Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5 6

#51 13-11-2017 o 23h54

Straż Absyntu
Amrena
Rekrut
Amrena
...
Wiadomości: 63

@Methrylis: Prawda - uwielbiam Twoje teorie /static/img/forum/smilies/smile.png Nie do końca rozumiem to zafascynowanie Siraajem, ale ok, postaram się ogarnąć temat i, mam nadzieję, nie zawieść oczekiwań odnośnie jego osoby /static/img/forum/smilies/smile.png Choć, jak już wspominałam, plany co do jego postaci są całkowicie niezaplanowane /static/img/forum/smilies/wink.png

@Kalio: Witam, witam /static/img/forum/smilies/smile.png Zawsze to miło wiedzieć, że opowiadanie jest czytane /static/img/forum/smilies/smile.png To ogromna motywacja do pisania.
Odnośnie cytatu i Darów Anioła... Cytat pochodzi z poematu Catullusa i z lekcji łaciny, które gdzieś tam się w moim życiu pojawiły /static/img/forum/smilies/smile.png Dary Anioła, przyznaję że czytałam, ale szczerze mówiąc nie kojarzę tego cytatu... To było tak dawno, że mogło mi gdzieś umknąć /static/img/forum/smilies/wink.png
Bardzo dziękuję za miłe słowa /static/img/forum/smilies/smile.png

@Le0kadia: Proszę nie grozić biciem porem pod moim opowiadaniem /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Cieszę si, że lubisz moją kreację postaci. Naprawdę, takie stwierdzenie od Ciebie to ogromny komplement, bo wiem jak bardzo wymagająca jesteś w tych kwestiach /static/img/forum/smilies/smile.png
Macie z Meth jakieś dziwne zapędy odnośnie Siraaja... /static/img/forum/smilies/neutral.png Co się dzieje w Waszych głowach? /static/img/forum/smilies/tongue.png
Niedociągnięcia... Ech... Wiem, że się zdarzają, zdaję sobie z tego sprawę i pracuję nad nimi /static/img/forum/smilies/smile.png (Na dowód: mam wyśrodkowane *** /static/img/forum/smilies/wink.png )


Oddaję kolejny rozdział /static/img/forum/smilies/smile.png


15. Bohaterowie i złoczyńcy

       Nigdy wcześniej nie widziałam takiego miejsca. Gwalijar jest przepiękny. Niezbyt duże miasteczko położone jest pomiędzy stromymi zboczami gór i kamiennymi klifami, tuż nad brzegiem jeziora o czystym, lazurowym kolorze. Strzeliste drzewa wznoszą się ku niebu, konkurując o jak największą ilość słonecznego światła i walcząc o przetrwanie. Niewielkie budynki wyglądają tak, jakby ktoś stworzył je z nieskazitelnie białych kamieni, które niesamowicie kontrastują z szarymi, ponurymi skałami i delikatnie falującą taflą wody. Na wzniesieniu, w samym centrum, znajduje się nieco większa budowla z ozdobnymi wieżyczkami, która góruje nad pozostałą częścią miasta.
       Muszę przyznać, że to jedno z najpiękniejszych miejsc jakie kiedykolwiek widziałam.
       - Tu jest pięknie – szepczę.
       - Dbamy o miejsce, w którym żyjemy – oznajmia Alharia lekko wyniosłym tonem.
       - Nie bardzo macie wybór – parska Siraaj, wywracając wymownie oczami. – Rizzoli jest ogromnym perfekcjonistą.
       - To jedna z jego zalet – potwierdza dziewczyna. – Potrafi wszystko odpowiednio rozplanować.
       - Przypominam ci, Alhario, że nie wszystko można zaplanować – mruczy chłopak.
       Zielonowłosa zerka na niego kątem oka, jednak nic nie mówi. Ta dwójka musi się znać. Dam sobie za to uciąć rękę. Panuje pomiędzy nimi lekkie napięcie, ale z całą pewnością nie są skrępowani swoim towarzystwem. Coś jest na rzeczy.
       - Kiedy jest się wybitnym wojownikiem, trzeba planować – oznajmia nasza przewodniczka.
       - Tak samo, kiedy jest się jego córką, co nie? – rzuca Siraaj ze złośliwym uśmiechem.
       Córką? Spoglądam na dziewczynę. Jej duma, wyniosłość, chłodne spojrzenie i usta zaciśnięte w wąską linię… Od razu mogłam się domyślić, że jest kimś ważnym. Jednak nie spodziewałam się, że to  dziecko człowieka, z którym mamy pertraktować.
       - Pozwolisz, że porozmawiamy o tym bez świadków, Siraaj? – Alharia nawet nie patrzy na chłopaka. – Z tego, co wiem, przybyliście rozmawiać z moim ojcem, a nie ze mną. To on jest odpowiedzialny za negocjacje pomiędzy nami a Weyardem. – Wchodzimy w wąską uliczkę, prowadzącą pomiędzy śnieżnobiałymi domostwami.
       - Co nam możesz powiedzieć o tym konflikcie, Alhario?
       - Weyard oszalał – oznajmia dziewczyna chłodno. – Zgadzamy się na waszą obecność tutaj, bo ktoś musi go powstrzymać. Nie chcemy rozlewu krwi, ale to co robi… - Zaciska powieki. – Nie zna żadnych granic. Zabije nas wszystkich jeżeli będzie to konieczne. Opanowała go żądza posiadania – wzdycha ciężko, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. – Obawiam się, że jeżeli nie zareagujemy natychmiast, to będzie za późno i w końcu ktoś umrze.
       Zatrzymujemy się przed przepięknym, ogromnym, jasnym budynkiem. Prowadzą do niego jedne, jedyne, ciężkie, drewniane drzwi, jednak nie dostrzegam żadnej klamki ani zamka. Alharia przykłada dłoń do wrót. Wyryte na nich dziwne, nieznane mi symbole zaczynają jarzyć się słabym, migotliwym blaskiem. Zawiasy skrzypią cicho.
       Magia. Mogłam się tego spodziewać.
       - Chodźmy. – Dziewczyna gestem zaprasza nas do środka.
       Kiedy przechodzę przez próg, czuję uderzenie gorąca i przez moment wydaje mi się, że moja skóra płonie. Przerażona spoglądam na moje dłonie, jednak nie widzę na nich żadnych dziwnych zmian. To dziwne uczucie po chwili znika, jednak nie staję się nawet odrobinę spokojniejsza. Gwalijar, mimo tego, że jest piękny, ma w sobie coś co mnie przeraża. Jego czystość jest zbyt czysta i zbyt oczywista. Tym bardziej, kiedy zestawi się ją z informacjami, które otrzymałam od Siraaja. Rizzoli jest wojownikiem i strategiem. A to miejsce nie wygląda na koszary, tylko na baśniową krainę pełną słodkich jednorożców.
       Rozglądam się dookoła, kiedy idziemy cichym korytarzem. Na jasnych ścianach powieszono portrety, z których spoglądają na nas puste, martwe oczy namalowanych postaci. Przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz. Nie podoba mi się to miejsce. Wolę zakurzony, śmierdzący pokój u Weyarda. Tam było mniej przerażająco.
       Przechodzimy przez kolejne drzwi i wchodzimy do ogromnej, przestronnej sali. Jej ściany są puste, nie licząc kilku pochodni, które leniwie oświetlają pomieszczenie. Na samym środku stoi duży, masywny, drewniany stół. Siedzi przy nim samotna postać.
      - Siraaj! W końcu dotarłeś!
       Mężczyzna zrywa się z krzesła i rusza w naszą stronę z szeroko rozpostartymi ramionami. Na pierwszy rzut oka widać, że jest dobrze zbudowany i umięśniony, mimo tego, że jego ciało przykrywa solidne, skórzane ubranie. Na głowie Rizzoliego, całkowicie pozbawionej włosów, dostrzegam wytatuowane symbole, podobne do tych, które widziałam na drzwiach. Jego twarz porasta broda, sięgająca połowy szyi, a na prawym policzku i kawałku nosa znajduje się widoczna, głęboka, jasnoróżowa blizna. Jednak najstraszliwsze są jego oczy. Bladoniebieskie, prawie białe tęczówki sprawiają, że spojrzenie przywódcy zdaje się przeszywać człowieka na wskroś i wyciągać jego najmroczniejsze sekrety.
      Rizzoli obejmuje Siraaja i klepie go przyjacielsko po plecach. Dopiero teraz zauważam, że jest od niego o ponad głowę wyższy, a chłopak przecież nie należy do najmniejszych.
       - Dawno się nie widzieliśmy, przyjacielu!
       - Straż Eel nie miała żadnych wezwań w te okolice. Nie było okazji, żebym mógł cię odwiedzić – mówi Siraaj, jednak w jego głosie słyszę pewien dystans. – Aż do teraz.
       -  Skoro stawiamy na konkrety, drogi Siraaju… Usiądźcie, proszę. – Rizzoli wskazuje na puste krzesła przy stole. – Mam nadzieję, że wspólnie znajdziemy rozwiązanie, które pozwoli nam powstrzymać Weyarda. Alhario, poproś służbę o dobre wino.
       Dziewczyna posłusznie kiwa głową i wychodzi z pomieszczenia.
       - Przyszliśmy tu pertraktować. Nie oceniać – oznajmia twardo srebrnowłosy, gdy zajmujemy miejsca. 
       - Domyślam się, że rozmawiałeś już z Weyardem. Odkrycie złóż Ilyium sprawiło, że oszalał – Rizzoli wzdycha ciężko. – Zawsze byliśmy sojusznikami, zresztą ty najlepiej o tym wiesz. Walczyliśmy ramię w ramię w wielu bitwach. Moja taktyka i siła w połączeniu z jego czarami… To zawsze było skuteczne. – Uśmiecha się lekko. – Sądziłem, że w sprawie Ilyium nie będziemy się różnić. Chociażby ze względu na naszą długoletnią przyjaźń. Jednak Weyard zrobił się agresywny. – Rizzoli patrzy mi prosto w oczy, nawet na moment nie spuszczając wzroku. – Wykorzystał to, że bramy Gwalijaru są zawsze otwarte i przysłał tu morderców. Chcieli wymordować moją rodzinę. Od tamtej pory byliśmy zmuszeni zapieczętować wrota i zamknąć się we własnych domach. Przy szaleństwie i mocy Weyarda nikt nie jest bezpieczny.
       Wymieniamy z Siraajem porozumiewawcze spojrzenia. Ta historia, jej przebieg… To samo usłyszeliśmy w Bayan’g Lanie, jednak tam oprawcą był Rizzoli. Teraz natomiast to Weyard usiłował wymordować najbliższych władcy. Cała sytuacja zaczyna mi się coraz mniej podobać i wydaje się, że będzie bardziej skomplikowana niż sądziliśmy.
       To nie będą zwykłe pertraktacje. To usiłowanie zapobiegnięcie krwawej rzezi.
       - Masz wątpliwości, odnośnie mojej historii, młoda damo – z ust wojownika pada krótkie stwierdzenie. – Wątpisz w moją szczerość.
       - Ja… - Głos więźnie mi w gardle.
       - Oczywistym jest, że możesz mi nie ufać, Estelle. Nikt tego od ciebie nie wymaga. Jesteś tylko obserwatorem i musisz trzeźwo ocenić sytuację. Czy nie dlatego ją tu ze sobą przyprowadziłeś, Siraaj?
        Przechodzi mnie zimny dreszcz. Nie przypominam sobie, żebym mówiła Rizzoliemu jak mam na imię, a już z pewnością nie powinien wiedzieć na jakiej podstawie zostałam wybrana do tej misji. Nie wiem w jaki sposób ten facet to zrobił, ale to naprawdę przerażające.
       - Jak zawsze potrafisz mnie przejrzeć. – Siraaj wydaje się być nieporuszony. – Faktycznie liczę na obiektywność Elle. Nie jest związana z żadnym z rodów i nie ma żadnej korzyści w wydawaniu osądów. Sądzę, że sprawdzi się idealnie.
       - A więc, kochana Estelle… - Rizzoli pochyla się w moją stronę. – Powiedz mi, co sądzisz o naszym konflikcie? Kto ma rację?
       Zerkam na Siraaja, który ledwo zauważalnie kiwa głową. Biorę głęboki oddech.
       - Nikt – odpowiadam krótko.
       - Nikt? – Mężczyzna patrzy na mnie zaskoczony.
       - Nikt – powtarzam. – Jest za wcześnie na takie stwierdzenia. – Zaciskam dłonie z pięści, próbując się nieco uspokoić i wytrzymać napór bladego spojrzenia. – Historia, którą nam opowiedziałeś… Sądzę, że musimy to zweryfikować.
       Przerywa mi dźwięk otwieranych drzwi. Do sali wchodzi dwoje służących. W milczeniu stawiają przed nami dużą karafkę z krwistoczerwonym płynem i trzy kubki.
       - Więc… Nie ufasz mi, Estelle? – Rizzoli nie daje za wygraną.
       - To przecież podstawowa zasada tego świata – zauważam z przekąsem. – Tu nikomu się nie ufa.
       Na znak poparcia dla moich słów, Siraaj odwraca dwie szklanki do góry dnem.
       Nie skosztujemy gwalijarskiego wina.

                                                                 

***


       Idziemy z Siraajem w milczeniu w stronę gospody, w której został zakwaterowany Chrome. Po spotkaniu z Rizzolim każde z nas pogrążyło się we własnych myślach, szukając najlepszego rozwiązania tej chorej sytuacji. Dwie identyczne wersje dowódców wcale nie ułatwiają wykonania zadania i obawiam się, że utkniemy tu na nieco dłużej niż planowaliśmy.
       - Co o tym wszystkim sądzisz, Elle? – pyta nagle Siraaj.
       - Któryś z nich ściemnia – stwierdzam krótko. – Tylko jeszcze nie wiem który.
       - Ich historie brzmiały prawie identycznie. Dziwi mnie tylko to, że nie potrafią znaleźć kompromisu. Rizzoli i Weyard zawsze się dogadywali.
       - Ludzie się zmieniają. – Wzruszam obojętnie ramionami. – Dobrze znasz się z Rizzolim, prawda?
       - Tak – potwierdza. – Spędziłem tu kiedyś trochę czasu. Niewiele brakowało, a zostałbym na stałe.
       - Dlaczego nie zostałeś? – pytam.
       Siraaj otwiera drzwi prowadzące do gospody, przepuszcza mnie przodem i ruszamy na piętro po dość stromych schodach.
        - Przyłączyłem się do Straży Eel. Dlatego tu nie zostałem.
        - To dość wymijająca odpowiedź, wiesz? – parskam. – Bardziej zastanawia mnie dlaczego podjąłeś taką decyzję.
        - Spotykałem się z Alharią – wypala chłopak.
        - Na pierwszy rzut oka widać, że coś was łączyło.
        - Coś? – śmieje się gorzko. – Mieliśmy wziąć ślub, Elle. – Zatrzymujemy się przed pokojem chłopaka, jednak nie wchodzimy do środka.
        - Ślub? Naprawdę?
        Przyznaję, że jestem naprawdę zaskoczona. Nie spodziewałam się, że Siraaj był kiedykolwiek tak blisko z dziewczyną. Chociaż, patrząc na Alharię… Jest przepiękna, a jej ojcem jest znany w Eldaryi wojownik. Czy mogłaby być lepsza partia dla zastępcy Valkyona?
        - Tak. – Krzywi się nieznacznie. – Ale nagle pojawiła się lepsza okazja, możliwość zawarcia sojuszu i wzbogacenia się, więc dwa dni przed ślubem Alharia poinformowała mnie, że nic z tego nie będzie. – Krzyżuje ręce na klatce piersiowej i opiera się o ścianę. – Tego samego dnia już mnie tutaj nie było. Nie zrozum mnie źle, Elle. Nie mam do nich pretensji. To ród z długowieczną tradycją i jeżeli tylko może stać się jeszcze bardziej potężny, to zawsze wykorzysta sytuację. Ja nie mogłem im nic zaoferować.
         Siraaj stara się zachować swobodny ton, jednak w jego oczach widzę, że przeszłość wciąż sprawia mu ogromny ból. Sposób w jaki mówi o Alharii, w jaki ją wspomina… Musiał ją naprawdę kochać.
        - Mówię ci to dlatego, żeby nikt nie zaskoczył cię tą historią, Elle. Muszą wiedzieć, że sobie ufamy.
        Kiwam głową. To naprawdę brzmi logicznie.
        W ciszy wchodzimy do pokoju. Różni się od tego, w którym zakwaterowano nas w Bayan’g Lanie. Ściany są nieskazitelnie białe, a kontrastujące z nimi ciemne meble wyglądają na całkowicie nowe. Solidny stół stojący pod oknem jest zastawiony rzeczami Chroma, których jeszcze nie zdążył schować do dużej szafy znajdującej się w kącie. Dwa łóżka ustawiono po przeciwległych stronach pomieszczenia. Jasnoniebieska pościel wygląda zachęcająco miękko i pachnie świeżością.
        Rozłożony na jednym z łóżek nastolatek rzuca nam znudzone spojrzenie.
        - Ile można na was czekać? – jęczy. – Zgubiliście się gdzieś po drodze, czy jak?
        - Widzieliśmy się z Rizzolim, dlatego tak długo zeszło – wyjaśnia krótko Siraaj, rzucając plecak na podłogę.
        - Beze mnie? – Wilkołak jest wyraźnie oburzony. – Dlaczego zawsze mnie pomijacie?!
        - Już ci mówiłem, że im dalej trzymasz się od Rizzoliego, tym lepiej.
        - A ona? – Chrome wskazuje na mnie oskarżycielsko palcem. – Ona może z nim rozmawiać?!
       - Ktoś musi. – Siraaj wywraca wymownie oczami. – Elle niewiele wie o naszym świecie, więc Rizzoli nie wyciągnie z niej zbyt dużo informacji. A uwierz mi, że jest w tym naprawdę dobry. Nawet nie będziesz wiedział kiedy zdradzisz mu największe sekrety.
       Chrome przyjmuje do wiadomości wyjaśnienia chłopaka, choć burczy coś niezrozumiale pod nosem, wydymając z niezadowoleniem usta.
       - Co robimy dalej? – pytam, przysiadając na solidnym, ciężkim krześle.
       - Któremu z nich bardziej ufasz, Elle?
       Marszczę brwi. To naprawdę trudne pytanie, bo obaj władcy wydają się być pewnego rodzaju świrami. Jednak Weyard jest bardziej ludzki. W Rizzolim jest coś czego się boję i co każe mi trzymać się od niego na dystans. Kojarzy mi się z psychopatami, których pokazują w serialach kryminalnych. Wyrachowany, bezwzględny, a przy okazji czarujący. Morderca idealny.
       - Mimo tego, że żarcie u Weyarda jest paskudne i prawdopodobnie trujące, to jemu ufam bardziej – stwierdzam po chwili.
       - Więc ty i Chrome zostaniecie tutaj – zarządza Siraaj. – Skoro nie ufasz Rizzoliemu, będziesz się mu dokładniej przyglądała i bardziej przydasz się tutaj. Ja wrócę do Bayan’g Lanu i będę dalej rozmawiał z Weyardem.
       - Dlaczego muszę zostawać tutaj? – jęczy Chrome. – Wolałbym wrócić.
       - Masz mieć na oku Elle. A ona ma pilnować ciebie – mówi twardo nasz dowódca. – Jeżeli zacznie robić się niebezpiecznie, zwijacie się stąd, rozumiecie? Nie narażajcie życia. To nie jest nasz konflikt. Jesteśmy tu z misją pokojową. Jeżeli przestanie być pokojowa, nic tu po nas. 
       - A przywieziesz mi chociaż trochę jedzenia od Weyarda? – wzdycha wilkołak. – Wiesz, tego…
       - Tego śmierdzącego gówna? Nie ma mowy – ucina krótko Siraaj. – I skup się w końcu na misji, Chrome. Od dzisiaj wasze życie toczy się tutaj. Więc proszę, przestrzegajcie panujących tu zasad. Obserwujcie ludzi, słuchajcie co mówią. Nie chciałbym zawalić tego zadania, bo to mogłoby oznaczać przelanie ogromnej ilości krwi. Valkyon zawsze powtarza, że zwycięstwa liczy się liczbą uratowanych istot, więc weźcie to sobie do serca. Oboje pamiętajcie, że ocalone życie może być waszym własnym.
       Patrzymy się na siebie chwilę w milczeniu. Zaczynam naprawdę podziwiać bystrość umysłu i ambicje Siraaja. Zawsze koncentruje uwagę na najważniejszych aspektach i trafia w sedno ze swoimi spostrzeżeniami.
       To osoba, która w pełni zasługuje na szacunek, jakim została obdarzona i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.
       Cieszę się, że to właśnie z nim się tutaj znalazłam.
       I żałuję tego, że nas opuszcza.

Ostatnio zmieniony przez Amrena (13-11-2017 o 23h55)

Offline

#52 14-11-2017 o 13h39

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

Rozdział naprawdę dobry, nawet błędów się specjalnie nie dopatrzyłam. Tym razem szczególnie moje serduszko podbiła postać Rizzoliego. Aż ma mu się ochotę wbić nóż w oko, chociaż niby jest miły i uprzejmy. Ładnie oddałaś też nienaturalność otoczenia. Wojownik tworzący bajkowe królestwo. Interesujące.

A co do Siraaja to ja ma w głowie spiski, zdrady i przelewaną kubłami krew. Ale ja generalnie nie jestem miłym człowiekiem /static/img/forum/smilies/big_smile.png A przynajmniej nie w środku xD

Offline

#53 15-11-2017 o 22h00

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


A co, ty tego „naszego” Siraaja nie lubisz? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Jak to tak można!? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
No dobra, wreszcie jestem. Zabieram się hurtem za wszystkie opowiadania i w koooońcu dotarłam do twojego <3
Gwalijar rzeczywiście musi być piękny! Starałam sobie go wyobrazić i… ojeeeju, chciałabym odwiedzić to miasteczko, oj chciałabym!
Dobra, czas na moje super teorie. Strzelam, że między Alharią a Siraajem coś kiedyś było, ale rozpadło się w raczej średnich okolicznościach. Na to mi wygląda: na pewno się znają, nie są swoim towarzystwem skrępowani, ale napięcie jedna czuć. No jak nie byli kochankowie, to kto?  /static/img/forum/smilies/big_smile.png
No tak, oczywiście. Można się było tego spodziewać, że rozwiązanie konfliktu wcale nie będzie takie proste.
Fajny jest ten Rizzoli. W tym konflikcie oficjalnie należę do jego teamu. Nie pytaj dlaczego, bo nie wiem. :v
HAAAAAAAHAHAHAHAHAHAH TEORIA O ROMANSIE POTWIERDZONA! Dziękuję, dziękuję, nie trzeba aż tyle konfetti, a kwiaty później! Och, wow. Ślub. O kurcze. Teraz to mi aż smutno. :< Musieli być w sobie naprawdę zakochani, skoro zamierzali się pobrać. Biedny Siraaj. No i widzisz? Jak go tu nie lubić? Chociaż żałować go trzeba.
Mimo że nadal mu nie ufam. Ale to wiesz, bo powtarzam to w każdym komentarzu :v
Musisz mieć niezły ubaw czytając moje wypociny ;-; XD
Jak ty pięknie piszesz. Jak ja uwielbiam to opowiadanie. Raaaany!
No nic, tyle ode mnie. Niecierpliwie czekam na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Offline

#54 30-11-2017 o 22h31

Straż Absyntu
Amrena
Rekrut
Amrena
...
Wiadomości: 63

@Le0kadia: Pohamuj swoje krwiożercze zapędy /static/img/forum/smilies/big_smile.png Przydadzą się bardziej w innych chwilach /static/img/forum/smilies/wink.png Cieszy mnie, że uważasz rozdział za dobry - ja miałam do niego jakieś bliżej niesprecyzowane "ale"...

