Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 26-02-2018 o 22h54

Straż Obsydianu
Kaisa
Szeregowiec
Kaisa
...
Wiadomości: 130

http://i63.tinypic.com/2q0kdia.png
Od razu po tym, jak odsunęliśmy się od siebie, wlepiłem wzrok w Victorię. Z jednej strony starałem się udawać szczęśliwego, o czym mówił mój uśmiech, z drugiej jednak za wszelką cenę chciałem pokazać jej, jak bardzo mam ją gdzieś i że ten pocałunek nic dla mnie nie znaczył - chociaż wpłynął na mnie bardziej, niż mogłem się spodziewać. I miałem nadzieję, że udało mi się to uzyskać. Znała mnie na tyle dobrze, że bez problemu powinna rozszyfrować, co oznaczało moje spojrzenie.
Ja za to nie potrafiłem jej rozgryźć. Patrzyłem na nią. Próbowałem wybadać, jak wpłynął na nią nasz pocałunek, ale jej zachowanie niewiele mi mówiło. Jeszcze chwilę uważnie obserwowałem każdy jej ruch i starałem się odgadnąć co czuje, i pewnie robiłbym to dalej, gdyby z zamysłu nie wyrwał mnie jej głos.
- Masz rację - odezwałem się w końcu. Wstałem z ławki i podałem jej rękę.
Wróciliśmy na parking przy restauracji, po drodze ani razu się do siebie nie odzywając. Kiedy zobaczyłem swój samochód, odetchnąłem z ulgą. Nareszcie ten wieczór dobiegał końca. Miałem ochotę pojechać na imprezę, do jakiegokolwiek klubu, napić się i odreagować. Cóż, w tej sytuacji nie byłoby to zbyt mądre posunięcie z mojej strony. Prawdopodobieństwo, że moje foty, kiedy byłbym pijany, znalazłyby się w jakiejś gazecie, było ogromne. A to zdecydowanie nie wpłynęłoby dobrze na mój wizerunek. Tym bardziej, że tego dnia odbyła się moja "randka" z Victorią. Lary chyba zabiłby mnie, gdyby do tego doszło. Westchnąłem ciężko. Nie zostało mi nic innego, jak grzecznie wrócić do domu.
Upewniwszy się, że na parkingu nie ma nikogo, poza nami, puściłem jej dłoń.
- Mam nadzieję, że masz czym wrócić - od razu po tych słowach zacząłem kierować się do samochodu, jednak po kilku krokach zatrzymałem się i po krótkim namyśle odwróciłem w kierunku dziewczyny - Ale jak nie, to możesz się ze mną zabrać - po moim tonie dało wywnioskować się, że nie mam ochoty gościć jej w swoim samochodzie. Nie brzmiał zbyt przyjaźnie. Czułbym się jednak głupio, gdybym tego nie powiedział. Nie zostawię jej samej późnym wieczorem na parkingu, nie wiedząc, czy ma jak wrócić - A, Victoria... - odezwałem się, zanim zdążyła mi odpowiedzieć - Marynarka - wyciągnąłem rękę, chcąc odebrać swoją własność.

Offline

#27 03-03-2018 o 19h54

Straż Cienia
Kora99
Straż na szkoleniu
Kora99
...
Wiadomości: 161

http://fontmeme.com/create.php?text=Victoria%20Darrel&name=akaDora.ttf&size=34&style_color=985680

Wciąż byłam nieco oszołomiona, nie tylko pocałunkiem i wiążącymi się z nimi emocjami oraz wspomnieniami, ale także uświadomieniem sobie, że nie tylko sam Patrick był dla mnie nieprzenikniony, ale nawet jego oczy -  oczy, o ktróych mówi się, że są zwierciadłem duszy; te same oczy, w których kiedyś potrafiłam dostrzec wszystko, a które teraz były dla mnie obce. Nie byłam w stanie tego zrozumieć. Wiedziałam, że przecież on musiał coś czuć - złość, zdegustowanie, irytację, samozadowolenie, poczucie wyższości, obojętność, cokolwiek! - a mimo to nie widziałam w nim żadnych emocji. Jak gdyby odgrodził się ode mnie, schował za drzwiami, w miejscu, do którego nie miałam dostępu. Znów zaczęłam się zastanawiać, jak do tego wszystkiego doszło; jak nasza historia mogła się tak skończyć? Niezmiennie jednak dręczyło mnie jeszcze inne, ważniejsze pytanie - to, które od roku nie dawało mi spokoju, jedyne, na które nie byłam w stanie poznać odpowiedzi - czy Patrick kiedykolwiek mnie kochał? Czy może to, co widziałam kiedyś, patrząc na niego, to, co brałam za miłość, gdy patrzyłam mu w oczy, było czymś innym, co w swojej naiwności źle zinterpretowałam, chcąc, by tym było?
Byłam na tyle pogrążona w myślach, że kiedy przyznał mi rację ledwo pamiętałam, o czym mówił i nie zwróciłam uwagi na jego ton, niemal nie zauważając, że podał mi rękę; zachowywałam się automatycznie, rozważając, czy powinnam skorzystać z okazji i go zapytać. Wiedziałam, że szansa może się nie powtórzyć, ale mimo to się wahałam, bojąc się odpowiedzi. Dopiero po chwili dotarło do mnie, jak absurdalne były takie myśli. Bo niby kto powiedział, że Patrick byłby ze mną szczery? Zresztą przecież i tak nie musiał nic mówić, wciąż pamiętałam co zrobił i jego zachowanie na spotkaniu z menadżerami i w restauracji. Dzień wcześniej byłam pewna, że nigdy mnie nie kochał, a teraz wystarczył jeden fałszywy pocałunek i już zaczynałam mieć wątpliwości? Nie, nie mogłam sobie na to pozwolić. To oznaczałoby powrót do bólu sprzed roku, a nie zamierzałam nigdy więcej przez to przechodzić. Poza tym nad czym ja się właściwie zastanawiałam? Patrick mnie nie kochał. A nawet gdyby, to i tak nie miało znaczenia, nie po tym co zrobił. Musiałam wreszcie się z tym pogodzić i ruszyć naprzód.
Słowa Patricka gwałtownie wytrąciły mnie z zamyślenia. Nie chodziło nawet o jego ton, do którego udawałam, że zdążyłam się już przyzwyczaić, ale o słowa. Wyraźnie widziałam, że nie chciał dłużej znosić mojej obecności, a mimo to to zaproponował... Dlaczego? Nie byłam w stanie go zrozumieć. Stanowił dla mnie zagadkę, którą jednak bałam się rozwiązać.
Zdjęłam z siebie marynarkę, gdy upomniał się o swoją własność, dopiero wtedy przypominając sobie o niej i podałam mu ją.
-Dziękuję - udało mi się powiedzieć, choć tak cicho, że nie byłam pewna, czy usłyszał, spróbowałam więc zebrać się w sobie, by mój głos zabrzmiał nieco wyraźniej.
-Mam samochód - odparłam na jego pytanie, potrząsając lekko głową. Przypuszczałam, że powinnam odejść, ale nie byłam w stanie się ruszyć, jak gdybym na coś czekała albo liczyła, że... Sama nie wiedziałam, co. Że nagle zrobi coś, co wszystko zmieni; co wymaże przeszłość? Nie, nie mogłam dłużej żyć w świecie złudzeń. W ciągu ostatniego roku zrobiłam postępy i nie mogłam teraz wracać do miejsca, w któym byłam. To oznaczałoby błędne koło, w którym nie zamierzałam tkwić. Miałam przecież cele, które chciałam osiągnąć i jeśli chciłam to zrobić, musiałam stale iść naprzód zamiast stać w miejscu.


