadzić ją do osady.

    -Doprawdy? - mruknął ork, nawet nie spoglądając na dziewczynę. Elf spróbował się uśmiechnąć, ale to, co pojawiło się na jego twarzy, nie zasługiwało nawet na miano grymasu.

    -Tak. Zaraz... zaraz wrócę na zewnątrz, Dago, obiecuję!

    Wtedy Tyme zrozumiała... i zaczęła się śmiać. Po prostu nie mogła się powstrzymać. Ten ork był nie dość, że cherlawy i pozbawiony czegokolwiek, co mogłoby uchodzić za niebezpieczne, to jeszcze najwyraźniej był wyrzutkiem z klanu Uruk, o czym świadczył naszyjnik z kłów na jego piersi. Był on niedokończony – tylko kilka wilczych zębów i jeden rysia, na którym zapewne ten ork zakończył swoją karierę wśród pobratymców. Tyme domyślała się, że zapewne jest chorowity i... być może... przygłupi. Wyrzutki prawie zawsze takie były.

    -A ty z czego rżysz, kundlu? - ork warknął, zbity z pantałyku.

    -To... - Tyme wzięła głęboki wdech – To jest ten straszny Dago? Ten potężny ork, którego tak się boisz? - wyszczerzyła kły w kierunku Ralora – Ty chyba prawdziwego orka na oczy nie widziałeś, głupku.

    -Ja jestem prawdziwym orkiem! - zawarczał Dago, postępując w jej kierunku, ale Tyme nawet nie drgnęła, marszcząc nos.

    -Nie pluj na mnie, z łaski swojej – starła z policzka ślinę orka – Co to było? Tchórzostwo? Zdrada? Choroba?

    Dago zatrzymał się i spojrzał na nią ze zdziwieniem.

    -Oskarżasz mnie o tchórzostwo?

    -Za coś musieli cię wyrzucić z klanu – znowu wyszczerzyła kły, tym razem w triumfalnym geście – Urukowie to prawdziwy wojownicy, orkowie z najgorszych koszmarów. Ty? - obrzuciła go pogardliwym spojrzeniem – Ty mógłbyś co najwyżej hodować kurczaki.

    Jeden z towarzyszy orka zachichotał, ale zamilkł, kiedy Dago na niego warknął.

    -Aus'suri – mruknął – Powinienem się domyślić.

    -Zdziwiłabym się, gdyby tak się stało – Tyme prowokowała go dalej. Ork skrzywił się w gniewie.

    -Psy powinny pamiętać, żeby trzymać się swojego terytorium!

    -Co tu się dzieje?

    Tyme z trudem powstrzymała się przed jęknięciem. Była tak blisko sprowokowania tej cherlawej paskudy do bitki, ale oczywiście, że ktoś musiał się wtrącić. To nie był Ralor, elf kulił się za nią i nie wyglądało na to, żeby zamierzał w najbliższej chwili zmienić swoje zachowanie. Dziewczyna zauważyła, że jej starcie z Dago przyciągnęło nie małą uwagę, w tym intruza o blond włosach z czarnymi pasmami z przodu.

    -My... - tym razem to ork się skulił – Ja tylko...

    -Prowadzimy sobie cywilizowaną dyskusję – stwierdziła Tyme – Właśnie miałam mu powiedzieć, że jest hańbą swojego klanu i nawet nie próbuje tego ukrywać.

    Strach Dago znikł jak za sprawą magicznej różdżki.

    -Odszczekaj to, kundlu! - krzyknął, robiąc jeszcze kilka kroków w stronę Tyme.

    -Potrafisz coś poza kwiczeniem na prawo i lewo?

    -Dosyć tego...! - krzyknął nieznajomy, ale było już za późno. Dago z rykiem rzucił się na dziewczynę, ale Risso był już w powietrzu, lądując na twarzy orka i wbijając pazurki w jego policzki. Tyme skoczyła do przodu i zwinnym ruchem podcięła przeciwnika, sprawiając, że ten z hukiem upadł na ziemię. Maulix zeskoczył z cielska pokonanego wroga i szybko wspiął się na ramię swojej towarzyszki, fukając cicho. Walka skończyła się tak szybko, jak się zaczęła.

    -Wystarczy – intruz stanął pomiędzy nimi – Dago – spojrzał na zbierającego się wolno z ziemi orka – Wygląda na to, że masz za mało obowiązków, skoro wszczynasz bójki. Czekaj na mnie w Kryształowej Sali, tam porozmawiamy.

    Ork mruknął coś w odpowiedzi, ale posłusznie odszedł. Jego kompani spoglądali teraz na niego z pogardą, niektórzy już znikali z pola widzenia. Jakikolwiek strach wzbudzał wcześniej Dago, teraz musiało już go nie być. Tyme uśmiechnęła się triumfalnie, pokonanie nawet słabowitego orka było w klanie Aus'suri niezwykłym osiągnięciem. Intruz zasłonił jej widok orka.

    -A ty...