@Meth: Chcesz założyć fanklub Siraaja? /static/img/forum/smilies/wink.png Na to się zanosi /static/img/forum/smilies/big_smile.png A co do mnie, to nigdy nie powiedziałam, że go nie lubię. Po prostu moje nastawienie do jego osoby jest póki co niedookreślone (bardziej skierowane w stronę "lubię") /static/img/forum/smilies/smile.png
Miło mi, że uwielbiasz to opowiadanie - w szczególności dlatego, że pamiętam Twoje trudne początki w zaprzyjaźnianiu się z moją narracją /static/img/forum/smilies/wink.png


Oddaję kolejny rozdział. I biorę się za dalsze pisanie w każdej wolnej chwili mojego życiowego niedoczasu /static/img/forum/smilies/smile.png


16. W sercu ukryte

       Promienie mocnego słońca bezczelnie wpadają do mojego pokoju, łaskocząc mnie w nos i wywołując kilka następujących po sobie kichnięć. Naciągam na głowę kołdrę, usiłując ukryć się przed irytującym światłem, jednak  wiem, że już nie zasnę. Tym bardziej, że za niecałą godzinę powinnam pojawić się na spotkaniu z Alharią.
        Z drugiego końca pomieszczenia dobiega zduszony jęk. Chrome gramoli się z łóżka, przemierza pokój i, zamaszystym ruchem, zaciąga ciężkie zasłony odcinając dopływ światła. Powłócząc nogami wraca do swojej części i pada jak kłoda na materac. Drewniane deski skrzypią żałośnie pod jego ciężarem.
       - Mój łeb zaraz eksploduje… - oznajmia nastolatek, wciskając twarz w poduszkę.
       Spoglądam na wilkołaka. Wygląda tak, jakby za chwilę miał oddać ostatnie tchnienie.
       - Po co tyle piłeś? – pytam lekko zachrypniętym głosem.
       - To nie było dużo – odburkuje, przewalając się na plecy.
       - W ogóle… - prycham ironicznie.
       Od kiedy wyjechał Siraaj, Chrome poczuł prawdziwy zew wolności. Jest stałym bywalcem gwalijarskich knajp i nawet nauczył się kilku miejscowych przyśpiewek. Wydaje się całkowicie ignorować fakt, że jesteśmy tutaj na misji i bawi się w najlepsze, podczas gdy ja co wieczór zaciągam go do pokoju, mając nadzieję, że nie postanowi porzygać się w środku nocy. Zazwyczaj śpi jak zabity i budzi się rano z ogromnym kacem, który jednak nie jest w stanie go niczego nauczyć i każdy kolejny dzień rozpoczyna się dokładnie tak samo. 
       - Pamiętasz, że dzisiaj mamy spotkać się z Alharią? – pytam, choć podejrzewam, jak będzie brzmiała odpowiedź.
       - To dzisiaj? – jęczy chłopak, posyłając mi pełne bólu spojrzenie. – Naapraaaawdę?
       - Tak, Chrome. To dzisiaj – wzdycham, siadając na brzegu łóżka. – Dobrze by było, gdybyś doprowadził się do stanu używalności, wiesz? Póki co wyglądasz jak wór pełen nieszczęść i śmierdzisz padliną.
       - Nie możesz spotkać się z nimi sama?
       - Sądzisz, że Siraaj będzie zadowolony, kiedy usłyszy, że nie spotkałeś się z córką władcy Gwalijaru, bo miałeś kaca? – Uśmiecham się kpiąco.
       - Nie zrobiłabyś mi tego…
       - Chcesz się założyć, Chrome?
       Skacowany chłopak mruży oczy i wlepia we mnie wściekłe spojrzenie.  Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że musi czuć się tragicznie, ale mamy też pewne obowiązki. Siraaj na pewno nie pozwoliłby na to, żeby młody wilkołak aż tak dobrze bawił się na tej misji i szybko doprowadziłby go do pionu.
       Mnie na pewno też się oberwie, bo nie jestem w stanie zapanować nad tym rozszalałym nastolatkiem.
       - Elle… Ellciu… Ja cię tak strasznie proszę… Możesz pójść tam sama? Naprawdę dzisiaj umieram.
       Zaciskam usta w wąską linię. Nienawidzę takich sytuacji. A jeszcze bardziej nienawidzę tego, że mam tak strasznie miękkie serce.
       - Nigdy się nie wypłacisz, Chrome – warczę, podnosząc się i wyciągając z szafy ubrania. – Nigdy.

                           

***


              Podejrzliwe spojrzenia mieszkańców Gwalijaru towarzyszą mi na każdym kroku. Jestem obserwowana przez cały czas, kiedy idę wąskimi uliczkami w stronę pałacu. Nikt mi tu nie ufa. Jestem intruzem, którego miejsce jest za kamiennymi wrotami miasta. Sama też chętnie bym się za nimi znalazła i wróciła do Kwatery Głównej, która w tej chwili wydaje mi się wyjątkowo przyjazna.
       W Gwalijarze nawet pogoda jest inna. Podczas gdy Miiko szykuje wszystkich do nadciągającej zimy, tutaj panuje pełnia lata. Słońce grzeje niemiłosiernie i w ciągu kilku dni zdążyłam złapać piękną opaleniznę. Temperatura zmusiła mnie również do zrobienia zakupów. Nie byłam przygotowana na tak ciepłe dni i wszystko co ze sobą zabrałam okazało się nieprzydatne. Na szczęście na tutejszym targowisku udało mi się dostać kilka bardziej zwiewnych ubrań w moim rozmiarze, dzięki którym nie czuję się jak pieczony na rożnie kurczak. Nie wiem dlaczego Alharia chce się dzisiaj spotkać, jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że rozmowa z nią to mój obowiązek, niezależnie od tego jak wielki upał będzie mi towarzyszył.
       Przeciskam się przez tłum Gwalijarian w stronę pałacu, aż w końcu docieram do magicznych wrót, przed którymi, ku mojemu zdziwieniu, czeka już na mnie młoda dziewczyna w towarzystwie dwóch uzbrojonych po zęby strażników. 
       - Estelle – zwraca się do mnie uprzejmie.
       - Alhario. – Pochylam lekko głowę, nie spuszczając oczu z córki Rizzoliego. – Chciałaś się spotkać.
       - Tak – stwierdza leniwie. – Z tobą i z twoim przyjacielem.
       - Chrome nie czuje się dzisiaj najlepiej – odpowiadam wymijająco.
       - Nie dziwię się. Słyszałam o jego wczorajszych wyczynach. – Na pełnych ustach dziewczyny, pojawia się lekko ironiczny uśmiech.
       Przysięgam, że powieszę tego nieokrzesanego wilkołaka za ogon przy suficie, a potem będę okładała kijem, wyobrażając sobie, że jest piniatą.
       - Jest jeszcze młody – stwierdzam.
       - Jest też wysłannikiem Straży Eel – odparowuje Alharia. – Ale nie martw się… Nie powiem nic Siraajowi – jej ton nieco łagodnieje, a dziewczyna puszcza do mnie oko.
       Tego się nie spodziewałam. Ta wyniosła, rogata istota najwyraźniej potrafi być choć odrobinę ludzka.
       - Chciałam się z wami spotkać, żeby poznać was bliżej. Jesteście tu już ponad tydzień i chyba najwyższy czas, żeby Gwalijar zacieśnił nieco więzy ze Strażą Eel – wyjaśnia. – Może brak twojego towarzysza wyjdzie nam na dobre. Będziemy mogły urządzić sobie kobiecą rozmowę w miejscu, w którym nikt nam nie będzie przeszkadzał. – Powoli rusza przed siebie, a ja posłusznie zrównuję z nią kroku. – Jak ci się tutaj podoba? – pyta, całkowicie ignorując podążających za nami strażników.
      - W Gwalijarze? Jest naprawdę pięknie. Nie widziałam jeszcze takiego miejsca.
      - Pytam cię o Eel. Wszystko tutaj jest dla ciebie nowe, prawda?
      - Tak – odpowiadam ostrożnie.
      - Naprawdę cię podziwiam. Znalazłaś się w nieznanym, obcym świecie, a wydajesz się w nim tak dobrze odnajdywać… - Kręci głową, uśmiechając się delikatnie. – Nie wyobrażam sobie siebie na twoim miejscu.
      - Straż Eel bardzo mi pomaga. Starają się zrobić wszystko, żebym choć trochę zrozumiała ten świat i wszystko co mnie otacza. Wielu rzeczy jeszcze nie rozumiem, ale szybko się uczę.
       - Z pewnością jesteś inteligentna. W przeciwnym razie nie przysłaliby cię do mojego ojca.
       Ta rozmowa coraz bardziej mi się nie podoba. Nie jestem pewna do czego zmierza córka Rizzoliego, jednak wiem, że muszę być ostrożna. Czuję, że wszystkie mięśnie mojego ciała robią się napięte, a serce zaczyna bić szybciej. Każde słowo może być istotne. Nikt nie przygotował mnie na taką odpowiedzialność.
       - Kiedy wprowadzałaś nas do Gwalijaru, mówiłaś że to miasto Wszechwidzących… Dobrze pamiętam? – zmieniam temat.
       - Tak. Tak mówiłam.
       - Kim są Wszechwidzący?
       Alharia spogląda na mnie pobłażliwie, zatrzymując się przed wejściem do niewysokiego, drewnianego budynku, wzniesionego tuż nad brzegiem jeziora. Jeden stanowczy gest jej dłoni wystarczy, żeby strażnicy oddalili się w milczeniu. Zostajemy same.
       - Zapraszam cię do środka. – Dziewczyna uchyla drzwi, pozwalając na to, żebym przekroczyła próg nieznanego miejsca. – To mój mały azyl.
       Nie spodziewałam się tego, co właśnie zobaczyłam. Przede mną, zamiast podłogi, znajduje się sporych rozmiarów basen, wypełniony parującą wodą aż po kamienne brzegi. Większość dachu jest przeszklona, co skrzętnie wykorzystano i w budynku zasadzono różnokolorowe krzewy i jedno niewielkie drzewo o lśniących, złotych liściach.
       - Tu nikt nam nie będzie przeszkadzał, Estelle. To pradawne źródła Gwalijaru. Mają tu wstęp tylko nieliczni – oznajmia dziewczyna, ściągając buty, siadając na brzegu basenu i zanurzając stopy w krystalicznie czystej wodzie. – Nie krępuj się… - Poklepuje miejsce obok siebie. – Nie ugryzę cię.
       Korzystam z zaproszenia i idę w ślady Alharii. Kiedy moja skóra styka się z taflą wody, przechodzi mnie przyjemny, choć nieco dziwny dreszcz.
       - Pytałaś mnie o Wszechwidzących – mówi spokojnym głosem zielonowłosa. – Wszechwidzący to istoty, które skrywają w sobie dar widzenia. Mogą poznać przyszłość innych stworzeń, zobaczyć wydarzenia, które jeszcze nie nadeszły albo, z nieco banalniejszych spraw, przewidzieć pogodę na następny dzień.
       - Są w stanie przepowiedzieć przyszłość? – Patrzę na nią zdumiona. – To niesamowite.
       Kiedy pomyślę, ile mogłabym osiągnąć w moim świecie, gdybym tylko wiedziała, co mnie czeka. Mogłabym przewidzieć nadciągające choroby i w porę im zapobiec, poznać pytania na nadciągający egzamin, skreślić poprawne liczby na loterii. Wiedziałabym, że nie powinnam otwierać tej cholernej książki…
       - Ten dar nie jest tak fantastyczny, jak ci się wydaje – wzdycha córka Rizzoliego.
       - Dlaczego? Daje tyle możliwości!
       - Przyszłość jest zmienna. Wszechwidzący nigdy nie będą w stanie poznać wszystkich ścieżek, które nas czekają. Wybierają te najbardziej prawdopodobne. Jedna, nagle podjęta decyzja może zmienić dalsze losy. Dlatego ślepe ufanie wizjom może być złudne.
         Smutek i nostalgia pobrzmiewające w głosie dziewczyny i to w jaki sposób mówi ona o Wszechwidzących nie pozostawia żadnych wątpliwości.
        - Ty jesteś Wszechwidząca – stwierdzam krótko.
       - Niestety tak.
       Piękną twarz dziewczyny na moment wykrzywia grymas niezadowolenia, a w oczach pojawia się ból. Na pewno nie jest zadowolona ze zdolności, które posiada.
       - Odziedziczyłam dar po mojej mamie – wyjaśnia. – Ona też uczy mnie, jak go najlepiej wykorzystać.
       - Twoja mama? – Unoszę zaskoczona brwi. – Nie widziałam…
       - Wyjechała na jakiś czas razem z moim bratem do swoich rodziców – wpada mi w słowo. – Powinna wrócić za kilka dni, więc będziesz miała okazję ją poznać, Estelle. Gwarantuję, że na pewno będzie tobą zafascynowana. – Alharia uśmiecha się do mnie przyjaźnie. 
       - Mną? Dlaczego?
       - Pochodzisz z innego, całkiem obcego dla nas świata, a moja mama uwielbia poznawać. Będzie chciała wiedzieć o tobie wszystko. Zobaczyć twoje życie twoimi oczami.
       - Czekaj, czekaj… - przerywam. – Moimi oczami?
       - Jest potężną Wszechwidzącą. Jeżeli jej na to pozwolisz, będzie mogła się z tobą połączyć i zobaczyć to, co kryje się w twojej pamięci.
        Stop. To zbyt wiele. Czy wszyscy w tym świecie są w jakimś stopniu świrami i czerpią radość z uprzykrzania życia innym lub grzebania w ich głowach? Nie wierzę, że KTOKOLWIEK pozwoli na to, żeby jakaś obca baba podróżowała po jego wspomnieniach. Ja na pewno się na to nie zgodzę. Po moim trupie. Moje życie jest wystarczająco żałosne i przepełnione mnóstwem żenujących momentów. Nie odczuwam potrzeby dzielenia się nimi z innymi.
       - Nie sądzę, żeby był to najlepszy pomysł – mruczę, mierzwiąc nogami wodę.
       - Zadecydujesz, kiedy poznasz moją mamę – odpowiada beztrosko Alharia.
       - A ty? Też potrafisz wejść ludziom do głowy?
       - Udało mi się raz – ton dziewczyny nagle chłodnieje. – I przyrzekłam sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię. Straciłam przez to kogoś bardzo bliskiego.
        - Siraaja? – rzucam, zanim zdążę się zastanowić.
        Brawo, Elle. Jesteś mistrzynią subtelności i wyczucia.
        - Skąd wiesz, że ja i on…? – Zielonowłosa przygląda mi się podejrzliwie.
       - Widzę w jaki sposób Siraaj na ciebie patrzy – wyjaśniam, wzruszając ramionami. – Od razu widać, że łączyło was coś więcej niż zwykła znajomość.
       - Masz rację. Łączyło nas coś więcej – potwierdza Alharia, wpatrując się w niebo przepełnionym tęsknotą wzrokiem. – Ale to było dawno temu. – Uśmiecha się smutno.
       Przez chwilę przyglądam się jej w milczeniu. To w jaki sposób mówi o Siraaju jest niesamowite. Ta przepiękna dziewczyna oddała mu swoje serce. I, niezależnie od tego co mówi zastępca Valkyona, jej uczucie nigdy nie zniknęło.
       - Kochasz go, prawda? – pytam, choć doskonale znam odpowiedź na to pytanie.
       - Jak nikogo przed nim i nikogo po nim – potwierdza, wzdychając cicho.
       - Więc dlaczego porzuciłaś go przed samym ślubem? Siraaj mi o tym powiedział – dodaję, widząc zaskoczenie na jej twarzy.
       - Opowiedział ci o wszystkim?
       - Że trafiłaś na lepszą partię i poszedł w odstawkę – mówię niepewnie, czując, że cała ta historia prawdopodobnie jest bardziej zagmatwana niż sądziłam.
       Dziewczyna krzywi się nieznacznie i kręci głową ze zrezygnowaniem. Atmosfera pomiędzy nami nagle robi się cięższa.
       - Nie powinno być tak, że wie się wszystko o drugiej osobie, Estelle. Każdy ma jakieś sekrety. Bardziej lub mniej mroczne. Tajemnice, które chce ukryć przed resztą świata, tak, by nigdy nie ujrzały światła dziennego. Jeżeli poznasz innego człowieka na wylot, będziesz wiedziała kim był zanim go poznałaś i prawdopodobnie kim stanie się w przyszłości… - wzdycha. – Wtedy nie szuka się innych możliwych ścieżek. Zapomina się o tym, że przyszłość jest względna i w każdej chwili może się zmienić.
       - Poznałaś przyszłość Siraaja i dlatego go porzuciłaś?
       Mój rozum nie potrafi pojąć słów dziewczyny. Wizja tego, co być może się wydarzy, sprawiła, że porzuciła takiego wspaniałego chłopaka? Co mogło być tak strasznego, żeby przekreślić miłość?
      - To nie jego przyszłość sprawiła, że musiał stąd odejść – stwierdza zielonowłosa twardo.
      Jeżeli nie chodzi o jego przyszłość…
       Marszczę brwi. Raz udało jej się wejść do głowy drugiej osoby. Do głowy Siraaja. I od tamtego czasu już nigdy więcej tego nie zrobiła.
     To nie przyszłość ją przeraziła, ale przeszłość.
     Czuję, że coś ściska mnie w żołądku.
       - Nie powinnam w ogóle z tobą o tym rozmawiać, Estelle, ale to co widzę pomiędzy tobą a nim, bardzo przypomina naszą dawną relację… - wyjaśnia z bólem. – Bije od ciebie aura dobra, dlatego potraktuj tę rozmowę jako przyjacielskie ostrzeżenie. Nie zasługujesz na taki zawód, jaki spotkał mnie.
       - Ja… - Nie mam pojęcia co powiedzieć. Głos więźnie mi w gardle.   
       - Uważaj na niego, Estelle – Alharia patrzy prosto w moje oczy. – Siraaj… Takie istoty jak on nie potrafią naprawdę, szczerze kochać i, koniec końców, zawsze zostają same wśród zgliszczy.
        - Ale…
        - Niezależnie od tego, jak bardzo będzie kochany przez innych i tak każdego w końcu skrzywdzi. Nie daj się mu zwieść, Estelle. Nie popełniaj moich błędów, bo będziesz naprawdę cierpieć. 
       Milknę.
       Siraaj mówił, że mieszkańcy Gwalijaru muszą wiedzieć, że jesteśmy zgrani. Dałam mu słowo, że może na mnie liczyć. Powiedziałam, że mu ufam… Jednak każda minuta spędzona w tym świecie coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że nie warto ufać nikomu.
       Nawet samej sobie.
       - Możesz być spokojna, Alhario. – Uśmiecham się promiennie, starając się ukryć prawdziwe uczucia. – Ufam Siraajowi. Może zmienił się od czasu, kiedy widziałaś go po raz ostatni? – rzucam beztrosko, chcąc uwierzyć we własne słowa.
       I prawie w nie wierzę.

Ostatnio zmieniony przez Amrena (30-11-2017 o 22h33)

Offline

#55 30-11-2017 o 23h06

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


NO CO MOJE ZIELONE OCZY WIDZĄ! <3 Cudownie, w sam raz na taki wieczorek :3 I nie, nie chcę założyć jego fanclubu, bo, jak wielokrotnie podkreślałam, nie ufam typowi. XD Ale bardzo go lubię, nie da się ukryć xd I to prawda, że teraz zupełnie nie zwracam uwagi na narrację — za dobrze mi się czyta, by się tego czepiać. Kto wie, może przy innych książkach jest podobnie ^^
Wow. Ładny tytuł.
Chrome na kacu? Hahahaha, o matko, to musiało wyglądać naprawdę pięknie XD
Ooooooch! No naprawdę się zgodziła?! Ja bym go za fraki wzięła, no bo bez przesady! Jak już raz smarkacz się przekonał, że Elle ma miękkie serce, to nie przestanie tego wykorzystywać! Meh :v
No właśnie. Nie ma co ściemniać, skoro każdy słyszał o jego hulankach. I założę się, że także Siraaj się dowie i wszystkim się oberwie XD No, Elle pewnie troszkę mniej, bo ją lubi :v
Mhm. Alharia wydaje się na razie całkiem spoko. Zobaczymy, zobaczymy… Niemniej całkowicie słusznie, że bohaterka nie do końca jej ufa i woli zachować rezerwę. Mądrze!
Hm. To, że w tej łaźni czy czymś nikt jej nie będzie przeszkadzał wcale mnie nie pociesza. Elle pewnie też nie :v
WOWOWOWW też bym nie chciała, by ktoś patrzył „moimi oczyma”. No bez przesady…
ESTELLE — MISTRZYNI TAKTU XDDDDDDDDD
Niemniej kurde, to smutne, że w sumie oboje się kochają, a i tak nic z tego. :<
HOHOHOHOHOHO BABKA POTWIERDZA TO, CO SĄDZĘ OD SAMEGO POCZĄTKU! Pytania? <3 A kwiaty proszę później, jak już oklaski umilkną.
I ty się dziwisz, że ja lubię Siraaja? Skoro z każdym odcinkiem jest coraz bardziej intrygujący? A mnie tajemnica niesamowicie pociąga. Więc… zwłaszcza po tym, co naopowiadała Alharia… jestem kupiona. Ale i tak mu nie ufam i jestem pewna, że będzie istotny w tej historii. Poza tym wieeelki plus dla całego opka za to, że historia kręci się wokół innego kolesia niż szefowie straży. To świetne urozmaicenie!
Ach, uwielbiam to opowiadanie, ale to już wiesz. Niecierpliwie więc czekam na kolejną część i pozdrawiam! <3

Offline

#56 01-12-2017 o 00h01

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

Wee, Siraaj ma ponurą przeszłość, znaczy może będą kubły krwi (jak u mnie, jeżeli zrealizuje to, co planuje ;])xD A tak serio to czuć od niego było, że coś z nim nie tak, tak jak wspominałyśmy z ciocią Mecią.
Mam nadzieję, że Estelka rozliczy się za to wszystko z Chrome'em, bo że tak gówniarz chla dzień w dzień odkąd szefuńcio wyjechał to woła o pomstę do nieba. e w ogóle pije. ile to-to ma lat? 14? 13? Pasem przez dupsku mu ;]No chyba, że to taka sciema, zeby pod nieobecność dziewczynek powęszyć, a szczyl jest mistrzem kombinowatorstwa.
         Ogólnie odcinek ciekawy. Podsyca atmosferę nieufności i nienaturalności. Nawet wyznania naszej księżniczki wydają się takie trochę nie na miejscu, a zatem budzące wątpliwości, jeżeli chodzi o ich szczerość. Za to perspektywa nadejścia królowej... No cóż wydaje się niemal przerażająca.
        Jedak nie byłabym sobą, gdybym nie pomarudziła. Bohaterka w ogóle zdaje sie nie myśleć o powrocie do domu, a toretycznie powinna. Normalnie to tak nie uderza, ale tu, przy ploteczkach o miłostkach i zaufaniu czuć. Inna rzecz, że słowa księżniczki bardziej uderzają w kwestie zaufania miłosnego (a przynajmniej tak brzmią), nie ogólnego, więc nie wiem skąd wątpienie Estelki w Sirraja jako dowódcy - to w końcu dwie różne rzeczy. Ktoś może być wartym zaufania przywódcą, bohaterem etc, a niszczyć wszystkie prywatne relacje i związki zostając "samem wśród gruzów". Bohater dla świata, ciągnący na dno rzeki kamień u szyi dla bliskich.