Ostatnio nie zauważam, kiedy sobota przechodzi w piątek następnego tygodnia, więc jeśli gdzieś nie odpisuję, możecie się śmiało upominać - na pewno nie porzuciłam opowiadania, ale mogłam zapomnieć odpisać.

Zawsze jestem chętna do opowiadań nawiązujących do FMA (w przypadku anime tylko FMA:B).

Online

#28 12-03-2018 o 22h50

Straż Obsydianu
Kaisa
Szeregowiec
Kaisa
...
Wiadomości: 130

http://i63.tinypic.com/2q0kdia.png
Kiedy tylko odzyskałem swoją marynarkę, zająłem się zakładaniem jej i przestałem patrzeć na Victorię. Przekląłem pod nosem, nie mogąc trafić ręką w rękaw. Byłem na tyle rozproszony i rozbity całym tym wieczorem, że nawet tak prosta czynność sprawiała mi problemy. W głowie ciągle miałem nasz pocałunek, chociaż nawet przy najgorszych torturach, nie przyznałbym, że aż tak na mnie podziałał. Sam się sobie dziwiłem. Przecież już dawno wyleczyłem się z Victorii.
Miałem nadzieję, że dziewczyna nie zwróciła większej uwagi na mój chwilowy stan i drżenie rąk, jednak na wszelki wypadek postanowiłem po raz kolejny pokazać jej, jak bardzo mam ją gdzieś. Ją i ten wieczór.
Wziąłem się w garść i podniosłem na nią puste spojrzenie, niedługo po tym, jak usłyszałem, że ma czym wrócić. Jednocześnie uśmiechnąłem się złośliwie.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo byłoby mi nie na rękę podwożenie cię - powiedziałem pierwsze, co przyszło mi do głowy, a potem jak gdyby nigdy nic, odwróciłem się i ruszyłem w stronę samochodu. Dziwiłem się, że Victoria nie poszła do swojego przede mną. Na co czekała? Nieważne. W każdym razie, zostawienie jej stojącej na środku parkingu nie sprawiło mi wielkiej satysfakcji. Poza tym, jak wspominałem wcześniej, wolałem się upewnić, że odjedzie stąd bezpiecznie. Nienawidziłem jej i w trakcie nasze spotkania chciałem ją dobić, ale to nie oznacza, że życzyłem jej źle. Dlatego nie odjechałem. Od razu, kiedy znalazłem się w aucie, spojrzałem we wsteczne lusterko, z którego dobrze ją widziałem. I nie zamierzałem odjeżdżać, dopóki ona tego nie zrobi.
Nie spuszczając wzroku z lusterka, automatycznie wyciągnąłem z kieszeni fajki. Wsadziłem jedną do ust, a dopiero potem wyjąłem zapalniczkę - jak się okazało, nie działała. Westchnąłem ciężko, rzuciłem ją na tyle siedzenie i rozejrzałem się po samochodzie. Kto mnie zna, wie, że zapalniczki i papierosy walają się u mnie w każdym kącie. Na nieszczęście, teraz w samochodzie nie miałem żadnej innej. A potrzebowałem palenia jak nigdy. I alkoholu.

Offline

#29 18-03-2018 o 11h54

Straż Cienia
Kora99
Straż na szkoleniu
Kora99
...
Wiadomości: 161

http://fontmeme.com/create.php?text=Victoria%20Darrel&name=akaDora.ttf&size=34&style_color=985680
Nie byłam w stanie na niego spojrzeć, przynajmniej nie w oczy, kiedy oddawałam mu jego własność, a potem gdy odpowiadałam na jego pytanie. A jednak nie mogłam nie dostrzec złośliwego uśmiechu na jego twarzy, który był kolejnym ciosem w moje serce. Chciałam go zapytać, dlaczego w takim razie w ogóle to zaproponował, ale nie dał mi szansy, bo od razu się odwrócił. Zresztą, to i tak nie miało znaczenia, bo nie potrafiłam wydobyć z siebie dźwięku. Przez chwilę stałam, niezdolna do tego, by się ruszyć i patrzyłam, jak odchodzi, w końcu jednak udało mi się przełamać i ruszyłam w stronę samochodu, ocierając łzę, która pojawiła się nagle z niewiadomych dla mnie przyczyn.
Zatrzymałam się przy drzwiczkach od strony kierowcy, położyłam rękę na klamce i... nie otworzyłam ich. Wiedziałam, że powinnam wsiąść i odjechać, a jedyne, o czym marzyłam, to by znaleźć się w domu i tam móc się wypłakać albo otworzyć butelkę wina, jeszcze nie zdecydowałam, ale gdy stanęłam przy samochodzie po prostu nie potrafiłam. Tłumaczyłam sobie, że chodziło o bezpieczeństwo, że nie chciałam stanowić zagrożenia dla innych i że bałam się, że łzy przesłoniłyby mi widok (co nieco kłóciło się z moim postanowieniem, żeby już więcej nie płakać przez NIEGO, ale w tamtej chwili mnie to nie obchodziło), ale prawda była taka, że nie miałam pojęcia, co mną kierowało. Może byłam zbyt rozstrzęsiona i musiałam się uspokoić, a może chodziło o coś innego - tak czy inaczej, zamiast wsiąść do środka cofnęłam rękę, omiotłam okolicę spojrzeniem i zaczęłam iść. Nie wiedziałam dokąd, nie miałam celu. To nie było istotne. Chciałam tylko iść, pozwolić, by mrok mnie pochłonął, uspokoić się, nie myśleć, zapomnieć... Marzyłam o deszczu. Wtedy mogłabym płakać i nie musiałabym się martwić, że ktoś zobaczy łzy. Zamiast tego zamrugałam, by je odgonić i znów się rozejrzałam, próbując zdecydować, dokąd pójść - gdzieś z dala od ludzi.