    -To był uczciwy pojedynek – wzruszyła ramionami – I nie ja go zaczęłam.

    -Ale ty go sprowokowałaś.

    Tyme podrapała maulixa za uchem.

    -Spotyka się dwóch potomków wrogich sobie klanów i dziwisz się, że dochodzi do walki? Powinieneś się cieszyć, że nie polała się krew.

    Ralor wreszcie wyłonił się zza jej pleców.

    -Leiftanie, Tyme nie jest stąd – wyjaśnił cicho – Pochodzi z daleka, z jakichś... z klanu Aus'suri. Tam panują inne zwyczaje.

    -Ale jesteśmy w Eel i to nasze zwyczaje mają tu priorytet, a w tych zwyczajach nie ma wzmianki o prowokowaniu walk.

    -Bez obaw – wyciągnęła z pyszczka maulixa naszyjnik z kłami – Mam już to, czego potrzebowałam. Mogę wracać.

    Kto wie, być może będzie jedna z najkrótszych wypraw w historii klanu?


Tworząc wygląd postaci powinno się mieć do niego dystans. Mój sprawia, że uśmiecham się każdego dnia... łagodnie mówiąc.

https://image.ibb.co/mxuvGS/oie_b5dj7mwbf_VPC.jpg

Offline

#2 13-02-2018 o 19h10

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

Cześć cześć /static/img/forum/smilies/big_smile.png Hm, nie dość, że jednoczęściówka, to jeszcze całkiem długa, toteż przyznam szczerze, że na początku nie chciało mi się tego czytać /static/img/forum/smilies/big_smile.png Ale wystarczył mi pierwszy akapit i pomyślałam, że masz bogate słownictwo, ładnie układasz zdania, a skoro to żadna grafomania, to poczytam c:
Bardzo się cieszę, że nie „krytykujesz krytyki”, bo to coś, co kształtuję każdego artystę, nawet takiego żółtodzioba jak my. To i ja, jak coś znajdę, to zapiszę. Ale nie po to, by cię zdołować, a jedynie pomóc w tym, byś pisała lepiej i lepiej c:
Oho, bohaterka popyla do Eel? W tagach nie ma Eldki, to myślałam, że to zwykłe, niezwiązane z nią opko. Jestem więc miło zaskoczona ^^
„Jakby chcąc potwierdzić to, Risso[…]” — proponowałabym inny szyk zdania: „Jakby chcąc to potwierdzić, Risso[…]” c:
Dodam jeszcze, że wygląda to estetyczniej, kiedy w dialogach dasz spację między myślnikiem a wyrazem c: I ogólnie lekko poprawię dialog:
„-Ri! - skarciła go Tyme – Znowu pożarłeś jakiegoś biednego ptaka? - ciche mruknięcie było jego odpowiedzią – Ty żarłoku. Pewnego dnia dziób stanie ci w gardle i dostaniesz nauczkę.” — chodzi o to, że zapominasz o kropkach. Masz tutaj dialog oraz opis uzupełniający. Jeśli wtrącisz opis między dialog, lecz druga część dialogu to nowe zdanie, opis musisz zakończyć kropką. Czyli powinno być tak:
   „ - Ri! - skarciła go Tyme. [widzisz? Tu kropka, bo zaczynasz dalej nowe zdanie] – Znowu pożarłeś jakiegoś biednego ptaka? - ciche mruknięcie było jego odpowiedzią. [i tu to samo c:] – Ty żarłoku. Pewnego dnia dziób stanie ci w gardle i dostaniesz nauczkę.
Ciemnoniebieskie włosy i spiczaste uszy?! Boooże, toć to opowiadanie o moim ulubionym elfie! NASZYM, bo pozwoliłam sobie wleźć na twój profil i odkryć, że ty też masz Eza jako WS <3
Generalnie w większości dialogów powtarza się ten błąd, o którym pisałam, ale to drobnostka, którą łatwo naprawić c:
Kochany elf. <3
Risso żebrzący o kawałek ryby i Ezarel, który poddał się urokowi zwierzaka i oddał mu tyle żarcia — cudowne XD
Ojejujejujeju, biedny Ez. :< Tak straszliwie mi go szkoda :< W ogóle jestem ciekawa jego historii. Jest sam, robi sobie jedzenie gdzieś w lesie i nie ma chowańca. To wygląda tak, jakby jeszcze nie był ani szefem straży, ani nawet jej członkiem. Hmmm…
JAKI RALOR?! No ale wiesz co?! Tak czytelnika w błąd wprowadzać?! XDDDDDD I jednak Straż. To i tak dziwne xd Chociaż w sumie fakt. CIEMNOniebieskie, nie niebieskie. Więc to nie Ez. UUUUCH NO XD A się pewnie uśmiałaś przy czytaniu mojego komentarza XDDD Bo w sumie mogłabym usunąć wszystkie fragmenty, w których nazywam bohatera Ezem. Ale po co — pośmiej się /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Ralor. PFFFF, też mi coś. XD
Meh. No dobra. Mamy wspomnianego Ezarela, ale tylko wspomnianego. Niemniej biedny dzieciak. Zastraszany przez jakiegoś skretyniałego orka.
Hahaha, w sumie też się zdziwiłam, jak okazało się, że to jakiś chuderlawy orczek. I to jeszcze wyrzutek! Ach, aż sama żałuję, że ktoś przerwał tę dyskusję, bo byłam ciekawa, czy ork by się poryczał ze wstydu XD
BTW MAM NADZIEJĘ, ŻE TYM PRZERYWAJĄCYM JEST EZ, OK?! XD
Leiftan. Serio?! XD
Ojeju, to opowiadanie było świetne! Bardzo miło mi się je czytało! I chętnie poznałabym dalsze przygody Tyme, mam więc nadzieję, że zatrzyma się w Eel na trochę dłużej ^^ No nic, tyle ode mnie. Wiesz, ja też piszę opko o Eldce i publikuję je na forum - Za Kurtyną Nigredo - więc jakbyś miała ochotę, to zapraszam c: Wprawdzie trochę tego już tam jest, ale przed każdym rozdziałem jest streszczenie poprzedniego, więc jakoś powinno dać radę c: Ok, czekam na jakieś kolejne twory od ciebie i pozdrawiam! /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Offline