Offline

#57 03-12-2017 o 14h28

Straż Absyntu
Amrena
Rekrut
Amrena
...
Wiadomości: 63

@Meth: Mam nadzieję, że Twoja siraajowa miłość nigdy nie minie /static/img/forum/smilies/wink.png Mimo tego, że w tym rozdziale go nie ma, to mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu /static/img/forum/smilies/wink.png

@Le0kadia: Ja wychodzę z założenia, że jak są problemy, ale zajmiesz się czymś innym, to o nich zapominasz chociaż na chwilę. Ja przynajmniej tak mam /static/img/forum/smilies/smile.png A że moja bohaterka częściowo działa tak jak mój mózg, to też ma momenty, kiedy nie myśli tylko o powrocie do domu. To byłoby bez sensu, skoro na razie i tak nie wiedzą jak to zrobić /static/img/forum/smilies/smile.png
Co do przeszłości Siraaja i wątpieniu w niego... Elle wątpi sama w siebie a co dopiero w innych, więc nie dziwię się jej, że słowa Alharii nieco zaburzyły jej idealny obraz Siraaja (którego przeszłość na razie pozostaje pod znakiem zapytania /static/img/forum/smilies/smile.png ). Koleś każe jej sobie ufać, a nie mówi o sobie wszystkiego. Trochę to nie halo /static/img/forum/smilies/smile.png


Oddaję kolejny rozdział. Tym razem nieco mniej nudny - a przynajmniej taką mam nadzieję /static/img/forum/smilies/smile.png



17. Wróg

       Rzucam na stół ostatnią kartę i patrzę triumfalnie na Chroma. Po raz kolejny z nim wygrałam, mimo tego, że dopiero co nauczyłam się zasad Onuku, gry nieco przypominającej ziemskiego pokera.
      - Oszukujesz. – Nastolatek robi naburmuszoną minę i krzyżuje ręce na piersi. – To niemożliwe, żebyś po raz kolejny wygrała.
       - Pogódź się z tym, że po prostu jestem do ciebie lepsza. – Wyszczerzam zęby w uśmiechu. – Trzeba było nie wyjaśniać mi zasad.
       - Gdybym wiedział, że tak szybko nauczysz się kantować…
       - Chrome, ja nie kantuję – parskam, wywracając wymownie oczami.
       - Ta. Jasne – burczy.
       - Zanim ci przywalę za to twoje marudzenie, powiedz mi lepiej czy masz jakieś wieści od Siraaja.
       Patrzę wyczekująco na wilkołaka. Wiem, że zdaje raporty naszemu dowódcy i otrzymuje od niego wiadomości, jednak nie mam pojęcia na jakim etapie znajdują się nasze rokowania. Ostatnie informacje jakie otrzymaliśmy dotyczyły ustaleń z Bayan’g Lan i kompromisów, które udało się wypracować z Weyardem. Gwalijarianie jednak niechętnie podchodzą do jakichkolwiek ustępstw i rozmowy z Rizzolim do tej pory kończyły się fiaskiem.
        - Przesłał mi ostateczną propozycję Weyarda i prosił, żeby porozmawiać z Rizzolim jak najszybciej na ten temat. Podobno atmosfera robi się dosyć napięta i nie wiadomo jak długo będziemy w stanie trzymać ich wszystkich w ryzach. – Chrome staje się wyjątkowo poważny. – Jeżeli nie uda nam się wypracować porozumienia, mamy się stąd zwijać, bo może zacząć robić się niebezpiecznie.
        - Chrome, nie dziwi cię to wszystko? – pytam. – Od kiedy jesteśmy w Gwalijarze, nic się nie wydarzyło. Nikt nikomu nie grozi, a nawet sam Rizzoli jakoś wyjątkowo nie wspomina o złożach Ilyium… - Marszczę brwi.
        - Zastanawiałem się już nad tym. Zresztą Siraaj też… Prawdopodobnie to nasza obecność hamuje obie strony przed zrobieniem kolejnego kroku, a kiedy tylko stąd wyjedziemy, rozpęta się krwawa jatka – wyjaśnia wilkołak, tasując karty i zgrabnie przerzucając je między palcami.
       Oboje zamieramy w bezruchu, kiedy dobiegają do nas głośne okrzyki. Takie poruszenie nie jest czymś normalnym w cichym i spokojnym Gwalijarze. Równocześnie zrywamy się z miejsc i dopadamy do okna, poszukując źródła zamieszania. Nie musimy rozglądać się długo.
       - Chrome, spójrz…
       Po kamiennym bruku, powoli przesuwa się kolumna żołnierzy, za którą, na przypominających konie stworzeniach, podążają dwie dumne postacie. Pierwszą z nich jest młody, dobrze zbudowany blondwłosy chłopak. Musi być wojownikiem, ponieważ ma na sobie lśniącą w słońcu, srebrną zbroję. Tuż obok niego, po lewej stronie znajduje się kobieta o jasnych włosach w kolorze piasku, ubrana w długą, zwiewną złotą suknię. Niestety jest zbyt daleko, żebym była w stanie dostrzec jej twarz lub więcej detali, jednak czuję, że wiem kim ona jest.
      Władczyni Gwalijariu i jej syn.
      Matka Alharii leniwie podnosi do góry wzrok i zatrzymuje go na oknie, przy którym stoimy. Choć wydaje się niemożliwym, żeby dostrzegła cokolwiek z takiej odległości, wiem, że patrzy prosto na nas. Potwierdza moje przypuszczenia, kiedy podnosi do góry dłoń i, lekkim skinieniem, przesyła nam pozdrowienia. Czuję jak moje serce zaczyna bić szybciej, a żołądek ściska się z niepokoju. Obawiam się, że obecność tej kobiety nie wróży niczego dobrego i może utrudnić nam powrót do Kwatery Głównej.
       - Chyba nasze spotkanie z Rizzolim odbędzie się w nieco większym gronie – zauważam.
       - Na to wygląda – potwierdza Chrome ponuro. – Siraaj prosił, żebym się dzisiaj trochę rozejrzał. Chciałem to zrobić w trakcie kolacji. Dasz radę ich zająć? – Spogląda na mnie pytająco.
       - Nie jestem najciekawszą osobą na świecie, wiesz? – parskam ironicznie.
       - W Eldaryii jesteś mniej przeciętna niż wilkołak – odpowiada, wyszczerzając zęby w uśmiechu.
        Niechętnie, ale muszę przyznać mu rację. Tutaj to ja jestem wyjątkowym, rzadko spotykanym gatunkiem, który swoją obecnością wzbudza niemałe zainteresowanie. Ciągle też pamiętam o rozmowie z Alharią o tym, że jej matka będzie chciała mnie poznać i dowiedzieć się jak najwięcej o moim świecie. Może to jest właśnie ten moment, kiedy powinnam to wykorzystać?
        - Zgoda. – Kiwam głową. – Tylko nie wpakuj się w jakieś kłopoty. Nie ma tu Siraaja, żeby uratował nam nasze dupska.
        - Ja i kłopoty? – Chrome wyszczerza zęby w uśmiechu. – Nie ma takiej opcji!

                                                             

  ***


       To chyba pierwszy z dni, kiedy wrota gwalijarskiego pałacu są otwarte i zapraszają do środka wszystkich mieszkańców. Powrót królowej musi oznaczać dla nich naprawdę wiele, ponieważ na ulicach słychać muzykę, mieszkańcy są bardziej radośni i dzięki temu nie spoglądają na nas z aż tak dużą podejrzliwością.
       Obok mnie przebiega kilkuletni chłopiec, energicznie wymachując kolorowym proporczykiem. 
       - To jakieś dzikie święto – mruczę pod nosem, kręcąc głową.
       Nie rozumiem tego poruszenia, choć nieco przypomina ono głośne parady, które były organizowane w moim świecie z okazji najważniejszych świąt. W tych dniach ludzie zawsze gromadzili się wzdłuż najważniejszych ulic, którymi miały przejechać barwne platformy, aby móc podziwiać oryginalne dzieła innych ludzi.
       Na ostatniej paradzie byłam z mamą i Felixem. Zachwycałam się kilkumetrowym, puchatym, różowym flamingiem, wydającym skrzekliwe odgłosy, którego zbudowali uczniowie miejscowego liceum. Kiedy następnego dnia spotkałam się z przyjacielem, dostałam od niego miękką maskotkę, do złudzenia przypominającą ptaka z platformy.
       Uśmiecham się smutno. Chciałabym, żeby te czasy wróciły.
       - Dobrze, że jest takie zamieszanie. Nikt nie zauważy jak będę węszył – z zamyślenia wyrywa mnie szept Chroma.
       - Masz na siebie uważać – mruczę, gdy przechodzimy przez długi korytarz siedziby Rizzoliego prowadzący do głównej sali. – I nie narób nam kłopotów.
       - Tak jest. – Nastolatek puszcza do mnie oko i skręca do jednego z bocznych korytarzy.
       Martwię się o Chroma. Mimo tego, że nie znam go zbyt długo, zdążyłam przywyknąć do jego towarzystwa i nauczyłam się ignorować to, że czasem bywa naprawdę irytujący. Traktuję go jak młodszego brata, którego nigdy nie miałam i czuję obowiązek opieki nad niesfornym wilkołakiem, choć w Eldaryi to on radzi sobie lepiej niż ja.
       Stoję przez chwilę, wpatrując się w schody, na których przed chwilą zniknął chłopak. Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie.
       - Estelle, dobrze cię widzieć! – Melodyjny głos Alharii, rozlega się tuż za moimi plecami. – Proszę cię, wchodź! Mama wprost nie może się doczekać, żeby cię poznać!
       - Nie wątpię – mruczę z przekąsem, kiedy dziewczyna chwyta mnie pod ramię i ciągnie w stronę głównej sali.
       - A gdzie twój przyjaciel? Jego też chciałaby poznać…
       Mój mózg nagle się ożywia, gorączkowo usiłując znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie nieobecności nastolatka. Zignorowanie przyjęcia u królowej nie jest czymś, co łatwo jest wyjaśnić, chyba że…
       Chyba, że już wcześniej ignorowało się rodzinę rządzących.
       Chrome, nie wiem czy taki był twój plan, ale jeżeli imprezowałeś tu tylko dlatego, żeby teraz nie wzbudzać niczyich podejrzeń swoją nieobecnością, to naprawdę cię podziwiam, ty przebiegły futrzaku.
       - Wiesz jaki on jest. – Krzywię się na pokaz. – Od kiedy Siraaj stąd wyjechał, stale imprezuje. Nie potrafię and nim zapanować. Mam nadzieję, że twoja matka nie poczuje się tym urażona… - dodaję zmartwionym głosem.
       - Sądzę, że twoja nieobecność zabolałaby ją bardziej. – Alharia uśmiecha się przyjaźnie, przeprowadzając mnie przez zgromadzony w komnacie tłum.
       Nie wiem, jak to się dzieje, ale nagle stoję tuż przed dwoma, ozdobnymi krzesłami. Jedno z nich jest zajęte przez Rizzoliego, który najwyraźniej nie przepada za przyjęciami i ze znudzoną miną wodzi lekceważącym wzrokiem po zebranych mieszkańcach. Na drugim tronie, zasiada jego żona. Wiem po kim Alharia odziedziczyła urodę. Władczyni Gwalijaru jest naprawdę piękna. Ma chłodną, pociągłą twarz, o widocznych, królewskich rysach. Blond włosy opadają łagodnie na jej ramiona, kiedy obraca głowę i przygląda mi się badawczo oczami o kolorze płynnego złota.
        - Mamo, to właśnie jest…
        - Estelle – kobieta wpada córce w słowo, zrywając się z miejsca. – Ziemianka ze Straży Eel. – Okrąża mnie, mierząc wzrokiem od stóp po czubek głowy. – Doskonale wiem, kim jest tak dziewczyna.
       Czuję się jak eksponat w muzeum, oglądany przez wyjątkowo upierdliwego znawcę sztuki.
       - Bardzo miło mi panią poznać – wyduszam, nie bardzo wiedząc jak powinnam zwracać się do tak ważnej osoby.
       - Drogie dziecko, jesteś nadzwyczaj interesująca.
       Władczyni całkowicie ignoruje to co powiedziałam i nadal lustruje mnie spojrzeniem. Po chwili pochyla się przy mojej szyi i mocno wciąga powietrze nosem.
       - Nadzwyczaj – powtarza.
       Zastanawiam się czy jest możliwe, żebym niezbyt ładnie pachniała, jednak przed samym wyjściem brałam prysznic, więc to na pewno nie jest kwestia higieny. Może obwąchiwanie nowo poznanych ludzi to jakiś miejscowy zwyczaj?
       - Czy mogłabym cię poprosić o rozmowę na osobności, moja droga? – Królowa chwyta w palce kosmyk moich włosów.
        Naprawdę, poziom jej zainteresowania moim smutnym jestestwem jest podejrzanie wysoki. Strasznie żałuję, że nie jest jakimś podrzędnym mieszkańcem wioski i nie mogę przyłoić jej prosto w twarz.
       Zamiast tego uśmiecham się lekko i kiwam głową.
        - Jak pani sobie życzy.
        A jak będziesz chciała to zatańczę przed tobą nago lambadę, bo usiłuję nie spieprzyć tej misji.
       Niechętnie podążam za kobietą do niedużej komnaty. Gdy tylko do niej wchodzimy, drzwi zatrzaskują się z hukiem.
        - To nie były kłamstwa, że w Eldaryi pojawiła się ziemianka – zaczyna beztrosko władczyni. – Sądziłam, że to po raz kolejny wyssane z palca bzdury. Mam do ciebie tak wiele pytań, moje drogie dziecko. – Siada na ogromnym fotelu, stojącym tuż obok kamiennego kominka i gestem wskazuje na ostatni mebel znajdujący się w tym bezokiennym pomieszczeniu – miękką pufę podtrzymywaną przez zdobione nóżki. – Mam nadzieję, że będziesz mogła mi na nie odpowiedzieć – kontynuuje, kiedy zajmuję miejsce.
        - Zależy o co chce mnie pani zapytać – odpowiadam ostrożnie.
        Niezdrowa fascynacja tej kobiety moją osobą, zaczyna być naprawdę przerażająca. Jej złote oczy świdrują mnie na wylot, tak jakby próbowała odgadnąć co kryje się w mojej głowie.
        - Niektórzy z mieszkańców Eldaryi, którzy odwiedzili twój świat, opowiadają o nim niesamowite historie – zaczyna podnieconym tonem. – Czy to prawda, że macie na Ziemi machiny, które same się poruszają i którymi podróżujecie?
        - Czy chodzi pani o samochody? – pytam, starając się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem. – Jeżeli tak, to prawda. Mamy takie maszyny. 
        - Jak one działają? To jakiś rodzaj magii? – Kobieta pochyla się w moją stronę.
        - Nie, to nie magia. – Kręcę głową. – Samochody poruszają się dzięki silnikom, ale nie jestem w stanie wyjaśnić dokładnie sposobu w jaki działają. To technologia, wynalazki stworzone przez naszych naukowców. Na Ziemi magia nie istnieje – wyjaśniam.
        - Nie istnieje czy po prostu nie zwracacie na nią uwagi? – Uśmiecha się łagodnie.
        - Raczej byłoby o niej dość głośno… - mruczę.
        - Mam całe mnóstwo pytań o twój świat, dziecko. Jeżeli mi na to pozwolisz, chciałabym zobaczyć go twoimi oczami. Moja córka z pewnością ci o tym wspominała. Zdaję sobie sprawę z tego, że możesz nie chcieć wpuszczać mnie do wszystkich wspomnień, dlatego obiecuję ci, że nie przekroczę granic, które mi wyznaczysz. Pokażesz mi tylko to, co będziesz chciała pokazać. Wasze życie, te niesamowite machiny, jak wygląda świat. Nie muszę poznawać twoich osobistych wspomnień.
         Milczę. Władczyni Gwalijaru naprawdę zależy na poznaniu miejsca, z którego pochodzę. Widać to w jej oczach, w tej chorobliwej fascynacji, która się w nich odbija. Jeżeli jest to coś, co znaczy dla niej tak wiele… Może kilka obrazów z moich wspomnień pozwoli nam na szybsze wypracowanie sojuszu?
         - Jeżeli przysięgnie pani, że nie przekroczy wyznaczonych granic – zaznaczam twardo.
         - Masz moje słowo. – Patrzy na mnie poważnie. – A wiedz, że my, w Gwalijarze, zawsze dotrzymujemy danego słowa. A teraz, moja droga, chwyć proszę moją dłoń.
        Królowa wyciąga przed siebie rękę. Waham się przez chwilę. Wciąż targają mną wątpliwości czy aby na pewno podejmuję słuszną decyzję. Nie chcę jednak zawieść Siraaja i choć wiem, że nie nalegałby on na to bym zgadzała się na propozycję królowej, to zdaję sobie sprawę z tego, że może nam to bardzo pomóc.
       Powoli ruszam ramieniem i kieruję moje palce w stronę dłoni władczyni Gwalijaru. 
       Nasze opuszki dzieli od dotyku zaledwie kilka milimetrów, kiedy rozlega się przeraźliwy krzyk. Obie zamieramy. Wlepiam przerażone spojrzenie w zaniepokojone oczy kobiety. Dzieje się coś bardzo złego, czuję to.
       Drzwi prowadzące do pokoju otwierają się z hukiem i wpada przez nie młody chłopak.
       - Zaatakowano nas! – wydusza, starając się złapać oddech. – Podpalili kilka budynków i są w pałacu.
        Zanim zdążę zareagować, królowa zrywa się z miejsca i wybiega razem z młodzieńcem z pomieszczenia, nie zważając na długą suknię plączącą się pod jej nogami. Chwilę zajmuje mi otrząśnięcie się z tego, co właśnie usłyszałam, jednak po kilku sekundach ja również wychodzę.
        Główną salę, w której odbywało się przyjęcie, wypełniają krzyki przepełnione strachem. Spanikowany tłum ciśnie się w progu drzwi wyjściowych. Ludzie tratują się w walce o to, kto pierwszy opuści pałac i dopiero po chwili uświadamiam sobie dlaczego. Na środku pomieszczenia stoi zamaskowana, ciemna postać wymachująca mieczem, przecinającym ze świtem powietrze i uśmiercającym przypadkowe istoty. Wycofuję się lekko i rzucam się w przeciwnym kierunku, do niewielkiego przejścia, którym ostatnio wchodzili kucharze. Ta droga z pewnością prowadzi do kuchni, co potwierdza smakowity zapach unoszący się w ciasnym korytarzu. Biegnę jak najszybciej mogę, pozostawiając za sobą przeraźliwe krzyki i starając się nieco uspokoić narastającą we mnie panikę.
       W końcu, zadyszana, docieram do niewielkiego pomieszczenia. Po prawej stronie znajdują się schody, które prawdopodobnie prowadzą na wyższe kondygnacje pałacu, a po lewej - wejście do kuchni. Natomiast przede mną dostrzegam uchylone drzwi, przez które wpada świeże, chłodne, nocne powietrze. Robię kilka kroków w stronę wyjścia i nagle zamieram. Z ciemności wyłania się mroczna, zamaskowana istota. Zanim udaje mi się wydobyć z siebie choćby najmniejszy dźwięk, nieznajomy wymierza cios prosto w mój brzuch. Zginam się w pół, kiedy czuję kolejne mocne uderzenie i ląduję na kamiennej posadzce, w towarzystwie przeraźliwego bólu.
       Umrę. Tym razem to jest pewne. Zaszlachtuje mnie jakiś zamaskowany świr, który pojawił się nie wiadomo skąd. Patrzę jak nieznajomy chwyta w dłoń miecz i unosi go do góry. W tej samej chwili rozlega się głośny krzyk, dobiegający z piętra.
       To musi być Alharia. A razem z nią prawdopodobnie zgraja uzbrojonych strażników, którzy są w tej chwili moją ostatnią deską ratunku.
       Wykorzystuję chwilę nieuwagi przeciwnika i rzucam się w stronę schodów, prowadzących na wyższą kondygnację budynku. Stawiam stopy na kolejnych stopniach, kiedy niespodziewanie czuję jakby ktoś wylał mi na głowę garnek wrzątku. Ktoś ciągnie mnie za włosy. Z mojego gardła wyrywa się pisk bólu i przerażenia, kiedy tracę równowagę. Przechylam się w tył. Świat rozmazuje się i wiruje, kiedy turlam się po schodach. Nagle wszystko się zatrzymuje, a ja boleśnie kończę moją podróż na ścianie znajdującej się półpiętrze, uderzając głową o drewnianą listwę. Mrugam szybko, starając się pozbyć mroczków przed oczami i usiłuję się podnieść, jednak wciąż nie odzyskałam pełni świadomości. Przed moją twarzą dostrzegam cień, a chwilę później pojawiają się tam ciężkie, czarne buty.
      To mój koniec. Nie ma szans, żebym to przeżyła.
      Ktoś kopie mnie w żebra, tak mocno, że staczam się z pozostałych schodów i z głośnym hukiem ląduję na chłodnej, kamiennej posadzce. Głośny trzask kości poprzedza nadejście salwy ogromnego bólu. Z moich oczu wypływają łzy.
      Nie chciałam się poddawać. Chciałam być odważna. Chciałam się wykazać.
      Chciałam tylko wrócić do domu...
      Zamiast tego leżę zapłakana na podłodze gwalijarskiego pałacu.
      I właśnie usiłuję nie umrzeć.

Offline

#58 03-12-2017 o 17h52

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

"Ostatnie informacje jakie otrzymaliśmy dotyczyły ustaleń z Bayan’g Lan i kompromisów, które udało się wypracować z Weyardem" trochę się przecinków nazjadało? /static/img/forum/smilies/wink.png

Nie chodzi o to, żeby na każdym kroku podkreślać tęsknotę bohaterki za domem , ale po prostu w tamtym momencie to kuło w oczy. Księżniczka tak się rozgadała o Sirraju, tak go odradzała, jakby bohaterka już planowała z nim małżeństwo, mały domek, pełen kwiatów ogródek, piątkę dzieci, ciralaka, blackdoga, musarose i lowingisa. Mnie na jej miejscu cofnęłoby do tyłu i zaczęłaby wołać "hola, hola, ale ja tu tylko przejazdem".

Dobra, a teraz do bieżącego odcinka.

Królowa, tak jak się spodziewałam ciarkoidalna i antypatyczna, chociaż uwielbiana do zesrania przez wszystkich wokoło i ślicznawa.... A przynajmniej patrzy na bohaterkę jak obżartuch na diecie na tabliczkę czekolady, ewentualnie pączka. Swoją drogą podziwiam beztroskę poddanych i władz - robić sobie imprezę w trakcie konfliktu, co automatycznie obniża czujność i naraża na atak. no ale głupich nie sieją.
Pytanie tylko kto za atakiem stoi? Podstęp "zaatakowanych", druga strona czy może ktoś trzeci, kto uznał, że opłaci mu się, jeżeli obie strony wymordują się nawzajem. Kto wie, może u siebie Sirraj też ma bitwe? Może oba narody zaatakowały jednocześnie?
Dobry moment, żeby Ashkore pojawił się niczym rycerz na czarnym koniu (biały gryzłby się ze zbroją)i zacząl ratować.
Swoją drogą, co z Chrome'em? Hm...