Ostatnio nie zauważam, kiedy sobota przechodzi w piątek następnego tygodnia, więc jeśli gdzieś nie odpisuję, możecie się śmiało upominać - na pewno nie porzuciłam opowiadania, ale mogłam zapomnieć odpisać.

Zawsze jestem chętna do opowiadań nawiązujących do FMA (w przypadku anime tylko FMA:B).

Online

#30 09-04-2018 o 22h29

Straż Obsydianu
Kaisa
Szeregowiec
Kaisa
...
Wiadomości: 130

http://i63.tinypic.com/2q0kdia.png
Zdziwiłem się, gdy Victoria odeszła od swojego samochodu i ruszyła gdzieś na piechotę. Co ona wyprawia? Gdzie idzie? Wiedziałem, że nie powinno mnie to obchodzić, ale złapałem się na myśleniu o tym, aby za nią pójść i zapytać, dlaczego nie wraca do domu. W końcu było już bardzo późno. Nie powinna się włóczyć sama po mieście o tej porze. Zacisnąłem rękę na klamce, ale w ostateczności nie wysiadłem. Dalej patrzyłem się we wsteczne lusterko, nawet wtedy, kiedy jej sylwetka zniknęła z pola mojego widzenia. I bardzo dobrze. Dobrze, że tego nie zrobiłem. Tylko bym się wygłupił, gdybym za nią pobiegł, bo to mogłoby oznaczać, że się martwię. Wyśmiałaby mnie.
Po dłuższej chwili odpaliłem silnik i wyjechałem na ulicę. Jadąc w kierunku domu, cały czas rozmyślałem o sytuacji z parkingu. Zabawne, jak bardzo zmieniła się moja postawa wobec niej. Co prawda nie chciałem, aby coś jej się stało, ale z drugiej strony była mi zupełnie obojętna, dlatego za nią nie poszedłem. To przypominało mi całkiem podobne zdarzenie sprzed roku. Pokłóciliśmy się o coś mało istotnego, nawet nie potrafię powiedzieć co to było, w każdym razie Victoria wyszła ode mnie z mieszkania. Wtedy ani przez chwilę nie wahałem się, wybiegłem za nią i chodziłem, dopóki się nie pogodziliśmy. Cóż, wtedy jeszcze była dla mnie wszystkim i nie zdawałem sobie sprawy, że mnie nie kocha.
Niecałą godzinę później, pierwsze, co zrobiłem po powrocie do domu, to nalanie sobie solidnej dawki whisky. Ze szklanką w ręku zaległem na kanapie w salonie. Dla wygody wyjąłem z kieszeni telefon z zamiarem rzucenia go gdzieś obok, ale wtedy zobaczyłem migającą lampkę, oznaczającą esemesa. "Daj znać, jak skończycie." Nie musiałem nawet patrzeć na numer. Doskonale wiedziałem, kto do mnie napisał. Larry.
Wystukałem szybką odpowiedź. Nie zdążyłem nawet odłożyć telefonu, a tym bardziej zanurzyć ust w alkoholu, bo urządzenie zaczęło dzwonić. Po chwili wahania odebrałem.
- "Już"? Tyle masz mi do powiedzenia? - usłyszałem zniecierpliwiony głos swojego menadżera. W odpowiedzi westchnąłem ciężko - No, jak było? Wszystko poszło dobrze, według planu? Widzieliście jakichś reporterów? Robili wam zdjęcia? - mężczyzna zasypał mnie pytaniami.
- Nie masz życia prywatnego? Rodziny? Idź ich pomęcz - odparłem niezbyt przyjaznym tonem. Naprawdę nie miałem siły odpowiadać na te wszystkie pytania i streszczać mu cały dzisiejszy wieczór. Wiedziałem, że się przejmuje, pewnie nawet bardziej ode mnie, ale miałem wyjątkowo paskudny humor.
Larry nie zwrócił uwagi na mój komentarz, tylko spokojnym głosem powtórzył swoje pytania. Udało mu się uzyskać ode mnie krótkie i mało treściwe odpowiedzi... Właściwie sam nie wiem, czy z moich ust wydobyło się coś więcej poza "tak" i "nie".
Nasza rozmowa trwała niecałe kilka minut, a kiedy tylko połączenie zostało przerwane, wypiłem całą zawartość szklanki i poszedłem po dolewkę, by potem wrócić na kanapę. Tak zamierzałem spędzić resztę wieczoru.