#3 13-02-2018 o 20h45

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

Weeee... Mecia komentowała pierwsza, to błędów nie trzeba wypisywać /static/img/forum/smilies/big_smile.png [leń mode]

Co ci tu napisać. Bardzo porządny debiut, chyba tylko tyle w skrócie. Historia ciekawa, tym bardziej, że nie tycząca głównych bohaterów gry, tylko kogoś "randomowego", a i realia saej Eldaryi nieco inne. Bohaterka... Cóż, powiem szczerze, że nie zdobyła mojej sympatii, ale nie ze względu na sposób jej kreacji - po prostu jestem uczulona na osoby "lepsze" czy chociażby uważające się za takie. Ładne opisy i ładne ujęcie perspektywy bohaterki. Jedyne czego można się mocniej, tak na dobrą sprawę, przyczepić to formatka - jak dajesz wcięcia przy akapitach, to daruj sobie odstępy między nimi. a i wcięcia powinny być głębsze - około 8-10 spacji.

Offline

#4 13-02-2018 o 21h01

Straż Cienia
Nayakri
Żołnierz Straży
Nayakri
...
Wiadomości: 571

Mam nadzieję, że wolno mi w ten sposób odpowiadać na komentarze /static/img/forum/smilies/tongue.png

@Methrylis Bardzo dziękuję za taki obszerny komentarz! /static/img/forum/smilies/smile.png Nie spodziewałam się, że tak szybko ktoś odpowie.

Przyznam się od razu: z dialogami mam problem od bardzo długiego czasu i powoli staram się wyzbywać starych nawyków, ale to mozolna robota. W wolnej chwili wejdę na edycję opowiadania i powstawiam kropki tam, gdzie powinny być /static/img/forum/smilies/smile.png

Wygląd Ralora był całkowicie randomowy i nie myślałam w ogóle o Ezarelu xD Kiedy już to mi wytknęłaś, sama się uśmiałam /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Już wcześniej zastanawiałam się nad napisaniem sequela, ale to pewnie trochę potrwa - piszę jakieś cztery rzeczy (w tym 1 fanfick z ao3 i coś, co może kiedyś stanie się książką), ale obiecuję, że jak długo będę grać w Eldaryę, na pewno będą mnie nachodzić nowe pomysły /static/img/forum/smilies/smile.png

Z chęcią coś poczytam /static/img/forum/smilies/big_smile.png Dziękuję i pozdrawiam!


@Le0kadia Hm... Sądzę, że sposób zachowywania się Tyme zależy od otoczenia (raczej nie mędrkowałaby tak w sąsiedztwie starszych i bardziej doświadczonych osób w klanie). Dla niej Eel jest po prostu... dziwne /static/img/forum/smilies/tongue.png

Sprawa z akapitami jest raczej zabawna /static/img/forum/smilies/big_smile.png Opowiadanie pisałam w Open Office i robiłam akapity (Tab). Potem to wkleiłam tutaj i przeraziłam się, widząc ścianę tekstu, dlatego porobiłam takie odstępy. Następnym razem będę wiedzieć, czego oczekiwać, więc zamiast robić akapity, porobię odstępy /static/img/forum/smilies/smile.png

Dziękuję za komentarz i pozdrawiam! /static/img/forum/smilies/smile.png

Ostatnio zmieniony przez Nayakri (13-02-2018 o 21h02)


Tworząc wygląd postaci powinno się mieć do niego dystans. Mój sprawia, że uśmiecham się każdego dnia... łagodnie mówiąc.

https://image.ibb.co/mxuvGS/oie_b5dj7mwbf_VPC.jpg

Offline

Strony : 1