Offline

#59 03-12-2017 o 18h06

Straż Absyntu
Lilith_
Piechur Straży
Lilith_
...
Wiadomości: 1 868

   - Oszukujesz. – Nastolatek robi naburmuszoną minę i krzyżuje ręce na piersi. – To niemożliwe, żebyś po raz kolejny wygrała.
       - Pogódź się z tym, że po prostu jestem do ciebie lepsza. – Wyszczerzam zęby w uśmiechu. – Trzeba było nie wyjaśniać mi zasad.
       - Gdybym wiedział, że tak szybko nauczysz się kantować… 


Co-za-cudo. ♥ ♥ XD
Generalnie bez bicia przyznaję, że miałam niezłe tyły w postępie historii z przyczyn ode mnie niezależnych. Wzięłam się wieczorem za nadrabianie, tak czytam i czytam - a tu nagle słońce nastaje. XD Za dużo się działo, nie mogłam iść spać w żadnym momencie. Musiałam wiedzieć, co będzie dalej i już. XD

Nie chciałam się poddawać. Chciałam być odważna. Chciałam się wykazać.
      Chciałam tylko wrócić do domu...
      Zamiast tego leżę zapłakana na podłodze gwalijarskiego pałacu.
      I właśnie usiłuję nie umrzeć.


... :c No jak mogłaś zakończyć w takiej chwili, biedna dziewczyna, nabawi się blizn i siniaków, ałć. Aż to poczułam. Chociaż zęby jej zostaw skoro już po żebrach, implanty są drogie. Coś przeczuwam, że jakiś plot twist się szykuje w tej chwili. Czekam. ♥

Ostatnio zmieniony przez Lilith_ (03-12-2017 o 19h33)


클릭해 난 cat 다 mouse
https://78.media.tumblr.com/8b9b2661b01f8fe3669190922e191450/tumblr_mkut0epQuU1rbbkkyo2_500.gif

Offline

#60 03-12-2017 o 21h03

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Bardzo chętnie będę przyjmować od ciebie odcinki w takim tempie <3 Zazdroszczę, też bym tak chciała ;-; No ale trudno, mniejsza o mnie. Lecę czytać <3
Wow, to już siedemnaście rozdziałów? Szybko leci.
Nienawidzę Chrome’a. Pobiłabym się z nim, jak kota kocham XD
Tylko nie czaję, czemu w drugiej części opowiadania interlinia znacznie się zwęża. Może to przez te cholerne gwiazdki? Nie wiem, ale dziwnie to wygląda, no nie? I o wiele łatwiej się czyta, kiedy ta interlinia nie jest tak ściśnięta.
Ale faktycznie, tak poważny konflikt, a oni balują w najlepsze? Niezła beztroska /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Śmieszny błąd popełniłaś /static/img/forum/smilies/big_smile.png „jest wyjaśnić, chyba że…
       Chyba, że już wcześniej ignorowało się rodzinę rządzących.” — najpierw napisałaś „chyba że” poprawnie, czyli bez przecinka [bo to jest traktowane jako jedno wyrażenie, więc się go nie oddziela], a następnie zaczynasz zdanie od błędnego zapisu /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Niemniej kombinowanie na temat „planu” Chrome’a genialne XDDD
Oho. Rozmowa na osobności. Ciekawie się robi.
Końcówka mocna, cholernie mocna! Co tam się wydarzyło? /static/img/forum/smilies/yikes.png Czyżby Nieznajomy…? Och, oby nie. Nie lubię typa, poza tym pojawia się w każdym opowiadaniu, co mnie odpycha. Niech to będzie po ludzku druga strona konfliktu. /static/img/forum/smilies/big_smile.png I ciekawam, kto ją uratuje. Bo ktoś na pewno! …


…może Siraaj? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
No nic, tyle ode mnie. Czekam na kolejną część, która, mam nadzieję, nadejdzie tak samo szybko, i pozdrawiam! ^^

Offline

#61 11-12-2017 o 18h51

Straż Absyntu
Amrena
Rekrut
Amrena
...
Wiadomości: 63

@Le0kadia - mam nadzieję, że ten rozdział chociaż w części odpowie na Twoje pytania /static/img/forum/smilies/smile.png Postaram się bardziej pilnować przecinków, choć przyznaję, że to nie jest moja najmocniejsza strona.

@Lilith_ - cieszę się, że wróciłaś i jesteś na bieżąco z historią /static/img/forum/smilies/smile.png Mam nadzieję, że jej dalszy ciąg Cię nie zawiedzie i że warto było zarwać nockę /static/img/forum/smilies/smile.png

@Meth: Nad interlinią nie panuję... /static/img/forum/smilies/sad.png Wyśrodkowanie tekstu robi taką krzywdę interliniom i jeszcze nie wiem jak to naprawić.
W opowiadaniu już pojawił się Nieznajomy, a przynajmniej mój opowiadaniowy odpowiednik tegoż stworzenia. Co będzie dalej - ciężko mi powiedzieć /static/img/forum/smilies/wink.png Jakiś zarys mam, ale nie będę zdradzać dalszych części /static/img/forum/smilies/smile.png


18. Noc zguby

       Słyszę za sobą jakieś hałasy. To zapewne mój oprawca schodzi po schodach, żeby dokończyć swoje dzieło. Wkładam wszystkie siły, które mi pozostały w to, żeby się nie poddać. Podnoszę się do pozycji klęczącej i na kolach docieram do drzwi wyjściowych. Chwytam za klamkę, podnoszę się na równe nogi i, usiłując zignorować palący, przeszywający całe ciało ból, wytaczam się na orzeźwiające, nocne powietrze.
      - Pomocy… - chrypię, opadając na kolana po przejściu kilku kroków. – Pomocy!
      Za mną rozbrzmiewają ciężkie kroki i ktoś ponownie mocno chwyta mnie za włosy, zmuszając do tego, żebym podniosła się do pozycji stojącej.
      Czuję dużą dłoń zaciskającą się na moim gardle i unoszącą mnie nad ziemię. Brakuje mi powietrza. Rozpaczliwie wierzgam nogami, jednak dopiero po chwili zdaję sobie sprawę z tego, że to nie ma najmniejszego sensu. Jestem zbyt słaba, żeby wyrwać się z silnego, męskiego chwytu. 
       - Powinnaś już nie żyć, żałosna istoto – warczy nieznajomy.
       Może ma rację. Może powinnam zginąć już dawno, pożarta przez jakąś dziką, eldaryjską bestię. Może Ezarel i Nevra wcale nie powinni mnie ratować, a Miiko może nie powinna wyrażać zgody na moje pozostanie w Kwaterze Głównej. Może tak powinno być. Ale tak nie jest. To wszystko, co wydarzyło się do tej pory… Muszę wierzyć w to, że jest w tym głębszy sens. A nawet jeżeli znalazłam się tutaj bez powodu, to nie mogę się teraz poddać. Muszę przecież wrócić do domu.
       Po omacku wyczuwam pod palcami przyczepiony do mojego paska sztylet i chwytam jego rękojeść. Bez zastanowienia, jednym, stanowczym ruchem wyciągam ostrze i kieruję je w stronę oprawcy, mając nadzieję, że w niego trafię.
      Broń przez napotyka opór, który po chwili znika.
      Cały świat zwalnia. Nie jestem pewna czy powodem jest całkowity brak tlenu, czy może to, że czuję na mojej dłoni dziwną, ciepłą, lepką substancję i do moich uszu dobiega cichy jęk bólu. Palce ściskające moje gardło nagle się rozluźniają i opadam na ziemię, krztusząc się i łapczywie łapiąc powietrze. Nie interesuje mnie nic więcej. Najważniejszą rzeczą teraz jest oddech.
      Oddychaj, Elle.
      Musisz oddychać.
      Nie wiem, ile czasu mija, zanim w końcu odważam się uchylić zaciśnięte dotąd powieki. Przede mną leży martwy chłopak. Nie może mieć więcej niż dziewiętnaście lat. Jego jasne, puste, martwe oczy wpatrują się we mnie oskarżycielsko.
      Odpełzam kilka metrów od niego, nie mogąc znieść tego widoku. W końcu doczołguję się do ściany jednego z budynków, opieram się o niego plecami i czujnie wpatruję w mrok, wciąż zaciskając palce na zakrwawionym sztylecie.
       Co ja najlepszego zrobiłam?!
       Zrobiłam coś, czego nawet nie przypuszczałabym, że jestem w stanie zrobić.
       Czym się stałam?
       Zabiłam żywą istotę.
       Zabiłam.
       Chciałabym się rozpłakać, ale nie mogę. Moje gardło jest zbyt mocno ściśnięte ze strachu, kiedy dostrzegam kolejną ciemną postać, sunącą w moją stronę. Bez chwili zastanowienia rzucam się do ucieczki, jednak już po kilku metrach czuję, że przeceniłam swoje możliwości. Żebra płoną żywym ogniem, kiedy stawiam każdy kolejny krok, a w głowię słyszę uderzenia własnego serca. Nogi uginają się pode mną i w końcu upadam na ziemię.
       Nie mam już sił.
       Nie czekam długo na goniącą mnie postać. Po kilku chwilach, w których zdążyłam zaczerpnąć parę uspokajających oddechów, czuję mocne uderzenie w kark. Na materiale mojej bluzki zaciskają się czyjeś palce i stanowczym ruchem obracają mnie twarzą w stronę oprawcy.
       Nie wiem kim jest ta istota. Z całą pewnością to nie człowiek. Jego twarz pokryta jest lekko połyskującymi łuskami, a z ust wystają dwa ogromne kły. Czerwone ślepia łypią na mnie złowrogo. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego stworzenia i, biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znalazłam, raczej już go nie zobaczę.
       Z gardła potwora wydobywa się wściekły syk, kiedy rzuca się w moją stronę z obnażonymi zębami. Zamykam oczy, przygotowując się na salwę bólu.
       Nic się nie dzieje.
       A może po prostu umarłam? 
       Czuję, że na mój policzek spada kilka kropli gorącej, kleistej mazi. Niepewnie uchylam powieki. Mój oprawca patrzy przed siebie pustymi, nieruchomymi oczami pozbawionymi życia. Jego gardło pokryte jest szkarłatną substancją, która również znajduje się na mojej twarzy.
        Krew. To krew.
        Zakrywam usta dłońmi, powstrzymując krzyk. Odsuwam się kilka centymetrów od mężczyzny, który pada jak kłoda na ziemię. Z pewnością jest martwy.
        Dopiero teraz zauważam, że nie jestem sama. Postać ubrana na czarno wpatruje się we mnie w milczeniu. Jej ubranie przesiąkło krwią, a w jasnym, zdeterminowanym spojrzeniu dostrzegam zaniepokojenie.
       - Nic ci się nie stało?
       Syn królowej wyciąga w moją stronę dłoń.
       Nie ma mowy! Ten typ przed chwilą zadźgał żywą istotę! Skąd mam mieć pewność, że ze mną nie zrobi dokładnie tego samego?
       To bezwzględny morderca, który jest w tej chwili moim jedynym towarzystwem.
       Z mojego gardła wyrywa się niekontrolowany jęk. Czy to naprawdę moja ostania deska ratunku?
       Muszę wyglądać na naprawdę przerażoną, ponieważ chłopak zamiera w bezruchu, posyłając mi pełne dezaprobaty spojrzenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie uratował moje marne jestestwo, ale nie jestem w stanie się do niego zbliżyć i chwycić jego ręki. Moje ciało odmawia mi posłuszeństwa.
       - Słuchaj, laluniu… - parska zniecierpliwiony. – Jak zaraz się stąd nie ruszymy, to przyjdą ich kumple i nas zatłuką, rozumiesz? Zbieraj więc swoją śliczną dupę i pozwól się uratować, dopóki mam co ratować. Jeżeli tu zginiesz, moja matka wpadnie szał.
       Przyglądam się synowi królowej, niewiele rozumiejąc z tego co mówi. Słowa do mnie nie docierają. Odbijają się od jakiejś niewidzialnej szyby, która uniemożliwia mi zrozumienie ich sensu.
        - Nie pozwolę ci tu zdechnąć!
       Chłopak wzdycha poirytowany i, bez żadnego ostrzeżenia, podnosi mnie i przerzuca sobie przez ramię. W normalnej sytuacji zapewne bym wrzeszczała w niebogłosy i tłukła go gdzie tylko mogę, ale teraz jest mi wszystko jedno. Jeżeli zechce usmażyć mnie w kotle pełnym wrzącego oleju, proszę bardzo, droga wolna. Nie mam już sił uciekać.
       - Pozbieraj się, ślicznotko, bo oboje przez ciebie zginiemy.
       Nie wiem jak długo idziemy, kiedy słyszę ciche skrzypnięcie drzwi. W nos uderza mnie mocny zapach wilgoci i stęchlizny. Syn królowej schodzi powoli po schodach. Jego oddech jest coraz cięższy, do czego z pewnością przyczynia się moja waga. Robi się coraz ciemniej i zimniej. Na moim ciele pojawia się gęsia skórka. Z oddali dobiega dźwięk szumiącej wody.
      Nagle zatrzymujemy się i chłopak delikatnie mnie opuszcza, pozwalając bym stanęła na własnych nogach. Natychmiast tego żałuję. Każdy centymetr mojego ciała przeszywa przeraźliwy ból, a przy próbach wzięcia głębszego wdechu wydaje mi się, że ktoś przypala mnie rozgrzanym do czerwoności żelazem. Lewa część twarzy jest podejrzanie ciepła i, kiedy dotykam jej opuszkami palców, wydaje mi się, że powiększyła swoją objętość, jednocześnie nieco ograniczając pole widzenia jednego oka. Opieram się o coś, co wydaje się być ścianą, czując, że lekko kręci mi się w głowie.
       Biorę kilka głębokich wdechów. To jest jakiś koszmar. Ogromny, niewyobrażalny koszmar, który wydaje się trwać w nieskończoność i najwyraźniej nie zmierza do zakończenia. Co ja takiego zrobiłam, że spotyka mnie to wszystko? Dlaczego padło na mnie? Przecież miliony innych osób mogły kupić tę głupią książkę i być tu teraz… Dlaczego musiałam to być ja?
        Rozglądam się wokół, kiedy nagle jasne światło rozjaśnia otoczenie. Dostrzegam przed sobą chłopaka, trzymającego płonącą pochodnię. Mój wybawca przygląda mi się badawczo, a na jego twarzy pojawia się grymas niezadowolenia.
       - Zdążyli nieźle cię urządzić, nie ma co… - Kręci głową ze zrezygnowaniem. – Dasz radę iść ze mną dalej? – pyta. – W sumie to masz niewielki wybór. Jeżeli tu zostaniesz, to prawdopodobnie cię znajdą i dokończą to, co zaczęli. A ewidentnie chcieli cię zabić.
        Przypatruję się w milczeniu synowi władczyni Gwalijaru. Wygląda na silnego i bardzo sprawnego, jednak pogarda, którą widzę na jego przystojnej twarzy jest wybitnie odpychająca. Wiem, że uratował mi życie i zdaję sobie sprawę z tego, że jest moją jedyną nadzieją, ale nie mam ochoty z nim nigdzie iść. Mimo tego, że muszę.
       - Nie mam wyboru – odpowiadam cicho, starając się zignorować piekący ból wypełniający moje gardło.
       - Dokładnie. Głowy najwyraźniej ci nie uszkodzili i wciąż myślisz. – Uśmiecha się ironicznie. – Idziemy.
        Chłopak pozwala, żeby zarzuciła rękę na jego ramię, jednocześnie obejmując mnie w talii, i powoli ruszamy długim korytarzem, oświetlanym jedynie przez słabe światło pochodni. Co chwilę się o coś potykam, nie będąc unieść stóp na odpowiednią wysokość, jednak mocny uścisk chroni mnie przed upadkiem na nierówną ścieżkę.
       Robi się coraz zimniej.
       - Gdzie jesteśmy? – pytam cicho po kilkunastu minutach milczenia.
       - To podziemne korytarze Gwalijaru. Powstały bardzo dawno temu, na wypadek, gdyby była konieczna nagła ewakuacja z miasta – wyjaśnia mój towarzysz. – Do tej pory nigdy z nich nie korzystaliśmy. Nie było takiej potrzeby – dodaje ponuro.
        - Dokąd…
       - Dokąd nas doprowadzą? – przerywa, zanim kończę pytanie. – Mam nadzieję, że jak najdalej od pałacu. Sądząc po temperaturze i wilgotności musimy być blisko jeziora lub nawet pod jego płytszą częścią. Myślę, że niedługo dotrzemy do miejsca, w którym będziemy mogli odpocząć.
        - To co się wydarzyło… Ci ludzie… - waham się przez moment. – Czy to był Weyard?
       W błękitnych, czujnych oczach chłopaka pojawia się zaskoczenie.
        - Nie sądzę – stwierdza. – Ten, którego zabiłem, nie wyglądał na mieszkańca Bayan’g Lan. – Zaciska mocniej szczęki. – Wydaje mi się, że tu chodziło o coś innego. Chociaż mogę się mylić…
        Ton jego głosu sprawia, że nie zadaję już więcej pytań. Powoli, robiąc krok za krokiem, w towarzystwie upiornego bólu, przesuwamy się przed siebie mrocznym korytarzem. Żadne z nas najwyraźniej nie ma chęci na rozmowę. Zresztą, co miałabym powiedzieć w takiej sytuacji?
       - Dziękuję – wypalam, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że to z moich ust właśnie padły słowa. – Dziękuję, że uratowałeś mi życie.
       - Nie ma sprawy. – Chłopak wzrusza obojętnie ramionami. – Widziałem jak załatwiłaś jednego z tych typów po tym jak wyciągnęłaś go z pałacu. Gdyby nie ty, pewnie poszedłby szukać mojej siostry… Więc ja również dziękuję. – Uśmiecha się ledwo widocznie.
       Gdyby tylko wiedział, że tak naprawdę usiłowałam stamtąd uciec i uratować własny tyłek…
       - Nie ma za co… - mruczę pod nosem. – Jak masz na imię?
       - Seoirse. Ty jesteś Estelle. Nie musisz się przedstawiać – parska lekko rozbawiony, kiedy otwieram usta.
        Rozmowa urywa się, gdy po minięciu kolejnego zakrętu mrok nieco się rozjaśnia i dostrzegamy duże, kamienne drzwi. Zatrzymujemy się przed nimi. Seoirse bez słowa mnie puszcza, wyciąga przed siebie dłoń i przykłada do wrót. Przez moment rozjarzają się one błękitnym blaskiem, tylko po to, by chwilę później całkowicie zniknąć.
       Nie spodziewałam się, że pod ziemią można znaleźć tak niesamowite miejsce. Po prawej stronie ogromnej groty płynie sporych rozmiarów potok, oświetlany przez wyrastające ze sklepienia i ścian różnokolorowe kryształy, migoczące uspokajającym, słabym światłem. Na samym środku jaskini znajduje się nieprawdopodobnych rozmiarów drzewo, którego krwistoczerwone liście pozostają w całkowitym bezruchu. Pod ogromnym pniem siedzą dwie postaci, wpatrujące się w nas czujnym spojrzeniem.
        - Chrome… - wyduszam przez zaciśnięte gardło, kiedy tylko dostrzegam zarys znajomych, wilczych uszu. – Boże, Chome, jak to dobrze, że żyjesz… - Czuję, że z moich oczu wypływają łzy.
        - Elle?! – Chrome zrywa się z miejsca i po chwili znajduje się tuż obok, pomagając Seoirsowi utrzymać mnie na nogach. – Kto ci to zrobił?!
        - To najgłupsze pytanie, jakie mogłeś zadać – rzucam, siląc się na beztroski ton. – Spadłam ze schodów, wiesz? – parskam sarkastycznie, choć po części jest to prawda.
        - Zawsze twierdziłem, że jesteś trochę kaleką. – Wyszczerza zęby w uśmiechu.
        Ulga, którą czuję, sprawia, że chcę się zaśmiać, jednak powstrzymuje mnie przed tym salwa bólu. Nogi uginają się pode mną i gdyby nie silne, męskie ramiona, z całą pewnością leżałabym już na ziemi.
       - Chodź, Elle. Zaraz ci pomożemy – mówi wilkołak pogodnie, choć w jego głosie słyszę lekkie drżenie.
       - Wytłumacz mi, jak to się dzieje, Chrome – zaczynam, prowadzona w stronę drzewa. – Jak są jakieś kłopoty albo coś pójdzie nie tak, to zawsze wychodzisz z tego bez szwanku. Ja dostaję po dupie – z mojego gardła wyrywa się jęk, gdy powoli kładą mnie na ziemi. – Jak ty to robisz, co? Jak udaje ci się uniknąć tego, co spotkało mnie?
       - Lata doświadczeń, Elle – śmieje się, jednak jest to wymuszony a nie jest radosny śmiech.
       - Mnie bardziej zastanawia to, jak się tu dostałeś… - burczy Seoirse.
       - Przyłapałam go jak buszował po górnych piętrach pałacu – znajomy głos rozlega się tuż nad moją głową. – Próbował wejść do mojego pokoju, kiedy to wszystko się zaczęło. – Alharia okrywa mnie jakimś miękkim materiałem. – Pomógł mi uciec i ominąć większość problemów.
        - Chrome, miałeś nie pakować się w kłopoty – wzdycham ciężko, czując że świat wokół mnie zaczyna wirować. – Miałeś… - Biorę oddech. – Miałeś nie narobić nam kłopotów.
         To dziwne. Nagle cały ból znika i ogarnia mnie dziwne, przyjemne ciepło. Robię się coraz bardziej senna. Jedyną rzeczą, na którą mam teraz ochotę, to zapaść w głęboki, przyjemny sen i obudzić się z niego dopiero, kiedy cały ten koszmar minie. Może to właśnie jest metoda na przetrwanie nieprzyjemnych sytuacji? Odpłynięcie w krainę snu.
        - Elle! Elle nie zasypiaj! Kłopoty będziemy mieli, jeżeli tu umrzesz! – Ktoś chwyta mnie za ramiona i mocno mną potrząsa, jednak całkowicie to ignoruję. – Elle, słyszysz?! – płaczliwy ton odbija się echem od ścian jaskini i wraca do moich uszu. – Nie wolno ci zasypiać!
        Nie wolno mi zasypiać? Ale dlaczego?
        Przecież właśnie to robię.