Offline

#31 23-04-2018 o 03h45

Straż Cienia
Kora99
Straż na szkoleniu
Kora99
...
Wiadomości: 161

http://fontmeme.com/create.php?text=Victoria%20Darrel&name=akaDora.ttf&size=34&style_color=985680
Spacerowałam tak... długo. Na tyle, żeby się uspokoić, spróbować choć trochę odzyskać rozsądek i zdać sobie sprawę, że późno w nocy chodziłam sama po mieście. Mimo to nie potrafiłam zdobyć się na powrót, bo wiedziałam, co on oznaczał.
W którymś momencie znów znalazłam się przy fontannie. Wpatrywałam się w miejsce, gdzie kilka godzin wcześniej siedzieliśmy z Patrickiem i poczułam, jak się załamuję. Coś we mnie pękło i ból, który tak bardzo starałam się zablokować, znów mnie uderzył. Cierpiałam z powodu straty czegoś, o czym myślałam, że już opłakałam i czułam, jak moje serce pęka, bo tego nie dało się naprawić.
Półtorej godziny później wściekałam się na siebie za własne zachowanie, jednocześnie robiąc to, co każda typowa bohaterka na moim miejscu - jedząc lody i wyżalając się przyjaciółce, Amy. Wcale nie zamierzałam po nią dzwonić, naprawdę. Kiedy wróciłam do domu wmawiałam sobie, że jestem silną, niezależną kobietą i sama sobie z tym poradzę, tyle że potem włączyłam radio, żeby zagłuszyć myśli... I to był właśnie mój błąd, bo nie minęło wiele czasu, nim usłyszałam tę piosenkę. Napisałam więc do przyjaciółki, czy mogłybyśmy się spotkać następnego dnia i byłam przekonana, że już śpi albo coś (zdarzało jej się imprezować do późna, choć niezbyt często), w każdym razie, że nie odpowie mi do rana, ale zamiast tego pięć minut później do mnie zadzwoniła z pytaniem, co się stało, więc powiedziałam jej, że nie mam u siebie lodów i najwyraźniej było to wszystko, co musiała wiedzieć, bo wkrótce potem pojawiła się z pudełkiem miętowo-czekoladowych. Byłam jej za to naprawdę wdzięczna. Bo choć nie chciałam obarczać jej moimi problemami i planowałam jedynie z nią porozmawiać dzień później, to jej obecność była pokrzepiająca, tak samo jak fakt, że tak dobrze mnie rozumiała. Nie musiałam jej tłumaczyć, czemu wspomniałam o lodach, znała mnie wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nie chciałam rozmawiać o tym wszystkim przez telefon, a lody były moim sposobem na powiedzenie, że przechodzę kryzys. Cóż, przynajmniej odkąd rozstałam się z Patrickiem. Z raz co prawda próbowałam się pocieszać (albo znieczulić) alkoholem, ale nie skończyło się to dla mnie dobrze - upiłam się i moja przyjaciółka musiała mnie powstrzymywać przed zemszczeniem się (czy raczej przed wpakowaniem się w jakieś kłopoty podczas próby zemsty) albo przed zadzwonieniem do niego, przypuszczalnie po to, by mu urządzić awanturę, której nigdy do końca nie zrobiłam - nie jestem pewna, które, bo na szczęście miałam dość przytomności umysłu, by przed wprowadzeniem się w stan upojenia dać znać Amy, dzięki czemu była wtedy obok mnie i nie pozwoliła mi na żadną z tych rzeczy. Naprawdę powinnam kupić jej coś w ramach podziękowania, jakiś domek na plaży czy coś w tym stylu, bo nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak przetrwałabym to wszysto bez niej.

Ostatnio zmieniony przez Kora99 (23-04-2018 o 03h48)


Ostatnio nie zauważam, kiedy sobota przechodzi w piątek następnego tygodnia, więc jeśli gdzieś nie odpisuję, możecie się śmiało upominać - na pewno nie porzuciłam opowiadania, ale mogłam zapomnieć odpisać.

Zawsze jestem chętna do opowiadań nawiązujących do FMA (w przypadku anime tylko FMA:B).

Online

#32 14-05-2018 o 22h58

Straż Obsydianu
Kaisa
Szeregowiec
Kaisa
...
Wiadomości: 130

http://i63.tinypic.com/2q0kdia.png
Obudził mnie dźwięk telefonu. Uchyliłem powieki i od razu skrzywiłem się, kiedy jasne światło dotarło do moich oczu. Przez chwilę nie za bardzo wiedziałem, co się dzieje, ale szybko doszło do mnie, co się wydarzyło. Spotkanie z Victorią, powrót do domu, alkohol... Rozejrzałem się dookoła. Dalej znajdowałem się na kanapie w salonie w ubraniu, w którym byłem wczoraj na randce. Obok mnie leżała pusta butelka po whisky. Najwidoczniej po opróżnieniu jej musiałem zasnąć.
Z trudem dźwignąłem się po telefon, leżący na szklanym stoliku obok, a kiedy zobaczyłem, czyj numer wyświetla się na ekranie, na mojej twarzy po raz kolejny pojawił się grymas niezadowolenia. Mimo to, odebrałem.
- Gdzie ty się podziewasz? - usłyszałem zdenerwowany głos menadżera. Serio, momentami zaczynałem zastanawiać się, czy on nie miał nic ciekawszego do roboty, niż wydzwanianie do mnie - Wiesz która jest godzina? - zapytał, a do mnie dotarło, o co mu chodziło. Na chwilę odsunąłem od ucha telefon, aby spojrzeć na godzinę. Jedenasta. Błyskawicznie zerwałem się z kanapy, co niestety nie skończyło się dla mnie zbyt dobrze. Czując zawroty głowy i mdłości, zatrzymałem się w pół kroku, modląc się, aby nie stracić równowagi albo nie zwrócić zawartości żołądka na drogi dywan. Wziąłem kilka głębszych oddechów i kiedy udało mi się jako tako zapanować nad moim stanem, ponownie skupiłem się na tym, co mówił Larry - ... Co ty sobie wyobrażasz? Godzinę temu miałeś być w studiu! Ja sobie żyły wypruwam, abyś ty...
- Stoję w korku. Zaraz będę - przerwałem jego wypowiedź kłamstwem. Na niewiele się to zdało, bo po chwili znowu zaczął mówić, tym razem podniesionym głosem. Cóż, na szczęście dla mnie, nie zdążył wypowiedzieć nawet jednego zdania, bo rozmowa została przerwana. Zdziwiony spojrzałem na swój telefon. Rozładowany. Rzuciłem go na kanapę i poszedłem do kuchni, aby znaleźć do picia coś, co sprawi, że sahara w mojej buzi zniknie. Potem poszedłem pod szybki prysznic i kiedy w końcu ogarnąłem się, pojechałem do studia, aby dopracować swoją nową płytę.
Wychodząc z samochodu i idąc w kierunku czekającego na mnie na parkingu Larry'ego, miałem wyrzuty sumienia, bo po raz pierwszy od dawna zawaliłem swoje obowiązki... I to przez kogo? Przez Victorię! To spotkanie z nią sprawiło, że upiłem się i zupełnie zapomniałem o pracy. O ile w ogóle się dało, w tym momencie znienawidziłem ją jeszcze bardziej.
- Spokojnie, nie byłem na imprezie - rzuciłem na przywitanie, widząc, jak menadżer przygląda się ciemnym okularom, które założyłem po to, aby zakryć sińce pod oczami. Minąłem go i ruszyłem w stronę drzwi, mając nadzieję, że ominie mnie pogadanka, jednak myliłem się. Larry, idąc za mną, nie przestawał mówić, jak bardzo jestem nieodpowiedzialny. Nie musiał tego robić - wiedziałem to doskonale.

Offline

#33 28-05-2018 o 09h51

Straż Cienia
Kora99
Straż na szkoleniu
Kora99
...
Wiadomości: 161

http://fontmeme.com/create.php?text=Victoria%20Darrel&name=akaDora.ttf&size=34&style_color=985680
-Chcesz o tym pogadać? - zapytała mnie Amy po tym, jak zjadłyśmy śniadanie. Pokręciłam głową. Nie chciałam. Kiedy poprzedniego dnia, albo raczej nocy, Amy do mnie przyjechała rozmawiałyśmy co prawda przez chwilę, ale ograniczało się to głównie do moich nieskładnych wypowiedzi w stylu "i potem on znowu... a ja nawet nie wiem czemu... i wyglądał tak... a przecież to nie ja...", i tak dalej. Wątpię, żeby dało się cokolwiek z tego zrozumieć, Amy jednak nie narzekała, a kiedy wreszcie się uspokoiłam na tyle, by móc jakoś poskładać wszystko w głowie, opowiedziałam jej, co się stało, ale na tym zakończyłyśmy tę rozmowę. Nie chciałam słuchać o tym, że on nie jest tego wart, że nie powinnam przez niego płakać albo że lepiej, że dowiedziałam się, jaki jest naprawdę, i Amy zdawała sobie z tego sprawę. Zamiast tego więc milczała i pozwalała mi się wygadać, bo wiedziała, że właśnie tego potrzebowałam. A kiedy stwierdziłam, że chcę przestać o nim myśleć, nie naciskała. Resztę nocy spedziłyśmy, oglądając filmy, jedząc lody i podając sobie nawzajem chusteczki podczas wypłakiwania oczu, kiedy Landon z "A walk to remember" przyszedł do ojca, by mu podziękować. Co prawda zdarzyło mi się parę razy płakać także wtedy, kiedy teoretycznie w filmie wszystko było w porządku, na przykład kiedy on powiedział, że ją kocha, albo kiedy pomagał jej zrealizować jej listę i sprawiał, że była szczęśliwa, ale nie mogłam nic na to poradzić. Ponieważ każda taka scena dobitnie uświadamiała mi, że właśnie takiej miłości pragnęłam, i że w życiu takie historie się nie zdarzają. Bo w życiu chłopak cię zdradza, a "szczęśliwe zakończenie" jest tylko iluzją polegającą na życiu w nieświadomości. Amy jednak nie komentowała mojego zachowania ani nie próbowała mi mówić, że będzie dobrze. Powiedziałam, że chcę o nim zapomnieć i uszanowała moją decyzję. Naprawdę, miałam najlepszą przyjaciółkę na świecie.
Zasnęłyśmy dopiero nad ranem, ale kiedy się obudziłam czułam się znacznie lepiej. Maraton filmowy z Amy dobrze mi zrobił - mogłam się wypłakać, a jednocześnie wreszcie mogłam oderwać moje myśli Patricka i miałam kogoś, kto mnie wspierał. Właśnie dlatego na pytanie Amy odpowiedziałam przecząco. Nie zamierzałam więcej poświęcać na niego czasu. Poprzedniego dnia się wypłakałam, wyżaliłam i wygadałam, a teraz nadszedł czas, by ruszyć naprzód.
-Nie. Chcę to wreszcie za sobą zamknąć. Żałuję tylko, że się zgodziłam na ten cały układ. Chciałabym, żeby to się już skończyło - odparłam, bo wiedziałam, że dopóki będę go widywać, nie będę w stanie o nim zapomnieć. Planowałam więc wypełnić umowę, a potem wreszcie się od tego odciąć, raz na zawsze. Wcześniej jednak musiałam coś zrobić - tę jedną rzecz, która sprawiała, że wciąż do tego wracałam. Musiałam zadać to jedno pytanie, które nie dawało mi spokoju. Musiałam poznać prawdę.

Sprawdziłam godzinę w telefonie. Patrick miał zaraz po mnie przyjechać, więc jeszcze raz przejrzałam się w lustrze, a następnie wzięłam głęboki oddech, by się uspokoić. Nie pomogło, ale nie byłam tym zaskoczona. Odkąd zrobiłam moje postanowienie czułam się bardziej opanowana, jakbym wreszcie podjęła decyzję, miała jakiś plan działania, dzięki czemu łatwiej było mi skupić się na pracy, teraz jednak nadszedł czas konfrontacji i moje zdenerwowanie wróciło. Zdawałam sobie sprawę z tego, że rozmowa w samochodzie mogła nie być zbyt dobrym rozwiązaniem, ale nie miałam innego wyboru. Musiałam w końcu to zrobić, a wiedziałam, że gdybym poprosiła go o spotkanie, odmówiłby - w końcu za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy, dawał mi do zrozumienia, jak bardzo nie znosił mnie ani spędzania ze mną czasu. Ta okazja mogła być więc moją jedyną szansą. Po raz ostatni rzuciłam spojrzenie na swoje odbicie - mój wygląd miał mi dodawać pewności siebie, jednak oczywiście to również nie działało - po czym skierowałam się do wyjścia.


Ostatnio nie zauważam, kiedy sobota przechodzi w piątek następnego tygodnia, więc jeśli gdzieś nie odpisuję, możecie się śmiało upominać - na pewno nie porzuciłam opowiadania, ale mogłam zapomnieć odpisać.

Zawsze jestem chętna do opowiadań nawiązujących do FMA (w przypadku anime tylko FMA:B).