Offline

#62 11-12-2017 o 20h10

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

"powiększyła swoją objętość" - opuchła. Nie przekombinowywujemy opisów. Jak jest na coś zgrabna nazwa to ja dajemy. /static/img/forum/smilies/wink.png

Co tu napisać, hmm. Jak zwykle pojęczę na początku. A o co tym razem? W sumie o coś, czego mogłaś nie wiedzieć, a co ja wiem tyko ze względu na oglądanie swego czasu dziesiątek filmów dokumentalnych min o psychologii. Otóż myśli typu ja/on kogoś zabił etc. pojawiają się po sytuacji zagrożenia życia. W trakcie człowiek inwestuje albo w ucieczkę, albo w upewnienie sie, że osobnik zaciukany naprawdę jest zaciukany i zaciukiwanie następnych (koszmar złych gości z horrorów klasy B). Też rozkminy typu "może naprawdę nie powinnam żyć, bo jestem średnio użyteczna/samodzielna" są nie na miejscu.. Przejdą, kiedy bohater siedzi sam w lochu i ma zbyt dużo czasu na myślenie oraz posiada wewnętrzną tendencję do użalania się nad sobą. Jeżeli ktoś chce cie zaciukać, to wszystko w tobie krzyczy "chcę żyć" i zajmuje się szukaniem drogi przeżycia, nie zawsze zaczepiając przy tym świadomość. No chyba, że ma się ostrą depresję, ale zakładam, że bohaterka nie przechodzi fazy bombki tj "szukam drzewa, żeby się powiesić".
Coś jeszcze do objęczenia? A tak, chociaż tu trudno byłoby jak nie wiem wybrnąć z tego inaczej niż ty zrobiłaś - więc jesteś usprawiedliwiona. Chodzi o ten autoopis emocji, że bohaterka ma wrażenie, że mówią do niej przez szybe, że nie rozumie co się dzieje. Jak ktoś doznaje otępienia na wskutek szoku, to raczej nie potrafi tego opisać - kłania się paskudna, zła narracja pierwszoosobowa czasu teraźniejszego i jej pułapki (w które sama chyba z pierdyliard razy wpadłam /static/img/forum/smilies/neutral.png)

Dobrze, było to co nie do końca fajne, to teraz co cacane. Tempo akcji i jej rzeczywistość. Wrażenie chaosu + niezbędne opisy bez pie***lenia o ciosach, unikach etc, co tak często wskakuje do fantasy, szczególnie marki epic. Naprawdę ładnie oddany. No i szok/otępienie bohaterki tez ładnie oddane, mimo że nie powinno być opisane opisowo tylko rzucone w formie mózgowego chaosu + bez "on zabił żywą istotę". Szczególnie dobre jak księciunio wyciąga ku niej dłoń a ona "nie kumka czaczy". Generalnie miło, że bohaterka jest przerażona i nie chojrakuje, ani nie bawi się w "gdzie sa...? muszę ich ocalić!" <miejsce na rozwiany włos, chociaż nie ma wiatru, cielęco-bohaterskie spojrzenie i uniesioną głowę + dramatyczną solówkę na skrzypcach>. Podoba mi się, że Chrome wyszedł na cwaniaka (co częściowo przewidziałam ostatnio: weee brawo ja, jezdem mondra i wogule xD) no i ze konflikt okazuje się nie być wcale taki prosty. Do tegokońcówka ładnie dramatyczna. Ja mam rozdziały zielone na części więc mnie tak fajnie nie wychodzi /static/img/forum/smilies/sad.png

Rodziny królewskiej jakoś za cholerę nie lubię. Nie wiem w sumie czemu... Ale mam nadzieję, że długo nie pożyją xD (Le0sia samo zło i niedobro). To tak na miły koniec i do następnego rozdziału.

Offline

#63 11-12-2017 o 20h47

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Awwww, nowy rozdział! Miła niespodzianka po powrocie z pracy, bardzo miła! No więc tak. Coś krótka ta część, ale szybko się pojawiła po ostatniej, więc wybaczam ^^ A co do interlinii, to ja też nad tym strasznie ubolewam, bo mnie ona bardzo potrzebna, więc niestety u mnie kiepsko się czyta. Ty z niej nie korzystasz, więc jest luz. Ech ech. :<
I przyznam otwarcie, że zaintrygowała mnie długość komentarza Le0kadii, więc przeczytałam. I powiem tak: hehehe, tutaj jest ta przewaga trzeciej osoby nad pierwszą. Bo przy trzeciej można sobie do woli filozofować /static/img/forum/smilies/big_smile.png
„Broń przez napotyka opór, który po chwili znika.” — jakiegoś słówka ci brakło w tym zdaniu c:
Noo… tu się faktycznie zgodzę, że Elle najpierw powinna zwiewać gdzie pieprz rośnie, a gdy już odetchnie, uspokoi się i poczuje się bezpieczniej, mogła rozważać nad tym, że właśnie kogoś zamordowała.
„moja matka wpadnie szał.” — tu ci brakło spójnika.
Niemniej gość genialnie podsumował całą sytuację XDDD „Szybko, bo nas zabiją, więc przestań się mazać i rusz dupsko, bo moja matka cię lubi”. No spoko /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Nie no, zgadzam się z resztą — zasypianie jest tam bardzo słabą opcją, zwłaszcza w obliczu takiego bajzlu, jaki panuje wokoło. I faktycznie — Chrome pakuje się w kłopoty, Elle obrywa, Chrome’owi nic się nie dzieje. Głupi to ma szczęście, nie? xD
Ech, można było się tego spodziewać, bo i ja bardzo lubię twoje postacie [zwłaszcza męskie, hehe], ale ja tam nawet polubiłam Seoirse’a. Owszem, ta królewska rodzinka jest… hm, co najmniej podejrzana, ale mimo wszystko Seoirse to sarkastyczny, dumny, chojrakowaty dupek i to jest nawet zabawne. Poza tym ten opis przypomina Ezarela, a że dość mocno bardzo lubię tego elfa, to… Hm. /static/img/forum/smilies/big_smile.png
No nic, tyle ode mnie. Czekam niecierpliwie na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Offline

#64 06-01-2018 o 11h39

Straż Absyntu
Amrena
Rekrut
Amrena
...
Wiadomości: 63

@Le0kadia - faktycznie narracja pierwszoosobowa ma wiele pułapek. Nie wszystkich potrafię unikać, ale się staram /static/img/forum/smilies/smile.png
Co do bohaterki i jej zachowania... Ludzie reagują różnie, ale to do dłuższej rozmowy, bo tu nie ma na to miejsca /static/img/forum/smilies/wink.png Miło, że dostrzegłaś "brak rozwianego włosa" - tak właśnie miało być /static/img/forum/smilies/smile.png

@Methrylis - Ty chyba lubisz każdą postać z tego opowiadania, niezależnie od tego czy ma ochotę wybić połowę świata czy jest jak pluszowy, różowy jednorożec /static/img/forum/smilies/big_smile.png Nie narzekam na to, żeby nie było, a wręcz przeciwnie - bardzo mnie to cieszy /static/img/forum/smilies/smile.png
I jak zawsze można na Ciebie liczyć /static/img/forum/smilies/smile.png


Wiem, że długo mnie nie było, ale święta, Nowy Rok i te sprawy... Trochę wyłączyło mnie to z życia. Ale oddaję za to rozdział odrobinkę dłuższy niż zwykle /static/img/forum/smilies/smile.png

19. Mroczna przyszłość

       Zawsze zastanawiało mnie czy podczas umierania człowiek czuje ból. Czy odchodzenie ze świata żywych jest trudne czy może przypomina zwykłą wycieczkę podmiejskim autobusem z jednego przystanku na kolejny? A może bardziej jest jak dobra zabawa na ogromnym rollercoasterze?     
      Teraz wiem, że umieranie nie boli. Ból pojawia się dopiero wtedy, kiedy postanawia się pozostać wśród żywych.
      Otwieram oczy. A przynajmniej staram się to zrobić, kiedy uświadamiam sobie, że lewa powieka wciąż pozostaje zamknięta i nie ma najmniejszego zamiaru drgnąć choćby o milimetr. Usiłuję podnieść rękę, żeby sprawdzić co jest tego przyczyną, jednak moje kończyny zdają się być zrobione z ołowiu, a każda, choćby najmniejsza próba poruszenia się powoduje salwę bólu.
       Biorę głęboki wdech, który ma uspokoić narastającą we mnie panikę. Po chwili powoli obracam głowę. Błękitno-białe ściany wysokiego pomieszczenia są mi całkowicie obce, tak samo jak dziwne, złote ornamenty zdobiące sufit. Miękki materac i biała, ciepła pościel sprawiają, że nie mam ochoty wstawać z łóżka.
       W powietrzu unosi się zapach leków i ziół.
       Nie przypominam sobie, żebym kładła się spać w tym miejscu. W mojej pamięci znajduje się czarna luka. Ostatnim wspomnieniem jest rozmowa z władczynią Gwalijaru, jednak nie potrafię powiedzieć, co wydarzyło się później. Jak przez mgłę kojarzę, że biegłam zamkowymi korytarzami. Ale po co i dlaczego? To jest dobre pytanie.
       - ŻYJESZ!
       Przy łóżku nagle pojawia się Chrome. Nie mam pojęcia skąd się tu wziął, ale cieszę się, że go widzę. Nastolatek rzuca się na mnie i mocno ściska. Z mojego gardła wyrywa się jęk bólu.
        - Chrome, też się cieszę, że cię widzę, ale to boli – chrypię, zdając sobie sprawę, że nie jestem w stanie wydobyć z siebie żadnego głośniejszego dźwięku.
        - Soraski. – Odskakuje ode mnie i dam sobie uciąć rękę, że ukradkiem ociera łzy z oczu. – Myślałem, że już po tobie po tym jak zasnęłaś. – Przysuwa niewielki stołek i siada na nim.
        - Tak właściwie to co się wydarzyło? Niewiele pamiętam – wzdycham.
        - Naprawdę? Nie pamiętasz, że zaatakowano Gwalijar?
        To co mówi wilkołak brzmi całkowicie abstrakcyjnie, jednak coś wewnątrz mnie wie, że to prawda. Marszczę brwi. Chyba uciekałam… Szaleńczy bieg korytarzami, ciemna postać…
        Upadek ze schodów. Przeraźliwy ból. Brak powietrza.
        Martwe jasne oczy.
        Morderstwo.
        Obrazy przesuwają się w mojej głowie jak klatki filmowe i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę z tego, że policzki mam mokre od łez.
        Myślałam, że to wszystko było tylko złym snem. Najgorszym koszmarem, który po przebudzeniu dobiegnie końca. Chciałam i wciąż chcę wierzyć, że to nie było realne i wydarzyło się jedynie w wyobraźni. Przecież nie mogłabym tego wszystkiego zrobić… Nie mogłabym tego przeżyć!
       Dlaczego to musiało spotkać właśnie mnie? Nie prosiłam się o to. Na Ziemi byłam totalnie nudną osobą o przeciętnych zainteresowaniach. Nie marzyłam o dalekich podróżach, ani o przeniesieniu do magicznej krainy. Owszem, czasami zazdrościłam postaciom z książek przygód, magii i niesamowitych wydarzeń, ale nigdy nie chciałam, żeby przydarzyło mi się coś tak abstrakcyjnego. Miejsce fantastycznych historii jest na kartkach papieru i tam powinny one pozostać. Mój świat znajduje się natomiast w ciepłym mieszkaniu, z kubkiem ulubionej herbaty w dłoni, a nie w środku magicznego sporu. Powinnam wychodzić z przyjaciółmi na imprezy, a nie mordować żywe istoty!
       Nie pasuję do tego przesiąkniętego złem świata.
       Chcę wrócić do domu. Tak strasznie chcę tam wrócić.
        - Elle, coś cię boli? – Chrome przygląda mi się niespokojnie. – Mam pójść po medyka? Elle?! – Zaciska palce na moich ramionach.
        - Zostaw ją – stanowczy ton sprawia, że nastolatek odskakuje ode mnie jak oparzony. – Pozwól jej przetrawić to co się wydarzyło.
         Seoirse stoi w progu. Na jego ponurej twarzy dostrzegam kilka sińców i zadrapań, jednak wygląda na to, że nic poważnego mu się nie stało. Ten chłopak uratował mi życie. A teraz wygląda tak, jakby miał ochotę je odebrać.
       - Wiecie już kto to zrobił? – pyta wilkołak nawet na chwilę nie spuszczając syna królowej z oczu.
       -  To nie Bayan’g Lan, jeżeli o to ci chodzi. Tej samej nocy Weyard też miał pewne problemy… - zauważa z przekąsem Seoirse.
       - Ktoś ich zaatakował?
       Przyglądam się moim towarzyszom w ciszy, czując, że moje gardło ściska się coraz bardziej. Chciałabym wydusić z siebie choć jedno słowo, ale nie jestem w stanie.
        Problemy w Bayan’g Lan… Siraaj. 
       - Ta – podsumowuje krótko chłopak. – Ale dowiemy się wszystkiego jutro. Weyard przyjeżdża żeby pertraktować.
       - Wypracowaliście ugodę? – Chrome zaskoczony ze świtem wciąga powietrze.
       - Ta. Dlatego tu przyszedłem. Mam was poinformować o jutrzejszych negocjacjach, na których powinniście się zjawić. Postawimy cię do tego czasu na nogi, laluniu – Seroise zwraca się do mnie. Sarkastyczny uśmiech nawet na moment nie znika z jego twarzy. – Już warzą się specjalne eliksiry, żeby do końca poskładać twoje połamane kości i wyleczyć rany. Z pozostałą, niefizyczną częścią musisz poradzić sobie sama.

                                                                   ***

       Wsuwam na stopę buta i mocno wiążę sznurowadło. Niepewnie staję na kamiennej posadzce, przygotowując się na salwę bólu, jednak nic takiego nie następuje. Nie wiem w jaki sposób tutejsi lekarze tego dokonali, ale jedynym wspomnieniem po traumatycznej nocy jest kilka siniaków i niedużych rozcięć. Większość ran zniknęła w przeciągu kilku godzin od wypicia ohydnego napoju o zgniłozielonym kolorze, który zapachem przypominał zjełczałe masło. Zapewniano mnie, że mimo niezbyt zachęcającego wyglądu i niemiłosiernego smrodu ta zielona breja mi pomoże. I nie kłamano. Nie mogę powiedzieć, że jestem jak nowonarodzona, ale przynajmniej nie czuję się tak, jakbym miała zaraz umrzeć.
       Mimo tego, że na zewnątrz jest naprawdę ciepło, narzucam na ramiona ciemnozieloną pelerynę z wysokim kołnierzem i zapinam srebrną sprzączkę. Mam nadzieję, że choć trochę zakryje ona sine ślady duszenia, które pozostały na mojej szyi. Biorę głęboki oddech i wychodzę ze szpitalnego pokoju.
       Blask słońca razi mnie w oczy, kiedy tylko opuszczam budynek. Po raz pierwszy od tragicznych wydarzeń mam okazję przejść ulicami Gwalijaru i rozejrzeć się, jak wiele szkód zostało wyrządzonych. Niektóre z niewielkich, uroczych domów są lekko osmolone, inne mają powybijane okna i spalone dachy, jednak przy każdym znajduje się grupa współpracujących ze sobą istot, które stopniowo odbudowują zniszczone elementy. Spokój, jaki tu panuje nawet w najmniejszym stopniu nie pasuje do przeraźliwych krzyków i płonących budynków, tak jakby krwawa noc w ogóle nie miała miejsca. Jedyną oznaką tego, że coś się dzieje, są zwiększone ilości patroli na ulicach i kilkoro strażników pilnujących wejścia do pałacu. Bez słowa wpuszczają mnie do środka, jednak czuję na sobie ich pełne zainteresowania spojrzenia.
       W korytarzu panuje cisza tak przerażająca, że wręcz czuję jak boleśnie wwierca się w moje uszy. Odgłosy kroków odbijają się echem od pustych ścian, kiedy powoli zmierzam w stronę Sali Królewskiej. Im jestem bliżej, tym większa lodowata bryła strachu znajduje się w moim brzuchu. A co jeżeli to kolejny podstęp? Co jeżeli tam wejdę i ktoś pozbawi mnie głowy?
       Zamieram z ręką zawieszoną kilka centymetrów nad złotą klamką. Waham się. Nie jestem pewna czy powinnam tam wchodzić, mimo tego, że zza drzwi dobiegają do mnie ożywione głosy.
       - Ruszasz się czy nie? – sarkastyczny głos Seoirsa sprawia, że podskakuję przerażona. – Będziesz tu tak stała i kontemplowała nad swoim życiem, laluniu? Te drzwi nie gryzą – parska rozbawiony, kiwając głową w stronę mojej dłoni.
        Nie odpowiadam. Nie mam ochoty na towarzystwo tego zbyt pewnego siebie dupka. Przełykam ślinę i naciskam klamkę. Drzwi ustępują, skrzypiąc cicho. W sali zapada cisza. Niepewnie wchodzę do środka.
       Przy ogromnym, prostokątnym, drewnianym stole siedzi kilka osób i każda z nich wpatruje się we mnie w milczeniu. Od razu dostrzegam Chroma siedzącego tuż przy władcach Gwalijaru. Naprzeciwko nich miejsca zajmują nieznany mi mężczyzna i Weyard, któremu towarzyszy jedyny człowiek, jakiego chcę widzieć.
       Siraaj zrywa się na równe nogi wywracając z hukiem ciężkie krzesło i rzuca się w moją stronę.
       - Elle!
       Z ulgą witam jego znajomy głos. Po chwili chłopak chwyta mnie w ramiona, pozwalając, żebym zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła twarz w materiał jego koszuli. Ściska mnie mocniej, nie zważając na szepty za jego plecami. Po raz pierwszy od dawna, wdychając znajomy, uspokajający zapach zastępcy Valkyona, czuję się naprawdę bezpiecznie.
       - Bo zaraz się porzygam od tej słodkości – pada krótkie stwierdzenie z ust syna królowej.
       - Nikt nie prosił cię o głos – warczy nieprzyjemnie Siraaj, nieznacznie się ode mnie odsuwając.
       - Nie jesteś tu mile widziany, berserku. – Spojrzenie Seoirsa ciska gromy. – Pamiętaj o tym. – Przechodzi obok nas i zajmuje miejsce przy stole. – Zaczynajmy, co mamy zacząć, żeby mógł wrócić tam skąd się przywlókł – mruczy nieprzyjemnie.
       - Seoirse, to nasi goście – upomina go królowa.
       - On NIGDY nie będzie naszym gościem – ucina krótko młodzieniec.
       Niechęć pomiędzy tymi dwoma jest wręcz namacalna, a atmosfera staje się tak gęsta, że można ją kroić nożem. Niepewnie spoglądam na Siraaja.
        - Dobrze się czujesz, Elle? – jego ton łagodnieje. – Chrome mi wszystko powiedział. Ja… - urywa, najwyraźniej nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów.
        - Siraaju, Estelle… - Rizzoli po raz pierwszy zabiera głos. – Wasza rozmowa może poczekać. Chcielibyśmy dokończyć ustalanie warunków, a do tego potrzebujemy przedstawicieli Straży Eel.
        Bez słowa siadamy na dwóch ostatnich, wolnych krzesłach.
        - Więc, kontynuując w momencie, w którym przerwaliśmy… - odchrząkuje Weyard. – Jestem w stanie zgodzić się na waszą ofertę. Złoża Ilyium będą wspólne i razem będziemy je wydobywać. Jednocześnie mamy wspólnego wroga. Proponuję więc sojusz wojskowy. Wasi wojownicy i nasza magia, na pewno pomogą nam obronić się przed tymi intruzami.
        - Zgadzam się z tobą w kwestii tego, że trzeba ukrócić to szaleństwo. – Rizzoli kiwa głową. – Nasi ludzie potrzebują bezpieczeństwa, a nie życia w ciągłym strachu.
        Wymieniam porozumiewawcze spojrzenia z Chromem. Świetnie, że w końcu ktoś dostrzegł, że wokół jest tak jakby lekko niebezpiecznie i postanowił podjąć jakąś rozsądną decyzję, a nie na oślep pchać się w kolejne wojny i konflikty. Szkoda tylko, że zajęło im to aż tyle czasu i wydarzyło się tak wiele rzeczy, które w ogóle nie powinny mieć miejsca. Ani w tym, ani w żadnym innym świecie.
         - Przedstawiciel Straży Eel przygotował dokumenty z ugodą na moją prośbę. – Weyard gestem dłoni wskazuje na zastępcę Valkyona. – Chciałbym, żebyśmy je podpisali i aby nasi goście mogli jeszcze dziś wyruszyć do domu.
        - Miejmy to już za sobą – wzdycha Siraaj, wstając. – W momencie, kiedy obie strony podpiszą dokument, poświadczę to moim podpisem i zapieczętuję zgodnie z protokołem i tradycją Eel. – Rozkłada na stole kilka zapisanych pergaminów.
        - Poświadcz to podpisem, mój drogi, jednak chciałabym aby dokumenty zostały zapieczętowane przez Estelle – mówi nagle królowa.
        - Elle? – Chłopak marszczy brwi. – Dlaczego…?
        - Nie pochodzi stąd i nie ma żadnego interesu w fałszowaniu dokumentów. Ty natomiast, jak wszyscy dobrze wiemy, nie zawsze  byłeś przyjacielem Gwalijaru – oznajmia chłodno królowa. – Niech więc dokumenty zapieczętuje ktoś bezstronny. A taką osobą z całą pewnością jest Estelle.
        Wszystkie oczy nagle zwracają się na mnie. Nie bardzo rozumiem o co chodzi, wiem natomiast, że jedyną rzeczą, którą chcę zrobić w tym momencie to zapaść się głęboko pod ziemię i już nigdy nie wychodzić. Może przynajmniej stamtąd nikt by mnie nie wyciągał i nie kazał robić przedziwnych rzeczy, o których nie mam nawet najmniejszego pojęcia.
       Szczerze mówiąc, to mam w głębokim poważaniu ten cały ich sojusz, traktat czy jak to tam zwą. Prawie zginęłam przez ich niedorzeczny konflikt. Wmieszali mnie w sprawy, w które wcale nie chciałam być wmieszana.
       Jak mogą chcieć jeszcze więcej?!
       - Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele dla nas zrobiłaś, moje drogie dziecko – łagodnie zwraca się do mnie królowa. – Wiem również, że nie mam prawa prosić cię o nic. Mój syn opowiedział mi, jak bardzo byłaś odważna i nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli wymagać od ciebie kolejnych poświęceń. Jednak twoje potwierdzenie sojuszu będzie najbardziej wiarygodne.
        Czy ona czyta mi w myślach?
       - Przypominam, że jestem dowódcą Estelle – wtrąca Siraaj chłodnym głosem. – I nie wyrażam na to zgody. Sojusz potwierdzę ja.
       Zapada cisza. Królowa i Siraaj mierzą się wściekłym wzrokiem. Coś wisi w powietrzu.
       - Nie do ciebie się zwracałam, berserku – cedzi kobieta. – Jeżeli ugody nie potwierdzi Estelle, nie zgodzę się na jej zawarcie.
       - W takim razie jej nie zawrzecie – warczy zastępca Valkyona.
        Mrugam zaskoczona. Dlaczego Siraaj jest tak bardzo uparty? Dlaczego nie chce się na to zgodzić? Woli zawalić misję niż pozwolić mi zapieczętować jakiś głupi papierek? Po tym wszystkim, co tu przeżyłam, nie ma opcji, żebyśmy wrócili do Eel z niczym.
        - Jeżeli tak stawiasz sytuację… - Władczyni zaciska usta w wąską linię. – Nie będzie poro…
        - DOSYĆ!
       Rizzoli z impetem uderza pięścią w stół. Patrzę przerażona na mężczyznę. Do tej pory wydawał się być ostoją spokoju. Teraz bije z niego aura gniewu. Dostrzegam sińce na jego zaciśniętych w pięści dłoniach. Pewnie powstały podczas ostatniego ataku. Musiał walczyć.
       Jak wszyscy. 
        -  Przybyliście pertraktować tu ze mną i Mydnarem, więc to ja podpiszę sojusz. Siraaj jest najbardziej odpowiednią osobą do potwierdzenia wszystkich ustaleń – mówi twardo, wpatrując się wściekle w swoją małżonkę. – Nie chcę słyszeć ani słowa więcej na ten temat. Myślę, że możecie się rozejść. Mydnar, Siraaj i ja doskonale poradzimy sobie z podpisaniem paru pergaminów.
       Władczyni Gwalijaru wstaje i z dumnie uniesioną głową w ciszy opuszcza pomieszczenie razem ze swoim synem. Po chwili ich śladem podąża nieznany mi towarzysz Mydnara. Chrome waha się przez chwilę, jednak w końcu również decyduje się wyjść.
      Posyłam Siraajowi spanikowane spojrzenie. Mam złe przeczucia. Niepokój nie opuszcza mnie nawet na chwilę od tamtej feralnej nocy.
       - Elle, proszę. – Chłopak zaciska palce na mojej dłoni i uśmiecha się pokrzepiająco. – Poczekaj na mnie za drzwiami. To nie potrwa długo.
       Nie podoba mi się to. Bardzo, ale to bardzo mi się to nie podoba, jednak niechętnie kiwam głową i odsuwam krzesło. Powoli, ociągając się jak tylko mogę, kieruję się w stronę wyjścia.
       Trzask zamykających się drzwi oddziela mnie od Siraaja. Znowu zostaję sama.
       - Moja droga Estelle…
       Może jednak mam towarzystwo.
       Przede mną stoi królowa. Czuję, że czegoś ode mnie chce, ale nie potrafię powiedzieć czego konkretnie może zażądać.
       - Nie miałam okazji podziękować ci za twoją nieocenioną pomoc i wsparcie, moje drogie dziecko. – Kładzie dłonie na moich ramionach i patrzy mi prosto w oczy. – Mój syn powiedział mi jak bardzo byłaś odważna. Niewiele znam takich osób.
        Na samo wspomnienie napaści w moim gardle pojawia się ogromna bryła, która utrudnia mi oddychanie. Przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz.
       - W ramach podziękowania chcę ofiarować ci spojrzenie w przyszłość, Estelle. Jeżeli tylko mi na to pozwolisz, opowiem ci jak wygląda jedna z dróg, która na ciebie czeka.
        Nie jestem pewna czy chcę znać moją przyszłość. Boję się tego, co mogę w niej zobaczyć. Boję się tego, że mogę usłyszeć, że zostanę tu na zawsze.
        Dodatkowo, to wszystko śmierdzi mi jakimś podstępem. Ale to może być moja nadzieja. Może ta kobieta da mi jakąś wskazówkę, powie, gdzie mam szukać powrotu.
       Biorę głęboki wdech i kiwam głową.
        Królowa bez słowa ujmuje moją twarz w dłonie. Jej oczy rozjarzają się jasnym blaskiem. Czuję falę ciepła, która rozlewa się po moim ciele, sprawiając, że mam ochotę zasnąć. Dzieje się coś niezwykłego. Ogarnia mnie niesamowity spokój, cały świat znika, zastąpiony przyjemnym, złocistym światłem. Chcę zostać w tym stanie już na zawsze, w błogim spokoju, odcięta od tego okropnego miejsca...
       Nagle wszystko się kończy. Znów stoję pomiędzy pustymi ścianami gwalijarskiego pałacu.
        Władczyni przypatruje mi się w milczeniu dużymi, smutnymi oczami przepełnionymi bólem i żalem.
       - Czeka cię bardzo dużo cierpienia, Estelle – oznajmia łagodnym lecz przygnębionym głosem.
       Zamieram. To nie jest coś, co chciałam usłyszeć. Moje życie ostatnio jest wystarczająco skomplikowane, a wszystko co wydarzyło się od chwili otwarcia zaczarowanej księgi, sprawiło mi wystarczająco dużo bólu. Nie potrzebuję kolejnych niemiłych przeżyć. Chcę tylko odnaleźć jak najprostszą drogę do domu. Wrócić do rodziny i mojego niedużego, wiecznie zabałaganionego pokoju.
       - Słucham? – wyduszam ledwo słyszalnie.
       - W końcu odnajdziesz drogę do domu, ale zostaniesz zdradzona, moje drogie dziecko i będziesz przez to cierpiała do granic możliwości. – Królowa zaciska palce na moich ramionach. – Pewnego dnia twoje dłonie powstrzymają bardzo wiele zła. I równie wiele zła wyrządzą. Ale jeżeli się z tego podźwigniesz, staniesz się naprawdę silna. Pamiętaj o tym. Najciemniejsza noc tworzy najjaśniejsze gwiazdy, moje drogie dziecko.
       Mój oddech przyśpiesza. Narasta we mnie panika.
       - W Gwalijarze zawsze znajdziesz przyjaciół, Estelle – mówi kobieta, kiedy odsuwam się od niej, robiąc kilka kroków w tył. – Zawsze.
       - A co jeżeli ja nie chcę? Co jeżeli nie chcę się z niczego podźwigać? – pytam, przyciskając dłonie do klatki piersiowej i starając się ukoić dziwny, piekący ból w sercu.
       - To będzie twój koniec, Estelle. Ten świat cię pochłonie.
        W jednej chwili coś we mnie roztrzaskuje się na milion kawałków i sprawia, że przyrastam do podłogi nie będąc w stanie zrobić nawet jednego kroku. Nie krzyczę, ani nie płaczę. Nikt z zewnątrz nie dostrzeże tego, co właśnie się wydarzyło.   
        Wpadam w wewnętrzną histerię.