Online

#34 01-06-2018 o 23h58

Straż Obsydianu
Kaisa
Szeregowiec
Kaisa
...
Wiadomości: 130

http://i63.tinypic.com/2q0kdia.png
Okazało się, że jeden spacer po parku wystarczył, aby zainteresować wszystkie portale plotkarskie. Poinformował mnie o tym Larry, kiedy tylko skończył narzekać na mój brak odpowiedzialności. Cieszyłem się, że wieczór spędzony z Victorią nie poszedł na marne. Po tym wszystkim przez następne dni telefony od dziennikarzy wręcz urywały się. Każdy domagał się naszego komentarza, choćby najmniejszego. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na wywiad, podczas którego mieliśmy oficjalnie potwierdzić, że jesteśmy parą.
Cóż, nasi menadżerowie zdecydowali, że do studia stacji telewizyjnej dotrzemy razem, aby wypaść wiarygodniej. Ten pomysł ani trochę mi się nie podobał, zwłaszcza, że budynek stacji mieścił się na drugim końcu miasta. Jeżeli dobrze pójdzie i ominiemy korki, spędzimy w samochodzie jakieś pół godziny. Miałem nadzieję, że tak będzie i nie spędzimy na dojeździe o wiele więcej. Zaczęła przerażać mnie ta myśl oraz samo wyobrażenie napięcia, jakie byłoby między nami w tym czasie.
Niestety, nadzieja matką głupich. Już po wyjeździe z domu utknąłem w korkach, a nie zdążyłem się nawet zbliżyć do centrum miasta. Świetnie.
Aby jakoś umilić sobie czas, włączyłem radio.
- Co za chłam - skomentowałem muzykę, która rozbrzmiała w samochodzie. Bez zastanowienia zacząłem przełączać stacje, chcąc znaleźć coś, co mogłoby mi się spodobać. Kiedy usłyszałem znajomy głos, zawiesiłem się. Victoria. Doskonale pamiętałem, jak pracowała nad tą piosenką. Wtedy byliśmy jeszcze razem.
Nagle usłyszałem trąbienie, które wyrwało mnie z zamyślenia. Dotarło do mnie, że samochody przede mną już dawno ruszyły z miejsca, a ci za mną zaczęli się niecierpliwić. Po chwili zastanowienia przełączyłem stację i ruszyłem dalej.
Pod dom Victorii dotarłem kilkanaście minut później, lekko spóźniony. Nic więc dziwnego, że już na mnie czekała.
Uchyliłem szybę i wychyliłem się delikatnie, aby uważnie przyjrzeć się dziewczynie.
- Dla mnie się tak odstawiłaś? - zagaiłem. Zaraz po tym dałem jej znać skinieniem głowy, aby wsiadała.

Offline

#35 02-06-2018 o 23h22

Straż Cienia
Kora99
Straż na szkoleniu
Kora99
...
Wiadomości: 161

http://fontmeme.com/create.php?text=Victoria%20Darrel&name=akaDora.ttf&size=34&style_color=985680
Prychnęłam niezbyt elegancko słysząc słowa Patricka. Zdążyłam już
zapomnieć, że był zadufanym sobie egocentrykiem.
-Nicego już nie robię dia ciebie -odparłam, wsiadając do samochodu. Fakt, że nie wysiadł, aby otworzyć mi drzwi, zupełnie mnie nie zaskoczył. Nie mogłam jednak nie zwrócić uwagi na komplement, który skierował w moją stronę. Wiedziałam oczywiście, że wcale nie miał zamiaru mówić mi niczego miłego, ale mimo to stwierdzenie, że się odstawiłam oznaczało, że jego zdaniem dobrze wyglądałam. - Ale dziękuję za komplement - dodałam więc, uśmiechając się lekko na to małe zwycięstwo.
Przez jakiś czas milczeliśmy - wciąż pamiętałam o moim postanowieniu, ale nie potrafiłam tak po prostu tego zrobić, z jakiegoś powodu bowiem na widok Patricka opuściła mnie odwaga, mimo że wiedziałam, że niczego to nie zmieni. On zaś... Cóż, byłam przekonana, że najchętniej by się mnie pozbył. Zastanawiałam się, czy nie powinnam odłożyć mojego pytania do momentu, aż będziemy po wywiadzie, ale obawiałam się, że mógłby odjechać beze mnie, żeby znów zrobić mi na złość, albo że ja byłabym w emocjonalnej rozsypce. Bawiłam się więc bransoletką, njak zwykle, gdy się denerwowałam, ale po kilku minutach uzmysłowiłam sobie, że tylko przeciągam to w czasie, dlatego rzuciłam krótkie spojrzenie na Patricka, po czym znów przeniosłam wzrok na bransoletkę. To jak odrywanie plastra pomyślałam. Tyle że to nie była prawda. Nie potrafiłam ot tak tego z siebie powiedzieć.
- Chciałam... - zaczęłam, ale urwałam. Wzięłam głęboki oddech i spróbowałam jeszcze raz. - Od jak dawna to trwało? - wyrzuciłam z siebie. Nie tak to planowałam i nawet nie byłam pewna czy zrozumiał, o co pytałam, zresztą mógł mnie przecież okłamać a jednak... Musiałam zapytać.

Ostatnio zmieniony przez Kora99 (03-06-2018 o 00h44)


Ostatnio nie zauważam, kiedy sobota przechodzi w piątek następnego tygodnia, więc jeśli gdzieś nie odpisuję, możecie się śmiało upominać - na pewno nie porzuciłam opowiadania, ale mogłam zapomnieć odpisać.

Zawsze jestem chętna do opowiadań nawiązujących do FMA (w przypadku anime tylko FMA:B).

Online

#36 03-06-2018 o 16h14

Straż Obsydianu
Kaisa
Szeregowiec
Kaisa
...
Wiadomości: 130

http://i63.tinypic.com/2q0kdia.png
Spojrzałem na nią krzywo, w momencie, w którym mi podziękowała. Nie spodziewałem się, że moja uwaga odwróci się przeciwko mnie. Musiałem przyznać, Victoria nieźle sobie z tym poradziła. Zaskoczyła mnie i po części wyprowadziła z równowagi. Może właśnie dlatego w ogóle tego nie skomentowałem. W głowie miałem pełno tekstów, dzięki którym mógłbym wygrać nasz słowy pojedynek, ale nie użyłem ani jednego. Może to i lepiej, bo nie chciałem wdawać się z nią w dłuższą dyskusję. Krępująca cisza była zdecydowanie lepsza, od jakichkolwiek wymuszonych rozmów.
Jechaliśmy tak dłuższy czas. Atmosfera była jeszcze bardziej napięta, niż mogłem się spodziewać. Starałem się ignorować obecność byłej dziewczyny, nie zerkałem na nią, wsłuchałem się w tekst lecącej w radiu piosenki, ale mimo to nie potrafiłem się wyluzować i zacząć nucić, jak mam w zwyczaju. W końcu przestałem nawet próbować. Nie mogłem się nawet pozbyć myśli dotyczących jej, nas. Wróciłem myślami do naszego spotkania sprzed kilku dni i tego, jak jej dogryzałem na każdym kroku. Dzisiaj nie miałem na to siły... Do czasu!
Kiedy usłyszałem jej głos, od razu wiedziałem, o co pytała. I od razu wiedziałem, co jej odpowiem. Idealna okazja, aby po raz kolejny udowodnić jej, że nigdy jej nie kochałem i że nie tylko ona się mną bawiła.
- A obchodzi cię to w ogóle? - zapytałem, unosząc jedną brew i zerkając na nią po raz pierwszy od dłuższego czasu. Nie dałem jej jednak czasu na odpowiedź, bo zacząłem kontynuować - Ale chcesz wiedzieć? Dobra... Od początku naszej znajomości - skłamałem. Zaraz potem uśmiechnąłem się dumnie. Po prostu nie mogłem sobie darować. Ściszyłem radio i rzuciłem Victorii pobłażliwe spojrzenie - Chyba nie myślałaś, że traktowałem cię poważnie? - kolejne kłamstwo - Teraz moja kolej na pytanie - oznajmiłem - Po co ze mną byłaś? - znałem odpowiedź, ale chciałem usłyszeć, co mi powie.