Offline

#65 06-01-2018 o 16h21

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg

Tak jak obiecałam — jestem ^^ Hm, nie wiem, może nadejdzie taka postać, której nie polubię, no ale jakoś na razie tak nimi manewrujesz, że podbijają moje małe czarne serce xd
„Teraz wiem, że umieranie nie boli. Ból pojawia się dopiero wtedy, kiedy postanawia się pozostać wśród żywych.” — wow, genialne! /static/img/forum/smilies/yikes.png
Co ten Siraaj odwala?
Hm, zdradzona? Może zakocha się w Siraaju i to on ją zdradzi, skoro od samego początku jest z nim coś nie tak? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tak tylko gdybam. Ale nie. To nie może być aż tak proste. Bo, jak wspomniałam, od początku wiadomo, że z chłopem jest coś na rzeczy. Więc to by było zbyt oczywiste, by to on właśnie ją zdradził. No ok, zobaczymy. :v
Meh, no i na cholerę Królowa jej to mówiła? Za grosz wyczucia, ja nie wiem. :v
Krótki rozdział. Za krótki :< A ja tak lubię twoje pisanie! Zresztą doskonale o tym wiesz. No nic, czekam niecierpliwie na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Offline

#66 06-01-2018 o 21h07

Straż Absyntu
Lilith_
Piechur Straży
Lilith_
...
Wiadomości: 1 868

Już warzą się specjalne eliksiry, żeby do końca poskładać twoje połamane kości i wyleczyć rany. Z pozostałą, niefizyczną częścią musisz poradzić sobie sama. to +
Teraz wiem, że umieranie nie boli. Ból pojawia się dopiero wtedy, kiedy postanawia się pozostać wśród żywych. to = cudo. ♥ ♥

Pięknie ujęte. ♥ ♥

Reakcja Chrome'a była tak epicko słodka, oezu, uwielbiam go w wersji takiego słodziaka. ♥ ♥ Taki do rany przyłóż. ♥ ♥ ♥
Jednak we wszechświecie musi być zachowana równowaga i po słodziaśności przyszedł czas na gorycz...
Przyszłość Elle niemalująca się w różowych barwach. Ba, można powiedzieć, że dominować będzie w niej czerń. :c Nie wiem, czy ta świadomość całkowicie jej nie rozbije, może lepiej byłoby, gdyby pozostała w stanie nieświadomości. Będzie musiała jakoś to przełknąć, możliwe, że fakt, iż w końcu wróci do domu da jej odrobinę siły. Hm, ściśle rzecz biorąc odnajdzie drogę do domu. Właściwie nie jest to takie pewne, że do niego wróci - albo okaże się, że to Eldayra jej jest prawdziwym domem? Pozostaje tylko czekać na kontynuację. ♥

Ostatnio zmieniony przez Lilith_ (06-01-2018 o 21h08)


클릭해 난 cat 다 mouse
https://78.media.tumblr.com/8b9b2661b01f8fe3669190922e191450/tumblr_mkut0epQuU1rbbkkyo2_500.gif

Offline

#67 07-01-2018 o 13h38

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

Elle, Elle, Elle, nie ufa się szajbniętym królowym, nie ważne jak bardzo są zdolne, szczególnie, jeżeli wygląda na to, że mają własne interesy do załatwienia. Interesy które wiążą z tobą - po cyrku z poświadczeniem, które jest bardzo możliwe, że magiczne i związałoby ją z tym królestwem czy coś, trzymałabym się od królikowej na kilometr.

Swoją drogą, byłoby epickie, gdyby mówiąc o zdradzie, królikowa miała na myśli samą siebie.

Tym razem większych uwag nie mam, może za tym, że Elle mocno emocjonalnie odbiera to czego nie powinna, przemykając po rzeczach ważniejszych, z tym, że tutaj chyba jest sytuacja "ten typ tak ma", więc chyba przez większość historii będę na nią wrzeszczeć jak co poniektórzy na postaci z horrorów. I będzie tu zamiast :gdybyś mnie słuchała, wszyscy by przeżyli", "gdyś mnie słuchała już dawno byłabyś w domu".

A nie, jest jedno: jak "czy", "albo", bądź "lub" pojawiają się w zdaniu wielokrotnie to, za wyjątkiem pierwszego, dajemy przed nimi przecinki.

Offline

#68 12-01-2018 o 23h22

Straż Cienia
Zuz741
Rekrut
Zuz741
...
Wiadomości: 38

Twoje opowiadanie jest genialne.

Przeczytałam całość w ciągu dwóch wieczorów, cały czas obawiając się, że przestałaś pisać. Bo w końcu niedokończona historia to najgorsza historia! No i powinnam się teraz uczyć(...), ale nie jestem w stanie - tak bardzo wciągnęłam się w losy bohaterów.

Poza tym należą Ci się gromkie brawa;
ja też nie lubię narracji pierwszoosobowej,
nie lubię wprowadzania własnych postaci do głównej historii,
nie lubię odbiegania od scenariusza,
twórczość fanów często mnie tak wnerwia, że nie mogę,
jestem bardzo wyczulona na wszelkiego rodzaju błędy i przyznam się, że przy pierwszych rozdziałach wypisywałam sobie te Twoje na kartce, ale tak się wciągnęłam w opowiadanie, że przestałam. Bo po co być aż tak uszczypliwym? Fabuła jest ciekawa, niektórymi zdaniami się zachwycam - bardzo umiejętnie dobierasz słowa, czasami można by Cię nawet cytować. Co prawda zdarza Ci się zjadać przecinki, ale tego się nie zauważa, bo całość czyta się bardzo przyjemnie; następnym razem wskażę Ci ewentualne braki.

Dziwię się jedynie, że tak mało osób komentuje Twoją historię! Od dziś masz nową wierną fankę, haha.

To teraz nawiązania do fabuły:
> kocham Ezarela, kocham sposób, w jaki opisałaś jego charakter
> sprawiłaś, że zaintrygował mnie Leiftan, a w grze mnie cholernie nudzi
> za Chromem nie przepadam, tak samo jak i za asystentem Valkyona, urzekł mnie natomiast syn królowej
> podoba mi się, jak opisujesz codzienność w KG, te wszystkie drobne rzeczy, które składają się na obraz Straży (chciałam trafić do Absyntu, więc utożsamiam się z Elle, haha)
> ogólnie super wykreowałaś postacie Nevry i Valkyona, to przedstawienie jest dla mnie wprost idealne (trochę Valk się zepsuł, jak zrobił się miły, ale i tak dobrze)
> nasza bohaterka MYŚLI i za to wielkie dzięki! Uczy się, walczy, stara. Też wnerwiają mnie jej niektóre zachowania, jak na przykład ta ckliwość, ale cóż, ludzie są różni
> imprezy w Eel, yeah
> o, a co do imprez, to jakoś dziwne dla mnie było zapomnięcie o włamaniu zamaskowanego - w sensie chłopcy czepiali się samego zgromadzenia, o ataku Ashkore'a nic nie wspominali
> tak samo jakoś te petraktacje zostały potraktowane po macoszemu, ale może więcej się dowiemy z kolejnych rozdziałów!

Życzę dużo weny i czekam na następną część❤️

PS Naprawdę zaintrygował mnie Leif, bo normalnie to dla mnie ciepłe kluchy (jestem na 15. odc, znam spoilery, spokojnie:)), więc ogromnie chciałabym, żeby pojawiał się częściej.

O, Boże, wiem, co jeszcze mnie irytowało.
To, że dosłownie każdy chłopak jest w jakimś stopniu zainteresowany Elle.
Ja rozumiem, dziewczyna musi być ładna, ale aż tak? Dobra, uciekam, bo dosyć długi mi wyszedł ten komentarz!

Ostatnio zmieniony przez Zuz741 (12-01-2018 o 23h24)


https://media.giphy.com/media/cwHl87hujyFtS/giphy.gif

Offline

#69 14-01-2018 o 17h23

Straż Absyntu
Amrena
Rekrut
Amrena
...
Wiadomości: 63

@Methrylis – rozdział wcale nie był krótki, więc nie marudź /static/img/forum/smilies/tongue.png Nie wiem dlaczego się tak przyczepiłaś biednego Siraaja i zakładasz, że coś jest z nim totalnie nie tak. Może gość po prostu jest miły? /static/img/forum/smilies/big_smile.png Mam nadzieję, że za milion rozdziałów wszystko się mniej więcej wyjaśni, choć nic nie obiecuję /static/img/forum/smilies/wink.png

@Lilith_ - dziękuję za komentarz /static/img/forum/smilies/wink.png Czerń i gorycz… Taaaak. Ostatnio nawet sama zauważyłam, że początkowe rozdziały tego opowiadania były bardziej przyjazne i lżejsze. Ale skoro historia idzie dalej to i atmosfera nieco się zmienia /static/img/forum/smilies/smile.png Mam nadzieję, że dalsza część Cię nie zawiedzie.

@Le0kadia – dziękuję za uwagę z przecinkami. Faktycznie czasami je zjadam. A czasami zwracam te już zjedzone w niewłaściwe miejsca…
Taaak… Elle jest dosyć emocjonalna, choć na jej obronę muszę powiedzieć, że od kiedy zaczęłam pisać to nieco ewoluowała i jest już mniejszą ciamajdą. A przynajmniej mam takie wrażenie /static/img/forum/smilies/smile.png Może jeszcze kiedyś się do niej przekonasz. Albo całkiem ją znienawidzisz /static/img/forum/smilies/big_smile.png

@ Zuz741 – wow. Dziękuję za tak długi komentarz /static/img/forum/smilies/smile.png Miło mi, że zyskałam osobę, która będzie śledziła opowiadanie /static/img/forum/smilies/smile.png Jestem z siebie dumna – jesteś kolejną osobą, która nienawidzi narracji pierwszoosobowej, a mimo to tu zagląda.
Odnośnie uwag do fabuły… Niestety, to mankamenty narracji pierwszoosobowej. Wiele rzeczy zostaje niedopowiedzianych, bo bohaterka nie uczestniczy we wszystkich wydarzeniach. Pewne kwestie być może wyjaśnią się później. Ale na to przyjdzie jeszcze czas /static/img/forum/smilies/smile.png Odnośnie tego, że każdy chłopak jest zainteresowany Elle… Nieeee… Nie każdy. A nawet nie większość /static/img/forum/smilies/smile.png I to już z pewnością nie jest kwestia jej urody /static/img/forum/smilies/big_smile.png
I bardzo się cieszę, że podoba Ci się kreacja charakteru postaci. Zastanawiam się czy uda mi się tego nie zepsuć /static/img/forum/smilies/wink.png

Oddaję kolejny rozdział /static/img/forum/smilies/smile.png

20. Wypalić rany

       Miarowe kołysanie łodzi jest dla mnie prawdziwym ukojeniem. Zwinięta w kłębek przy jednej z burt, pozwalam aby moje ciało poruszało się w rytmie nadawanym przez fale. Nie mam ochoty w to ingerować, mimo tego, że z każdą chwilą temperatura powietrza spada, a nieprzyjemny chłód zaczyna przenikać moje ciało. Uczucie zimna przypomina mi, że wciąż żyję. Sprowadza mnie do rzeczywistości i sprawia, że powracają słowa królowej.
       Zostaniesz zdradzona, moje drogie dziecko i będziesz przez to cierpiała do granic możliwości.
       Zaciskam powieki, kręcąc głową i próbując pozbyć się niechcianych słów, jednak one nie mają zamiaru odejść. Zagnieździły się w moim mózgu na dobre, sprawiając, że nie mam pojęcia komu właściwie mogę zaufać. Czuję na sobie spojrzenia Siraaja i Chroma. Niewiele z nimi rozmawiam. Staram się odciąć od nich, tak bardzo jak jest to możliwe. Potrzebuję chwili samotności, nawet jeżeli będzie to oznaczało, że uznają mnie za niezrównoważoną.
       Wyprawa do Bayan’g Lan i Gwalijaru, wszystko co wydarzyło się podczas tej podróży, to czego się dowiedziałam… Nie potrafię poukładać tego w jedną logiczną całość. Śmierć, przepowiednie, zatroskany Siraaj, potwierdzenie sojuszu… Te zdarzenia wydają się być tak bardzo nierealne i jednocześnie wiem, że naprawdę miały miejsce. Może gdybym nie zgodziła się na tę misję, gdybym została w Kwaterze Głównej? Warzyłabym eliksiry w przesiąkniętym zapachem ziół laboratorium Ezarela. Nikogo bym nie zabiła. Nikt nie wymagałby ode mnie poświęceń.
       Nie dowiedziałabym się, że odnajdę drogę do domu.
       Wzdycham. Mogę czuć się podle, ale informacja o tym, że uda mi się powrócić do rodziny na nowo rozpaliła we mnie nadzieję, która powili gasła. Jednak nie jestem pewna ile jestem w stanie poświęcić, żeby zrealizować moje plany. Co jeżeli okaże się, że będę zmuszona pozbawić kogoś życia? Nie zdobędę się na to kolejny raz. Nie zniosę kolejnego widoku pustych oczu, które będą prześladować mnie po zamknięciu powiek. Nie chcę być takim człowiekiem.
       - Elle, nie jest ci zimno? – Zaskoczona patrzę na Siraaja. Nawet nie zauważyłam, kiedy do mnie podszedł. – Wziąłem z Kwatery Głównej, zanim wypłynęliśmy… - Wyciąga w moją stronę jasną pelerynę. – Spodziewałem się tego, że kiedy wrócimy może być chłodnej. Proszę, załóż to. Nie chcę, żebyś się przeziębiła.
       Bez słowa chwytam miękki materiał i nakrywam nim swoje ramiona, zapinając pod szyją złotą klamrę. Chłodny wiatr staje się nieco mniej przenikliwy.
       - Chciałem… - Siraaj odwraca wzrok. – Chciałem się zapytać czy wszystko jest ok?
        Marszczę brwi. Nie chcę mówić, że nic się nie stało i czuję się jak mały, radosny skowronek. Zbyt bardzo szanuję zastępcę Valkyona i nie mam ochoty go okłamywać. Jednak wiem, że powiedzenie mu prawdy może nie być najlepszą decyzją. Nie jestem na to gotowa. Obawiam się, że długo nie będę gotowa.
       Przygryzam wargę.
       Co ja mam mu powiedzieć?
       - Przepraszam cię, Elle – mówi nagle jasnowłosy, przyklękając obok mnie. – Przepraszam. – Chce mnie dotknąć jednak w ostatniej chwili cofa dłoń. – Powinienem zabrać cię ze sobą do Bayan’g Lan, mieć na ciebie oko. To jest jedyna rzecz, o którą prosił mnie Ezarel. Żebym się tobą zaopiekował. Nawet tego nie potrafię dobrze zrobić. – Zaciska pięści. – Gdybyś zginęła, Elle… - Kręci głową ze zrezygnowaniem.
       - Ale nie zginęłam – rzucam beztrosko. 
       Słowa same wyrywają się z mojego gardła. Jestem nimi równie zaskoczona jak moi towarzysze, ponieważ są całkowitym przeciwieństwem tego, co czuję.
       - Elle…
       - Proszę, nie kontynuujmy tego tematu – ucinam. – Nie chcę o tym rozmawiać. Nie teraz.
       Siraaj otwiera usta, jednak przerywa mu głośny krzyk Chroma:
       - Widzę mury Kwatery Głównej! WRACAMY DO DOMU! – Nastolatek podskakuje radośnie.
       Podnoszę się z pokładu. W milczeniu wpatrujemy się w zbliżający się brzeg, kiedy wiatr zacina w nasze twarze, a w powietrzu zaczynają wirować grube płatki śniegu. Policzki szczypią mnie od mrozu, a palce u dłoni są przeraźliwie skostniały z zimna. Oplatam się ramionami, starając się choć trochę rozgrzać, jednak to nie skutkuje. Wciąż czuję się jak lodowata bryła, którą pozbawiono całego ciepła.
       Tylko wy wracacie do domu, dzieciaku. Mojego nie można dostrzec z miejsca, w którym się znajduję.
        Jest zbyt daleko.