Offline

#37 03-06-2018 o 17h39

Straż Cienia
Kora99
Straż na szkoleniu
Kora99
...
Wiadomości: 161

http://fontmeme.com/create.php?text=Victoria%20Darrel&name=akaDora.ttf&size=34&style_color=985680
Tak, obchodziło mnie to. Nie miałam pojęcia, dlaczego i cały czas powtarzałam sobie, że to bez znaczenia, a jednak... Z jakiegoś powodu chciałam wiedzieć. Choć oczywiście nie zamierzałam mu tego mówić, dlatego tylko wzruszyłam ramionami, ten jeden raz ciesząc się z tego, że nawet nie próbował wysłuchać tego, co ja miałam do powiedzenia. Ponieważ wiedziałam, że nie mogłabym powiedzieć mu prawdy - to tylko dałoby mu kolejną szansę na zranienie mnie.
Pomimo przekonywania siebie, że to nieistotne, odpowiedź Patricka sprawiła, że znów poczułam się, jakbym dostała cios w samo serce. Zamrugałam, by odgonić łzy, wbijając wzrok przed siebie i mocniej ściskając bransoletkę, którą w tamtej chwili miałam ochotę zerwać i wyrzucić - ponieważ wciąż miałam tam zawieszkę, którą od niego dostałam. I to wywołało mój gniew. Byłam wściekła, że ktoś taki jak on, kto był zwykłym zdradzającym %$@# sprawiał, że byłam w stanie pozbyć się czegoś tak dla mnie ważnego. Chciałam zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy, sprawić, by cierpiał... Ale przecież kogoś, kto ma serce z kamienia nie da się zranić, a morderstwo było zdecydowanie niewystarczające.
Miałam się właśnie odezwać, ale on zrobił to ponownie, wbijając kolejne sztylety w moje poharatane serce - jeden z powodu jego słów, a drugi poprzez ukazanie oblicza, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam, zimnego, okrutnego i wyrachowanego.
-Nie gramy w cholerne dwadzieścia pytań - rzuciłam, chyba tylko po to, by wymazać z głowy wspomnienie, w którym właśnie to robiliśmy - pytaliśmy siebie o wszystko, od najlepszego dnia w życiu po ulubioną postać literacką. Przypomniałam sobie, jak bezpiecznie i swobodnie się wtedy czułam i byłam na siebie wściekła za to, że odsłoniłam siebie i pozwoliłam sobie na szczerość wobec kogoś, dla kogo nic nie znaczyłam.
Znów spojrzałam na Patricka, myśląc nad odpowiedzią, bo nie potrafiłam tego tak zostawić. Nie miałam oczywiście najmniejszego zamiaru mówić mu prawdy, nie, kiedy wiedziałam, że moja miłość nic dla niego nie znaczyła, ale bałam się, że nie byłam w stanie wiarygodnie skłamać. Bo choć kusiło mnie, by powiedzieć, że byłam z nim dla sławy albo coś w tym sylu, nie potrafiłam.
-A ty?- zapytałam więc, próbując zrozumieć, dlaczego w ogóle pytał. Przecież nie powinno go to obchodzić, prawda? -Skoro ci na mnie nie zależało, to po co te wszystkie kłamstwa i całe to udawanie? $#@^, jak już chciałeś być męską &^%@, to na cholerę pakowałeś się w związek? - zapytałam, wkurzona. Starałam się brzmieć spokojnie i być opanowaną, ale to wcale nie było łatwe - nigdy nie rozumiałam, dlaczego faceci zdradzają, zamiast po prostu odejść. Czy dla nich ta możliwość bycia przyłapanym była ekscytująca, czy jak? Żałowałam, że nie byłam w stanie mu przyłożyć. Najlepiej kilka razy. Musiałam jednak się uspokoić. Nie mogłam pokazać mu, jak bardzo mi dawniej zależało. Mimo że przecież i tak to wiedział... A jednak, to wszystko nie miało sensu. Bo dlaczego mnie o to zapytał?


Ostatnio nie zauważam, kiedy sobota przechodzi w piątek następnego tygodnia, więc jeśli gdzieś nie odpisuję, możecie się śmiało upominać - na pewno nie porzuciłam opowiadania, ale mogłam zapomnieć odpisać.

Zawsze jestem chętna do opowiadań nawiązujących do FMA (w przypadku anime tylko FMA:B).

Online

#38 24-06-2018 o 22h34

Straż Obsydianu
Kaisa
Szeregowiec
Kaisa
...
Wiadomości: 130

http://i63.tinypic.com/2q0kdia.png
Nie zamierzałem darować jej tego, że uniknęła odpowiedzi na moje pytanie. Doskonale wiedziałem, jaka by była, a jednak chciałem usłyszeć od niej wprost, że mnie nie kochała. Sam nie wiem dlaczego. Jednak, kiedy usłyszałem jej kolejne słowa, nagle przestało mi na tym zależeć.
Musiałem przyznać, że to, co powiedziała, ruszyło mnie. Wkurzyło, to na pewno. Ale czy zabolało? Może trochę. Świadomość, że wszystko to, co jej mówiłem, było kłamstwem, bo nie chciałem wyjść przed nią na zakochanego głupka, którym się bawiła, że nie byłem taki, za jakiego mnie uważała, albo, że teraz cały czas przed nią grałem... To wszystko sprawiało, że czułem ukłucie w sercu. Prawdą było, że lubiłem się zabawić, nie wypierałem się tego, ale nigdy nie użyłbym tego określenia, jakim mnie nazwała. Wiem, sam doprowadziłem do tego, że miała o mnie takie zdanie, ale mimo to, dziwnie było to usłyszeć. W końcu ją kochałem, a zdradziłem tylko raz, przez chwilę słabości. Nie wskakiwałem do łóżka kobietom przy każdej możliwej okazji.
Jeszcze rok temu myślałem, że przez ten jeden błąd rozwaliłem cały swój związek, teraz cieszę się, że do tego doszło. Inaczej nigdy nie uświadomiłbym sobie, że Victorii nigdy na mnie nie zależało. Poza tym, chyba muszę jej podziękować, bo dzięki niej dotarło do mnie, że nie nadaję się do stałych związków.
- Dla zabawy. To chyba jasne - odpowiedziałem w końcu niezbyt miłym tonem, w taki sposób, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Z całych sił starałem się nie pokazać, że jej słowa na mnie wpłynęły. Nie wiem, czy mi się udawało. Swoją drogą, Victoria ma tupet. Równie dobrze jej mogłem zadać to samo pytanie - po co wiązała się ze mną, skoro jej na mnie nie zależało. Niech nie myśli, że jej się udało mnie rozkochać i zabawić - Ty serio myślałaś, że byłem z tobą z miłości? Idiotka - zerknąłem na nią i prychnąłem. Potem ponownie przeniosłem wzrok na drogę, a dopiero potem zacząłem mówić dalej - Plus... Uznałem, że pokazywanie się z taką ładną buźką jak twoja, przyniesie mi jakieś korzyści. Zresztą tak jak teraz - to akurat była prawda, no, przynajmniej ta ostatnia część. W tym momencie udawaliśmy parę, aby coś na tym zyskać. Ponownie na nią spojrzałem i uśmiechnąłem się bezczelnie - A, nie musisz dziękować za komplement, naprawdę - nawiązałem do określenia "ładna buźka" oraz sytuacji, kiedy wcześniej wsiadała do auta.

Offline

#39 15-07-2018 o 22h36

Straż Cienia
Kora99
Straż na szkoleniu
Kora99
...
Wiadomości: 161

http://fontmeme.com/create.php?text=Victoria%20Darrel&name=akaDora.ttf&size=34&style_color=985680
Jego słowa bolały i kiedy odwracałam głowę w stronę okna, by nie mógł zobaczyć moich łez, myślałam o tym, że nie miałam zamiaru mu mówić, dlaczego zgodziłam się na ten układ. Wtedy jednak zdałam sobie sprawę z tego, że moje oczy po raz kolejny robiły się wilgotne i poczułam wściekłość, tak silną, że z trudem byłam w stanie ją znieść. Miałam dość tego, że ciągle przez niego płakałam; że bez przerwy mnie ranił, choć obiecywałam sobie, że na to nie pozwolę. W tamtej chwili już wiedziałam, że jakakolwiek miłość do niego, którą miałam, została dawno unicestwiona. Ponieważ teraz go nienawidziłam.
Jasne, pewnie mój gniew powinien był nadejść wcześniej, ale wtedy cały czas myślałam, że choć mnie zdradził, to jednak w jakimś stopniu mu na mnie zależało. Że popełnił błąd, który nas zniszczył, ale że był szczery. Więc tak, byłam idiotką, wierząc w jego słowa. Ponieważ zrozumiałam, że nigdy go nie obchodziłam. Odkrycie, że nie traktował mnie poważnie, było wstarczająco mocne. Teraz jednak doszedł do niego fakt, że mnie wykorzystywał, byłam dla niego tylko przepustką do sławy, idiotką, którą można się bawić i porzucić, gdy mu się znudzi.
W tamtym momencie chciałam go zabić. Wyrwać mu serce, zgnieść, pociąć, rozdeptać i spalić. Bo on właśnie odebrał mi moje. A kobieta bez serca i z żądzą zemsty to najbardziej zabójcza broń na świecie. Ponieważ teraz nie miałam już nic do stracenia. Właśnie wtedy wpadłam na pomysł, który mógł się skończyć tylko w jeden sposób - katastofą. Eksplozją, która pochłonie wszystko - włącznie z NIM. Nie wahałam się nawet sekundy. Chciałam zemsty. I nie obchodziło mnie, że sama przy tym spłonę.
Uspokoiłam głos, bo wiedziałam, że należało działać powoli, z opanowaniem i z wyrachowaniem, o którym nie sądziłam, że jestem do niego zdolna. Odwróciłam się w stronę Patricka i wbiłam w niego spojrzenie, bo nie zamierzałam więcej uciekać. Nie miałam już przecież serca do chronienia.
-Muszę przyznać, że jesteś całkiem niezłym aktorem - stwierdziłam spokojnie, choć jakikolwiek komplement pod jego adresem z trudem przeszedł mi przez gardło. -Naprawdę, znacznie lepszym niż muzykiem. Nie myślałeś o zmianie branży? - zapytałam, celowo łagodząc głos, by brzmiało to jak delikatna sugestia. Wiedziałam jednak, że go to zaboli, bo nawet jeśli ja nic dla niego nie znaczyłam, jego muzyka z pewnością była dla niego ważna. -Może nawet wtedy udałoby ci się osiągnąć ten twój upragniony sukces i nie musiałbyś się do tego wysługiwać innymi - ciągnęłam. - To znaczy, no wiesz, może jak się nie ma kręgosłupa moralnego to jest to bez różnicy, ale ja jednak brzydziłabym się osiągnięcia, które ktoś zdobył za mnie - kontynouwałam swobodnie, jakbyśmy toczyli zwyczajną, lekką pogawędkę. - Chociaż z drugiej strony masz rację, biorąc pod uwagę ile kłamstw musiałeś naopowiadać, można powiedzieć, że jednak zapracowałeś. A może je też ktoś wymyślał za ciebie? - zapytałam i urwałam, bo zderzyłam się z rzeczywistością - umową, na którą się zgodziłam. I już wiedziałam, jaki będzie mój następny krok.


Ostatnio nie zauważam, kiedy sobota przechodzi w piątek następnego tygodnia, więc jeśli gdzieś nie odpisuję, możecie się śmiało upominać - na pewno nie porzuciłam opowiadania, ale mogłam zapomnieć odpisać.

Zawsze jestem chętna do opowiadań nawiązujących do FMA (w przypadku anime tylko FMA:B).

Online

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2