                                                                           ***

       Siraaj wyskakuje z łodzi i kilkoma zręcznymi ruchami przywiązuje cumę. Dopiero kiedy ma pewność, że nasz środek transportu jest właściwie zabezpieczony, podaje mi dłoń i pomaga wydostać się na drewniany pomost. Z ulgą witam pod stopami stały ląd, mimo tego, że jest naprawdę zimno. W Gwalijarze miałam wrażenie, że rozpłynę się z gorąca, tu natomiast modlę się, aby nie zamarznąć.
       Moje ciało zaczyna drżeć, starając się nieco rozgrzać.
       - Siraaj.
       Obracamy się jak na komendę, kiedy słyszymy stanowczy, poważny głos. Stoimy twarzą w twarz z Valkyonem opatulonym ciemnobrązowym, wełnianym płaszczem. Ukryty pod fałdami grubego materiału, dowódca Obsydianu przypomina ogromny, oddychający i mówiący głaz, niewrażliwy na żadne czynniki atmosferyczne.
       - Valkyon. – Siraaj ledwo zauważalnie kiwa głową i wyciąga z torby zapieczętowany pergamin. – Zgodnie z moimi meldunkami, pertraktacje zakończone z sukcesem. – Jego usta wykrzywiają się w lekkim uśmiechu.
       - Nie wątpiłem ani przez moment. Wiedziałem, że nie zawiedziesz. – Valkyon odwzajemnia gest podwładnego. – Elle. Chrome. Dobrze was widzieć w komplecie.
       Osiłek wypowiada ostatnie zdanie w taki sposób, że nie mogę mieć żadnych wątpliwości co do tego, że informacja o ataku na Gwalijar dotarła do Kwatery Głównej. Speszona odwracam wzrok.
        - Czy ty jesteś normalna? Przecież jest zimno, słodziaku. Gdzie masz jakieś porządne ubranie?
       Ten znajomy głos witam z radością. Nevra zmierza w naszą stronę sprężystym krokiem. Ściąga z szyi szal i rzuca go w moją stronę. Bez chwili namysłu chwytam materiał.
       - Załóż to, zanim się przeziębisz, słodziaku. – Wampir posyła mi przyjazny uśmiech. – A ty… - Wskazuje oskarżycielsko palcem na Chroma. – Dlaczego nie zabrałeś…
       - Weź przestań – jęczy nastolatek, wywracając oczami. – Mamo. – Wyszczerza zęby w złośliwym uśmiechu.
       - Zbliżasz się do granicy, Chrome. – Nevra chwyta głowę nastolatka pod ramię i czochra jego włosy, nie zważając na pełen niezadowolenia krzyk chłopaka.
       Ta dwójka z całą pewnością jest naprawdę blisko. Ich relacja ani trochę nie przypomina tego, co powinno być pomiędzy dowódcą a podwładnym. Wyglądają jak rodzina. Jak bracia. Mimo tego, że nimi nie są.
       Spoglądam tęsknym wzrokiem w stronę Kwatery Głównej. Marzę o tym, żeby wrócić do mojego pokoju, wcisnąć twarz w poduszkę i nie ruszać się, dopóki ktoś nie poinformuje mnie, że wie jak odesłać mnie do domu.
       - Miiko i Ykhar czekają na was w Sali Kryształu. Chcą żebyście natychmiast złożyli raport – oznajmia Valkyon, kiedy powoli ruszamy w stronę zabudowań.
       Mogę zapomnieć o odpoczynku. Do oczy napływają mi łzy na samą myśl o tym, że za kilkanaście minut stanę przed Miiko i po raz kolejny będę musiała przebrnąć przez całą tę historię. Od początku do samego końca.
        - Nie wystarczę ja? Wolałbym, żeby Elle i Chrome mogli trochę odpocząć. To była ciężka misja – odzywa się Siraaj.
       Jestem mu naprawdę wdzięczna, zwłaszcza, że dostrzegam jak zerka na mnie kątem oka. Musi wiedzieć, że nie czuję się najlepiej i chcę zostać sama.
       - Miiko chciała spotkać się z wami wszystkimi – stwierdza stanowczo Valkyon. – Z całą trójką. To co czytaliśmy w waszych raportach…
        - Nie jest czymś, co nie mogłoby poczekać do jutra. Albo i dłużej – wtrąca chłodnym tonem Nevra.
        - Nevra, słyszałeś co mówiła Miiko.
        - I dlatego biorę na siebie całą odpowiedzialność za to, że Chrome teraz wróci do pokoju i w końcu się porządnie wyśpi – ucina krótko wampir, kiedy wspinamy się po kamiennych stopniach. – Odesłanie Elle też biorę na siebie.
        Wymieniamy z Chromem spojrzenia. Po raz pierwszy słyszę spór pomiędzy dowódcami straży. Do tej pory wydawali się być stuprocentowo zgodni w podejmowanych decyzjach, a teraz wyraźnie czuć lekkie napięcie pomiędzy nimi. Zastanawiam się czy chodzi jedynie o nas, czy może wydarzyło się coś o czym nie mam pojęcia.
        Nevra kiwa głową w kierunku strażników pilnujących głównego wejścia do osady, którzy bez zbędnych pytań przepuszczają nas dalej. Nikt się nie odzywa, aż do chwili, kiedy przekraczamy progi Kwatery Głównej i zatrzymujemy się w holu.
       - Ty będziesz się tłumaczył, Nevra – warczy Valkyon. – Siraaj, chodź. – Kiwa głową na swojego podwładnego. – Miiko na nas czeka.
       Członkowie Straży Obsydianu odchodzą w milczeniu w kierunku Sali Kryształu, odprowadzani przez słabe echo kroków, odbijające się od ścian pustych korytarzy.
       - Zjeżdżajcie stąd. Zanim zmienię zdanie – zwraca się do nas Nevra.
       - Nie będziesz miał przez to problemów? – Chrome spogląda na niego niespokojnie.
       - Wychodziłem z gorszych opresji. – Wampir wyszczerza zęby w uśmiechu i przeczesuje swoje czarne włosy dłonią. – Teraz też sobie poradzę.
       Nastolatek nie potrzebuje nic więcej. Rusza prosto do swojego pokoju.
       - Dziękuję, Nevra – szepczę, kiedy Chrome znika w głębi korytarza.
       - Nie ma za co, cukierasku. Ale wiedz, że Miiko tak łatwo nie odpuści. Jeżeli nie dziś, to dorwie was jutro. Zbyt wiele się wydarzyło i zbyt wiele widzieliście, żeby tak po prostu odpuściła. Chcesz tego czy nie, będziesz musiała wrócić do tego wszystkiego jeszcze raz – wyjaśnia poważnym głosem. – Ułóż sobie to wszystko, cukierasku. A kiedy będziesz gotowa, przyjdź. – Posyła mi pokrzepiający uśmiech.
       Nerwowo przygryzam wargę.     
       A co jeżeli nigdy nie będę gotowa?

                                                                       *** 
       
       Uporczywe stukanie do drzwi nie ustaje. Naciągam poduszkę na głowę, jednak irytujący dźwięk wwierca się prosto w mój mózg, nie pozwalając na choćby chwilę odpoczynku. Draflayel przyłącza się do hałasowania i wydaje ze swojego gardła zbolały skrzek. Najwyraźniej też ma dość tej upierdliwej istoty, która znajduje się po drugiej stronie drzwi i nie odpuszcza nawet na chwilę.
       To na pewno Ezarel. Od kilku dni usiłuje wyciągnąć mnie z pokoju, żeby zawlec do Miiko, jednak nie reaguję na jego wołanie. Nie mam ochoty na rozmowę z żadnym z członków Straży Eel i za żadne skarby świata nie zamierzam odpuszczać. Jest mi dobrze z Draflayelem w moim małym azylu. Nikt mnie tu nie niepokoi, a dzięki Chromowi, który potajemnie przemyca dla mnie posiłki z kuchni, nie umarłam jeszcze z głodu. Mam zamiar spędzić w tym miejscu resztę życia, niezależnie od tego, jak długo to życie będzie jeszcze trwało.
       Jęczę zrezygnowana, kiedy uderzanie staje się coraz bardziej natrętne. Zrywam się z łóżka na równe nogi i energicznym krokiem podchodzę do drzwi.
       - Przecież mówiłam ci, że nie mam zamiaru się stąd ruszać, Ezarel! – wrzeszczę, waląc otwartą dłonią w drewno. – Idź sobie stąd! Chyba, że wiesz jak odesłać mnie do domu!
        Od kiedy wróciłam do Kwatery Głównej nie opuściłam pokoju nawet na chwilę. Początkowo dużo czasu spędziłam w łóżku płacząc i użalając się nad sobą. Później miejsce smutku zajął ogromny żal i ból, który, mogłabym przysiąc, był prawdziwy. Bolała mnie każda, najmniejsza część mojego ciała. A gdy to minęło, pojawiła się ogromna pustka, która powoli wypełniła się czystą złością.
        Jestem wściekła. Wściekła na Ezarela, który nachalnie dobija się do drzwi. Wściekła na Miiko za to, że jeszcze nie znalazła sposobu na odesłanie mnie do domu. Wściekła na Siraaja za to, że zabrał mnie na tę durną misję i na Chroma, bo zostawił mnie samą w Gwalijarze. W końcu jestem wściekła na siebie, bo zaczyna docierać do mnie jak bardzo słaba jestem i że w tym świecie odgrywam rolę bezbronnego, zagubionego dzieciaka, który po omacku błądzi we mgle, starając się odnaleźć w całkowicie obcym miejscu.
       W miejscu, w którym na każdym kroku czai się śmierć. 
        - Przestań w końcu walić w te cholerne drzwi! – krzyczę.
        - Przestanę, kiedy w końcu je otworzysz, Estelle – odpowiada mi spokojny ton.
        Zamieram. To nie Ezarel. Doskonale znam ten przyjemny dla ucha, łagodny głos. Nie można go pomylić z żadnym innym.
        - Leiftan…? – wyduszam przez zaciśnięte gardło.
        - Porozmawiasz ze mną, Estelle? Nie proszę cię o to, żebyś wychodziła. Proszę tylko, żebyś mnie wpuściła.
        Moje serce przyspiesza. Nie spodziewałam się tego, że zjawi się tutaj akurat on. Jest ostatnią istotą, którą podejrzewałabym o zainteresowanie moją osobą. Pewnie przyszedł na prośbę Miiko, ale… Ale przecież to Leiftan. TEN Leiftan. Uosobienie spokoju i łagodności. Chodzący ideał.
       Bezmyślnie przekręcam klucz w zamku, jednak nie naciskam na klamkę. Odsuwam się od drzwi i siadam na brzegu łóżka. Nie muszę długo czekać. Po chwili słyszę ciche kliknięcie i trzaśnięcie drzwi o futrynę.
      W pokoju zapada cisza. Draflayel przysiada na moim ramieniu, podejrzliwie przyglądając się gościowi. Mimo naszych kłopotów ze współpracą, smok najwyraźniej ufa mi bardziej niż blondynowi.
       - Jak się czujesz, Estelle? Wszyscy się o ciebie martwimy. – Leiftan robi kilka kroków w moją stronę, jednak zatrzymuje się w bezpiecznej odległości.
        - Jakoś daję radę – mówię cicho, zaciskając dłonie na pościeli.
        - Dawno nie wychodziłaś z pokoju… - Chłopak rozgląda się po pomieszczeniu, które nie było sprzątane już od jakiegoś czasu.
        - Już mówiłam Ezarelowi, że wyjdę, kiedy będę miała na to ochotę – warczę.
        - Tylko kiedy to nastąpi? – Blondyn posyła mi pełne troski spojrzenie. – Co się z tobą dzieje, Estelle? Dlaczego nie chcesz naszej pomocy? Dlaczego nie chcesz pomocy ode mnie?
       Czuję, że mur, który wokół siebie budowałam, powoli zaczyna się kruszyć i rozpadać na drobne części. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje. Podejrzewam, że to jedna z umiejętności Leiftana. Jego dobro i łagodność, zaufanie, którym wszyscy go darzą… To nie jest normalne. Z całą pewnością to sprawka magii, która się w nim znajduje.
       - Nie radzę sobie – oznajmiam drżącym głosem, mimo tego, że wcale nie chcę tego mówić.
       - Nie radzisz sobie?
       Przełykam głośno ślinę i biorę oddech.
      - Nie radzę sobie po tym, co spotkało nas w Gwalijjarze – wypalam na jednym tchu, starając się nie patrzeć na Leiftana.
       - Z czym dokładnie nie potrafisz sobie poradzić, Estelle? – pyta łagodnie.
       - Z czym?! Z tym co zrobiłam! – Zrywam się z miejsca i szybkim krokiem podchodzę do okna. Draflayel syczy wściekle. Odlatuje i przysiada na szafie. – Z tym, kim się stałam! – Wlepiam wzrok w wirujące w powietrzu płatki śniegu.
       - A kim się stałaś?
       - Potworem – szepczę drżącym głosem. – Stałam się potworem. – Obejmuję się ramionami, chcąc odgrodzić się od reszty świata.
       - Dlaczego tak sądzisz? Nie wydaje ci się, że jesteś dla siebie zbyt ostra?
       - Zabiłam żywą istotę, Leiftan. – Obracam się i posyłam chłopakowi pełne niedowierzania spojrzenie. – Mam sobie pogratulować? Być z siebie dumna?
       - Elle…
       Blondyn podchodzi bliżej i delikatnie chwyta mnie za brodę, zmuszając bym spojrzała prosto w jego przeraźliwie zielone oczy. Gdyby nie okoliczności i to jak bardzo czuję się rozbita, pewnie byłabym wniebowzięta, jednak teraz jedyne co czuję to obrzydzenie na samą myśl o tym, że ktokolwiek mógłby chcieć mnie dotykać.
       - W tym świecie nic nie jest proste. Ani to co się wydarzyło, ani to co dzieje się aktualnie. Jednak jeżeli sobie nie odpuścisz, jeżeli nie pozwolisz sobie samej żyć dalej, to ten świat cię zniszczy, Estelle. Tu nie ma litości dla istot, które mają dobre, miękkie serca. Nikt nie zawaha się nawet przez moment, żeby cię zabić, jeżeli tylko uzna, że stwarzasz konkurencję albo posiadasz coś cennego, rozumiesz? Dlatego uważam, że powinnaś sobie wybaczyć. Nie ze względu na to, co zrobiłaś, ale dlaczego to zrobiłaś. Nie chodziło ci o pieniądze ani o władzę. Nie zrobiłaś też tego, ponieważ lubisz zabijać. Ty ratowałaś siebie – mówi stanowczym, choć łagodnym głosem. – Nie miałaś wyboru. Gdybyś nie zabiła tej istoty, to niechybnie ona zabiłaby ciebie.
        Wpatruję się jak zahipnotyzowana w oczy Leiftana. Jego przyjemny głos odbija się echem w mojej głowie. Bardzo bym chciała podchodzić do tego tak jak on, jednak coś mi na to nie pozwala.
       - Śmierć nie lubi, kiedy się ją oszukuje, Elle.
       - Słucham? – Mrugam szybko.
       To zdanie zabrzmiało tak złowróżbnie… Na moim ciele pojawia się gęsia skórka i oblewa mnie fala zimna. Coś złego wisi w powietrzu. Coś w tonie wyjątkowo poważnego Leiftana naprawdę mnie niepokoi.
       - To równowaga. Śmierć za śmierć, Estelle. Stawka zawsze jest taka sama. Jeżeli ty nie umierasz, musi umrzeć ktoś inny. 

                                                                    ***

       Biorę głęboki oddech zanim decyduję się nacisnąć klamkę i pchnąć drzwi. Niepewnym krokiem wchodzę do laboratorium. Rozglądam się po pomieszczeniu, jednak nikogo nie dostrzegam. W ciszy podchodzę do blatu, przy którym zawsze pracuję i spoglądam na stertę papierów, zapisanych poleceniami Ezarela. Najwidoczniej moja nieobecność nie przeszkadzała elfowi w delegowaniu na mnie zadań. Pewnie wyśmienicie się przy tym bawił, wiedząc, że któregoś dnia postanowię wrócić do świata żywych.
       Rozmowa z Leiftanem naprawdę mi pomogła. Nie sprawiła, że wybaczyłam sobie to, co zrobiłam, jednak przyniosła ukojenie, którego tak bardzo potrzebowałam. Pozwoliła bym choć na chwilę uspokoiła wyrzuty sumienia, na tyle, by w każdym śnie nie nawiedzał mnie obraz pustych, martwych oczu.
       Powoli wracam do normalności, mając świadomość braku wyboru w czasie walki w Gwalijarze.
       Powoli zaczynam sobie wybaczać.
       Chwytam jedną z pustych kolb i stawiam ją przed sobą, chcąc przelać do niej jasnozielony płyn, kiedy do pomieszczenia ktoś wchodzi. Zamieram na moment, widząc znajomą sylwetkę i niebieskie włosy.
       Ezarel bez słowa zajmuje miejsce przy blacie obok. Zerka na mnie kątem oka, jednak nic nie mówi. Bez słowa bierze się do pracy. Po chwili idę w jego ślady, starając się opanować drżenie rąk.
        - Podaj mi eskimo, bekso – odzywa się nagle dowódca Absyntu.
       Posłusznie podsuwam mu pod nos składnik i oboje powracamy do swoich zajęć. Pracujemy w całkowitej ciszy, za którą jestem ogromnie wdzięczna. Nie potrzebuję kolejnych pytań, kazań czy wyrazów współczucia. To wszystko jest całkowicie zbędne. Wiem, że muszę wrócić do normalności. A skupiony, pracujący elf jest jednym ze stałych elementów codziennego życia Kwatery Głównej. Azymutem, który, mam nadzieję, zawsze pozostanie niezmienny.
       Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale jego towarzystwo jest dla mnie prawdziwym ukojeniem.
      - Nie mam zbyt wielu rzeczy, z których jestem dumny – rzuca nagle Ezarel, wciąż zajęty warzeniem eliksiru.
       Naprawdę? Musiałeś popsuć tę cudowną ciszę?
      - Daruj sobie – jęczę. – Naprawdę chcesz mi dać wykład? Nie możemy po prostu pomilczeć?
      - Nie. – Kręci głową, nie podnosząc wzroku znad fiolki. – Chcę ci tylko coś powiedzieć. I może jeszcze jestem w stanie cię zaskoczyć. – Uśmiecha się lekko, spoglądając na mnie. – Jestem dumny z tego, że dowodzę Strażą Absyntu i że opiekuję się moimi podwładnymi. Może czasami jestem dla nich ostry, ale nigdy nie pozwoliłem nikogo skrzywdzić. Jestem dumny z tego, że Straż Eel jest moją rodziną…
        Patrzę w milczeniu na chłopaka, zastanawiając się dokąd zmierza ta rozmowa. Nie jestem przyzwyczajona do takiej wylewności ze strony elfa i słowa, które padają właśnie z jego ust sprawiają, że czuję się nieswojo.
        - Co chcesz powiedzieć, Ezarel? – wzdycham zniecierpliwiona, odkładając szklane naczynie i opierając ręce na biodrach. – Naprawdę nie mam czasu i ochoty na…
        - Ja… Po prostu chcę ci pogratulować – oznajmia, odwracając z zawstydzeniem wzrok.
        - Słucham? – parskam rozbawiona.
        Nie wierzę w to co słyszę! Wielki Ezarel, Najjaśniejszy Dowódca Straży Absyntu, Dupek nad Dupkami chce pogratulować! Przecież to się kupy nie trzyma. To musi być kolejny żart.
         - Jesteś niereformowalna – stwierdza poirytowany. – Właśnie staram się powiedzieć, że jestem dumny z tego jak sobie poradziłaś w Gwalijarze, bekso. I przeprosić, że nie przewidziałem tego, co może się tam wydarzyć. Ale mi tego nie ułatwiasz. – Posyła mi wściekłe spojrzenie.
        Zamieram. Nie spodziewałam się tego, że usłyszę z tych sarkastycznych ust choćby jedno miło słowo. Jestem tak zaskoczona, że nie wiem co powiedzieć. Stoję z półotwartymi ustami i wpatruję się zszokowana w mojego dowódcę.
       - Na Wyrocznię, jeżeli będziesz stała z takim głupim wyrazem twarzy, cofnę wszystko co powiedziałem – warczy rozgniewany.
       - Ja… - W panice staram się sklecić w miarę sensowne zdanie. – Ja… Dziękuję – wyduszam zszokowana.
       Patrzymy na siebie przez chwilę. Czuję się lekko zawstydzona, że do tej pory dostrzegałam w Ezarelu tylko sarkazm i zbytnią pewność siebie. Mimo tego, że podziwiam jego ambicję i naprawdę wspaniały umysł, zawsze koncentrowałam uwagę na głupich uszczypliwościach i setkach nieprzyjemnych słów, którymi mnie obdarowywał. Nawet nie próbowałam zauważyć tego, jak bardzo troszczy się o wszystkich wokół.
       - Widzisz, bekso. Nawet ja mam jakieś ludzkie odruchy – rzuca z przekąsem chłopak.
       - Wiem. I to mnie właśnie rozczarowało – odpowiadam natychmiast, uśmiechając się lekko.
       - Nie myśl, że to koniec – parska rozbawiony. – Nie ominie cię rozmowa z Miiko i złożenie raportu. Nevra już ci nie pomoże. – Elf wraca do przygotowywania napoju. – A jeżeli jeszcze raz każesz mi spadać i nie będziesz chciała otworzyć drzwi pokoju, to gwarantuję ci, że po prostu je wymontuję, bekso. Kiedy ich nie będzie, nie będziesz mogła ich nie otworzyć – rzuca jakby od niechcenia.
       Coś w jego tonie każe mi wierzyć w to, że nie blefuje.
       - A teraz, z łaski swojej, bierz się do pracy. Masz dużo zaległości.

Ostatnio zmieniony przez Amrena (14-01-2018 o 17h24)

Offline

#70 14-01-2018 o 17h49

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


O kurde, tak jak obiecałaś, tak jest — rozdział faktycznie długi! /static/img/forum/smilies/yikes.png Cudnie, trochę przy tym tekście posiedzę ^^
A nie wiem, czemu przyczepiłam się Siraaja. Zresztą przecież wiem, że go lubię /static/img/forum/smilies/big_smile.png Tylko mu nie ufam. Jedno naprawdę nie wyklucza drugiego /static/img/forum/smilies/big_smile.png I nie dziwię się bohaterce, że ma totalny mentlik w głowie. Kto by nie miał, skoro w tak krótkim czasie wydarzyło się tak wiele?
Ej, no właśnie. Jako wielbicielka dupka-elfa jestem ciekawa, jak Ez zareaguje widząc zdruzgotaną Elle, skoro kazał Siraajowi się nią opiekować…
„a palce u dłoni są przeraźliwie skostniały z zimna” — literówka u ciebie to rzadkość, więc jestem zaszczycona, że znalazłam choć jedną /static/img/forum/smilies/big_smile.png „skostniałe”. Albo „przeraźliwie skostniały od zimna”.
Aw kochany Nevra i ten jego szal :3
„Do oczy napływają” — ‘oczu’
AWWW KOCHANY NEVRA! Gupi Valkyon. Feee!
To ciekawe. Właśnie znalazłam ciekawe podobieństwo między naszymi opowiadaniami. Jak ci wyślę odcinek do sprawdzenia, to zapewne sama je zauważysz.
Ohoho, Elle widocznie złapała niezłego doła, skoro od kilku dni nie wychodzi z pokoju…
Leiftan. Hm, no tak. Chociaż mimo wszystko zdecydowanie zgadzam się z tym, co powiedział. Elle zabiła, bo musiała, a nie bo chciała i to ją odróżnia od potwora, za którego się uważa.
Jezu. Jak ja kocham tego idiotę.
No po prostu go kocham.
I kocham ten rozdział. RAAAANY, JAK JA UWIELBIAM TO OPOWIADANIE, ale to doskonale wiesz, bo pisałam ci o tym milion razy. Chciałabym też tak lekko pisać, ale to też wiesz, bo pisałam ci o tym milion razy. A rozdział długi czy nie — przeczytałam go błyskawicznie, bo masz rację — świetnie się to czytało! I powiem ci, że bardzo się cieszę, iż Elle wróciła do Kwatery. Tęskniłam za tamtejszymi bohaterami no i jestem ciekawa, co będzie dalej. Nie mam tu na myśli nieuniknionej rozmowy z Miiko, tylko tak ogólnie fabułę.
No nic, tyle ode mnie. Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział i pozdrawiam! ^^

Offline

#71 14-01-2018 o 18h50

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

Elle vs Leifan - naprawdę nie rozumiem tej dziewczyny. Ok, pan "jestem taki ładny, łagodny i cacany" miał rację z tym, że nie miała wyboru i takie-tam, ale ten kawałek z cyklu "ten świat jest pokręconą, krwawą rzeźnią, gdzie nie raz ktoś będzie chciał ci urwać łeb, więc zabijaj albo giń".... Y... Po tym za CH**A PANA nie wyszłabym z pokoju. Zabiłabym drzwi i okno dechami i siedziała tam, gdzie jest bezpiecznie, licząc, że Chrome nie zapomni mnie karmić. Inna rzecz, że wyglądające naturalnie z mojej strony reakcje wyglądałyby tak, że Ez nie dostałby podziękowań za to całe "jestem dumny", tylko miałby wylane na łeb wiadro pomyj. (Z czego jesteś dumny?! Z tego, że zostałam wrąbana wbrew swojej wo w bagno i co o mało nie zaszlachtowana? Brawo! Btw, dumnym można być z czegoś, do czego się samemu przyczyniło, zatem rozumiem, że miałeś udział w wysyłce mnie na rzeź i się wielce z tego radujesz...). Twoją drogą ten moment ładnie rozpisany, ciut oklepany, bo podobne były już w wielu książkach, ale ładnie ujęty. Szczególnie to elfie poirytowanie.
        Tak z uwag to uważaj na powielanie "się" w zdaniu i gdzieś-tam widziałam literóweczkę (ale tu powinnam siedzieć cicho bo u mnie ich jak mrówków)

Offline

#72 21-01-2018 o 14h48

Straż Cienia
Zuz741
Rekrut
Zuz741
...
Wiadomości: 38

Ach, tęskniłam za KG, więc przyjemnie mi się czytało ten rozdział. Ezarel uroczy, Nevra uroczy, Valkyon uroczy, ale niestety zachowanie Leiftana mnie nie zachwyciło. Tym razem bardzo przypominał tego Leiftana z gry, czyli dla mnie, jak mówiłam, ciepłe kluchy.
Nasza główna bohaterka bardzo, bardzo emocjonalnie podchodzi do wszystkiego, ale taki ma po prostu charakter, więc chyba muszę to zaakceptować.

Czekam na kolejne części!


https://media.giphy.com/media/cwHl87hujyFtS/giphy.gif

Offline

#73 03-02-2018 o 16h26

Straż Absyntu
Amrena
Rekrut
Amrena
...
Wiadomości: 63

@Meth: Na Twoją obecność zawsze można liczyć /static/img/forum/smilies/smile.png Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać na dalszy ciąg, ale życie mnie wciągnęło i nie chciało wypluć /static/img/forum/smilies/smile.png Rozdział będzie totalnie spokojny, więc mam nadzieję, że zbytnio Cię nie zawiodę.

@Le0kadia: Ja właśnie bym wylazła w końcu z pokoju… Po jakimś czasie, jakbym wszystko sobie przemyślała. Ale ludzie różnie reagują /static/img/forum/smilies/smile.png Niektórzy płaczą w kącie, inni stwierdzają, że w sumie to co im zależy i najwyższy czas się wziąć w garść. Elle jest nieco ciapą, ale stara się myśleć. Chociaż odrobinę /static/img/forum/smilies/wink.png
Za literówki przepraszam – sama staram się aż tak bardzo ich nie czepiać u innych osób, bo zdaję sobie sprawę, że zdarzają się każdemu /static/img/forum/smilies/smile.png Normalna rzecz w pisaniu, której praktycznie nie da się uniknąć.

@Zuz741: Elle jest nieco emocjonalna, to prawda. A Leiftan… Cóż. Mam nadzieję, że jego kreacja w moim wydaniu jednak Cię nie rozczaruje /static/img/forum/smilies/smile.png


Oddaję kolejny rozdział. Nieco… świątecznie spóźniony? Momentami natchniony rozmową z Meth i ze specjalną dedykacją dla niej (na pewno odnajdziesz odpowiedni fragment) /static/img/forum/smilies/smile.png


21. An’raoir

       - No i, najważniejsze, umówiłam się na randkę! Świetnie, co nie?
       Wpatruję się w rozentuzjazmowaną Alajeę pustym wzrokiem. Od samego rana syrena towarzyszy mi na każdym kroku, nie milknąc nawet na chwilę. Ze szczegółami streszcza wydarzenia, które miały miejsce podczas mojej nieobecności w Kwaterze Głównej i zdaje się całkowicie nie zauważać kompletnego braku zainteresowania tematem. W głębi duszy marzę o tym, żeby w końcu się zamknęła, jednak sympatia do niej nie pozwala mi powiedzieć tego na głos. Mimo wszystko lubię tę dziewczynę. Może to ze względu na jej niezdrowy entuzjazm i chorą radość, które tak bardzo nie pasują do tego smutnego miejsca. A może powodem jest to, że całkowicie nieświadomie, jednym słowem potrafi doprowadzić Ezarela do szału. W każdym razie, z pewnością toleruję ją w większym stopniu niż innych członków Straży Eel. A i ona wydaje się darzyć mnie sympatią.
       - A ty, Elle? Jak tam twoje sprawy z Siraajem? – Szturcha mnie w ramię, uśmiechając się wymownie.
       Przysięgam, że czuję, jak moja twarz oblewa się szkarłatnym rumieńcem.
       - Moje sprawy z Siraajem? – wykrztuszam.
       - Przecież cała Kwatera Główna huczy od plotek na wasz temat – chichocze syrena. – Ponoć od powrotu w ostatniej misji o wiele, wiele rzadziej się widujecie. Słyszałam, że to przez syna królowej Gwalijaru. Spodobał ci się, tak? – Alajea wlepia we mnie błyszczące z zaciekawienia spojrzenie.
       Nie wierzę w to co słyszę. Niezależnie od tego czy to Ziemia czy Eldayra plotki zawsze pozostają plotkami i, z tego co słyszę, mają się całkiem nieźle. Dlaczego wszystkich tak bardzo interesuje życie innych ludzi?
       - Nie. Nikt mi się nie spodobał – odpowiadam krótko.
       Faktycznie bardzo rzadko widuję Siraaja, a od powrotu z Gwalijaru nie rozmawialiśmy nawet przez moment. Nie mam ochoty na jego towarzystwo. Gdzieś w środku czuję do niego głęboki żal za to, że zostawił mnie i Chroma samych. Nie było go, kiedy był najbardziej potrzebny. I mimo tego, że mnie przeprosił, na razie nie mogłabym czuć się przy nim swobodnie.
       Bardzo tego żałuję, ale po prostu nie potrafię.
       - Więc o co chodzi? – Syrena pochyla się w moją stronę. – Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ci się nie podoba, co?
       -  Nie o to tutaj chodzi – jęczę. – Ale nie chcę o tym rozmawiać, ok?
       - Pokłóciliście się, tak?!
        - Alajea, czy ja mówię w jakimś innym, nieznanym ci dialekcie? – warczę. – Nie chcę o tym rozmawiać. Kropka.
       - Jasne, jasne… - Dziewczyna wywraca wymownie oczami. – Ale wiesz, że gdybyś tylko miała ochotę trochę ze mną poplotkować na temat tego przystojnego, przeuroczego, umięśnionego zastępcy Valkyona, to będę czekać! Nawet jeżeli zdecydujesz się na to w środku nocy, tak?
        Otwieram usta, żeby przerwać ten szaleńczy potok słów wydobywający się z ust błękitnowłosej, kiedy drzwi prowadzące do holu nagle się otwierają i uderzają z hukiem o ścianę.
       Mroźne, zimowe powietrze wpada do Kwatery Głównej, sprawiając, że przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz, a na skórze pojawia się gęsia skórka.
        Kilka płatków śniegu nieśmiało opada na podłogę.
        - TAAAAAKKK! WRÓCILI! – piszczy Alajea, podskakując w miejscu jak wariatka.
        - Błagam cię, zamknij się w końcu – tuż obok nas rozlega się ponury głos. – Naprawdę przekraczasz wszelkie dozwolone normy natężenia dźwięku. – Ezarel posyła syrenie pełne dezaprobaty spojrzenie. – Twoje piski są wybitnie upierdliwe, nawet jak na syrenę.
        - Ale przecież ONI WRÓCILI, tak?! – Alajea zdaje się całkowicie ignorować docinki elfa i wciąż odstawia taniec dzikiej radości.
        Serio. Zaczynam podziwiać tę dziewczynę. Uśmiecham się lekko, widząc wyraz bezgranicznego zrezygnowania na twarzy dowódcy Absyntu. Najwyraźniej zdaje on sobie sprawę z tego, że jego podwładna jest przypadkiem niereformowalnego entuzjazmu.
        - Przynajmniej ty się tak nie wydzierasz – wzdycha Ezarel.
        - Nie do końca wiem, o co jej chodzi – stwierdzam zgodnie z prawdą, wzruszając obojętnie ramionami.
        - Jak to nie wieeeeszzz?! – Alajea spogląda mnie szczerze oburzona. – Nadchodzą święta, Elle! A to nasze świąteczne drzewko, tak?!
        Święta? Nie sądziłam, że w tym popapranym świecie można obchodzić coś tak oczywistego jak święta… Przyznaję, że jestem naprawdę zaskoczona.
        - Nie rób takiej miny, bekso. – Ezarel uśmiecha się kpiąco. – To nie jest odpowiednik waszych ziemskich świąt. My obchodzimy święto An’raoir. Żegnamy ostatnią noc tego roku, wszystkie dawne sprawy i podróżujemy w głąb siebie. To noc, podczas której maana ma największą moc. Czas, żeby połączyć się z esencją tego świata, jego duchami i…
        - I ubrać drzewko! – piszczy Alajea. – I rozdać prezenty! I zrobić imprezę! – Podskakuje podekscytowana, całkowicie ignorując poirytowanego elfa. – NAJLEPSZY DZIEŃ W ROKU!
         Mimowolnie się uśmiecham. Ezarel wymownie wywraca oczami. Ten chory entuzjazm naprawdę kiedyś ją zgubi.
         Przyglądamy się z Alajeą jak Valkyon i Siraaj wtaszczają ogromne drzewo do holu Kwatery Głównej i powoli je stawiają. Kiedy w końcu udaje im się odpowiednio zabezpieczyć roślinę, podchodzi do niej Ezarel i uważnie przygląda się gałęziom.
       - Naprawdę przepiękny okaz! – stwierdza po dokładnych oględzinach.
       - Nie przynieślibyśmy byle czego. – Valkyon obojętnie wzrusza ramionami. – Wydawało się być najbardziej w porządku.
       - A ty, Elle? Co sądzisz? – Siraaj posyła mi szeroki uśmiech. Pierwszy od tak dawna.
       To ciężkie pytanie. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co sądzę. Drzewo jak drzewo. Wszystkie są podobne. Szczególnie te, które mają igły.
       - Całkiem ładna choinka – oznajmiam, uznając, że będzie to wystarczająca odpowiedź.
       - Choinka?! – Ezarel spogląda na mnie oburzony. – Nazwałaś TO drzewo CHOINKĄ?!
       Nie bardzo wiem, co właśnie się wydarzyło. Na wszelki wypadek robię kilka kroków w tył, nie rozumiejąc dlaczego Alajea, Siraaj i Valkyon chichoczą jak opętani.
        - Ma igły, tak? Każda choinka ma igły… - wyjaśniam niepewnie.
        - Naprawdę jesteś aż taką ignorantką, bekso?! – Elf wywraca wymownie oczami. – To Sub Arbore! Jedna z najpiękniejszych roślin Eldaryi. A TY nazwałaś je CHOINKĄ!
        Alajea wybucha głośnym śmiechem, zginając się w pół.
        Założę się, że wiedziała o fanatycznym uwielbieniu tych drzew przez Ezarela i celowo mnie nie ostrzegła…
        - Przyniosłem ozdoby! – rozlega się nagle głośny krzyk i do holu wchodzi Chrome. – O! Widzę, że udało wam się upolować ładną choinkę!
        Zapada cisza, którą po chwili wypełnia dziki chichot. Ezarel czerwienieje ze złości. Wilkołak rozgląda się dookoła, nie rozumiejąc o co chodzi.
         - Czy ja coś powiedziałem? – pyta naburmuszony nastolatek, rzucając na ziemię kartonowe pudła.

                                                                        ***

       Wieszam kolejną szklaną ozdobę na gałązce znajdującej się nieco ponad moją głową, kiedy czuję bolesne ukłucie w palcu.
        - Auć! – Odskakuję od drzewa. – Głupie igły!
        Na opuszku palca wskazującego pojawia się kropla krwi, która po chwili ląduje na kamiennej podłodze.
       Nigdy nie lubiłam przystrajania świątecznego drzewka. Powodem zawsze były igły, które sprawiały, że moje dłonie wyglądały jak po spotkaniu z wyjątkowo agresywnym kotem. Dodatkowo sama świadomość tego, że po jakimś czasie trzeba będzie ściągać wszystkie ozdoby i kilka razy dziennie sprzątać opadające igły, sprawiała, że cały entuzjazm ulatywał ze mnie jak z przedziurawionego balona.
        - Co się stało, słodziaku? – Nevra spogląda na mnie zza gałęzi. – Wszystko w porządku?
        - Tak, tak… Wbiłam igłę w palec, ale to nic takiego.  – Macham lekceważąco dłonią, grzebiąc w jednym z dużych pudeł w poszukiwaniu jakiejś ładnej bombki.
       - Na pewno?
       - Na pewno – odpowiadam lekko poirytowana.
       - A tak ogólnie, to wszystko jest w porządku? – pyta zatroskany, stając obok mnie. – Chrome opowiedział mi o wszystkim, co wydarzyło się… Sama wiesz gdzie. – Lekko speszony odwraca wzrok. – Dlatego chciałbym się upewnić, że sobie radzisz.
        Nie wierzę. Czy oni wszyscy traktują mnie jak małe dziecko? Gdybym potrzebowała pomocy z całą pewnością bym po nią przyszła. Jeżeli tego nie robię, to znaczy, że układam wszystko sama. Krok po kroku. Powoli.
        Chciałabym powiedzieć wampirowi kilka nieprzyjemnych słów, jednak szczera troska malująca się w jego oczach mnie przed tym powstrzymuje.
         - Jest dobrze – mówię chłodno.
         - Gdybyś kiedyś potrzebowała z kimś porozmawiać… Albo popracować nad twoimi koszmarami… Możesz do mnie przyjść.
        - Skąd wiesz o koszmarach? – pytam bez namysłu i tym samym potwierdzam słowa chłopaka.
        Od czasu powrotu do Kwatery Głównej naprawdę kiepsko sypiam. Często budzę się w środku nocy, zlana zimnym potem i z sercem bijącym jak oszalałe. Moje sny zazwyczaj przenoszą mnie do atakowanego Gwalijaru. Czasami tylko patrzę na płonące budynki i przerażonych ludzi. Czasami kogoś zabijam.
       A czasami to ja tracę życie.
       - Jestem dowódcą Straży Cienia. – Wampir przeczesuje włosy dłonią, uśmiechając się zawadiacko. – Sądzisz, że cokolwiek jest w stanie umknąć mojej uwadze?
       - Nevra, jeżeli włazisz w nocy do mojego pokoju, to przysięgam ci, że cię…
       - Spokojnie, słodziaku. – Wyciąga ręce w obronnym geście. – Wiem, że to twoje marzenie, ale przystopuj – wybucha śmiechem. – Nie trzeba wchodzić do twojego pokoju, żeby słyszeć jak krzyczysz przez sen. Wiesz, że to nie jest zdrowe, prawda? – nagle poważnieje. – Sny potrafią naprawdę wykończyć…
       - Dziękuję, że się o mnie martwisz, ale poradzę sobie – mruczę.
        Wcale nie jestem pewna tego czy sobie poradzę, jednak nie chcę niczyjej pomocy. Nie mam ochoty po raz kolejny patrzeć na te pełne litości spojrzenia.
       - Do niczego nie zmuszam – rzuca beztrosko chłopak, powracając do strojenia drzewa. – Gdybyś czegokolwiek potrzebowała, to wiesz gdzie mnie szukać.
       - Właściwie to… Chyba mam do ciebie pytanie… - stwierdzam po chwili zastanowienia.
        - Hm? – Nevra spogląda na mnie z zainteresowaniem.
        - Kim jest berserk?
        - Dlaczego cię to interesuje?
        - W Gwalijarze… Królowa i jej syn nazywali tak Siraaja – mruczę, odwracając wzrok. – Chciałabym wiedzieć dlaczego…
       Na twarzy dowódcy Straży Cienia przez moment pojawia się wahanie, które prawie natychmiast znika, skrzętnie ukryte. Czuję, że odpowiedź na to pytanie może mi się nie spodobać, ale muszę ją znać.
       - Nie uważasz, że powinnaś zapytać o to Siraaja? – wzdycha. – Chyba dosyć nieźle się dogadujecie i jesteście dość blisko.
       - I właśnie dlatego muszę wiedzieć – mówię stanowczo. – Jeżeli ty mi tego nie powiesz, to pójdę do Ezarela. Przyznaję, że sądziłam, że uda mi się uniknąć godzinnego wykładu na temat ras Eldaryi, ale nie będę miała wyjścia…
       Biorę głęboki oddech.
       Wiem, że wampir na pewno nie chce, żebym słuchała suchej, pozbawionej jakichkolwiek uczuć historii o berserkach. A po Ezarelu nie można spodziewać się niczego więcej.
       - No dobra – jęczy. – Ale po tym nie zadajesz już więcej pytań o Siraaja, zgoda?
       - Zgoda. – Kiwam głową.
       - Berserk, słodziaku, to wojownik – zaczyna Nevra, opierając się nonszalancko o ścianę i wpatrując się prosto w moje oczy. – Wyjątkowo silny, wytrzymały i odporny wojownik. Niezastąpiony w walce. Wzorowy przedstawiciel Straży Obsydianu. – Na twarzy wampira pojawia się lekki grymas.
      - Ale? – pytam. – Musi być jakieś, skoro nie chciałeś o tym mówić…
      - Na pewno powinnaś być w Absyncie? Twoja dociekliwość bardziej pasuje do Cienia – parska rozbawiony. – W każdym razie, masz rację. Jest mały haczyk. Krew berserka skrywa w sobie moc, która sprawia, że jest odporny, ale powoduje ona również, że w szale walki traci on nad sobą kontrolę. Staje się maszyną do zabijania. Mordercą idealnym.
       Przechodzi mnie dreszcz. Nie wyobrażam sobie tego, żeby Siraaj mógł stać się CZYMŚ TAKIM. Przecież to niemożliwe. Nie on.
      - Niektórzy z nich uczą się panować nad tym szałem, ale to długa i mozolna praca. Tym właśnie jest berserk. Bezwzględnym wojownikiem. Zadowala cię taka odpowiedź? – pyta ponuro.
      - A Siraaj? On potrafi nad tym panować?
      - Porozmawiaj z nim na ten temat – ucina dyskusję Nevra. – Szanuję go i uważam, że nie powinnaś rozmawiać o tym ze mną, słodziaku. Zgoda?
       Automatycznie kiwam głową i w milczeniu wieszam na gałęzi błyszczącą, srebrną gwiazdę, starając się ignorować badawcze spojrzenie wampira, śledzące każdy mój ruch.

                                                                  ***

       Święto An’raoir naprawdę jest czymś niezwykłym. Zazwyczaj dość ponura Kwatera Główna nagle ożyła. Wydaje się jakby wypełniała ją jakaś niezwykła, niewidzialna gołym okiem energia, która wsącza się w każdy, najmniejszy choćby kąt i przenika wszystkie żywe istoty do szpiku kości.
       Nawet ja odczuwam dziwny spokój, siedząc na wspólnej, oficjalnej kolacji razem ze wszystkimi członkami Straży Eel. Przyznaję, że jeszcze nigdy nie widziałam ich w takim wydaniu. Radosnych, otwartych i uśmiechniętych.
       Uśmiecham się i ja, jednak nie jestem szczęśliwa. To tylko pokaz, choć bardzo chciałabym, żeby było inaczej. W tej chwili, siedząc z faery przy wspólnej kolacji, słysząc ich żarty, śmiechy, widząc jak bardzo są ze sobą zżyci, tęsknota uderza we mnie ze zdwojoną siłą. Marzę o tym, żeby wrócić do domu. Żeby znowu porozmawiać z Felixem. Wypłakać się w ramię mojej mamy, kiedy mam problem. Widzieć bojowniczą postawę mojego taty, kiedy tylko usłyszy o tym, że ktoś chciał mnie skrzywdzić. Wyskoczyć do centrum handlowego na zakupy. Przejechać się na karuzeli w wesołym miasteczku. Obejrzeć w kinie najnowszy film. Nie drżeć przy każdym kolejnym kroku, obawiając się ataku. Nie budzić się w nocy z krzykiem na ustach, kiedy znowu nawiedzi mnie koszmarny sen.
       Żyć.
       Być wolną.
       To jest moje największe marzenie.
       Ktoś delikatnie trąca mnie łokciem w żebra, wyrywając z zamyślenia. Przenoszę nieprzytomne spojrzenie na Chroma, który przygląda mi się czujnie.
       - Jeżeli się poryczysz, wszyscy zauważą, że coś jest nie tak – burczy cicho, abym usłyszała go tylko ja.
       - Ja wcale nie zamierza…
       - Jeszcze minuta i zalałabyś nas potokiem łez – parska, wydymając wargi. – Chcesz może o tym pogadać?
       - Chyba nie teraz. – Uśmiecham się smutno. – Ale kiedy będę chciała…
       - Wiesz gdzie mnie znaleźć – dokańcza nastolatek, szczerząc zęby w uśmiechu.
       To kolejna osoba, która proponuje mi pomoc. Może naprawę coś ze mną jest nie tak?
       - Po co masz go szuuukać? – Alajea pochyla się w naszą stronę, mrużąc podejrzliwie oczy.
       - Nie interesuj się, płotko – rzuca kąśliwie chłopak.
       - Znowu zaczynasz, ty śmierdzący mokrym futrem kretynie?! – Syrena nie daje za wygraną.
      - Jak mnie nazwałaś?!
      - Tak jak słyszałeś!
       Ta wymiana zdań przypomina mi kłócące się rodzeństwo, jednak nie chcąc zostać wplątana w ten niewielki spór, na wszelki wypadek nieco odsuwam się od stołu, szurając krzesłem po podłodze. Doceniam moją decyzję w momencie, kiedy Alajea chwyta kawałek ciasta i ze złośliwym uśmiechem rozsmarowuje go na twarzy wilkołaka.
       - Czy wy naprawdę nigdy nie będziecie potrafili się zachować?
        Wyraz twarzy Ezarela jednoznacznie wskazuje na to, że jest całkowicie zdegustowany i zastanawia się czy całkowitym faux pas byłoby rozbicie porcelanowej zastawy na głowach kłócącej się dwójki. Chrome natychmiast poważnieje, jednak Alajea zdaje się całkowicie ignorować poirytowanie elfa. Wyszczerza zęby w szerokim uśmiechu i obraca się w jego stronę.
       - Trochę zabawy jeszcze nikogo nie zabiło, tak? Prawda, Nevra? – Syrena uśmiecha się promiennie, kiedy podchodzi do nas wampir.
       - Sądzę, że Ez może być pierwszą ofiarą dobrego humoru – śmieje się dowódca Straży Cienia.
       - Święto An’raoir…
       - Nie zaczynaj znowu – jęczy zrozpaczony Nevra. – Wszyscy zdajemy sobie sprawę z mocy tego dnia i wiemy jaki jest ważny. Co roku dajesz nam ten sam wykład.
       - A my co roku go ignorujemy – stwierdza Valkyon z drugiego końca stołu.
       - Nie będę z wami dłużej rozmawiał.
       Elf wstaje, z impetem odsuwa krzesło i wychodzi z pomieszczenia z dumnie uniesioną głową. Rzadko kiedy komukolwiek udaje się wyprowadzić go z równowagi, jednak tym razem któraś z uszczypliwości naprawdę musiała go rozgniewać.
        - Diwa. – Nevra wywraca wymownie oczami.
        - Co go ugryzło? – pytam.
        - Dla elfów to święto ma wyjątkowe znaczenie. Są bardzo blisko świata duchowego, a w czasie An’raoir żywi i umarli znajdują się wyjątkowo blisko siebie. My tego nie odczuwamy, ale Ezarel co roku robi się wyjątkowo nerwowy. – Wampir wzrusza obojętnie ramionami. – Jutro wszystko wróci do normy. Nie przejmuj się nim i baw się dobrze tego wieczoru, słodziaku. – Mruga do mnie porozumiewawczo.
       Marszczę brwi, spoglądając na drzwi, które przed chwilą zatrzasnęły się z hukiem. Mimo tego, że Ezarel od samego początku jest dla mnie oschły, nieprzyjemny, uszczypliwy i złośliwy, to jest mi go żal. Po prostu jest mi go żal.
       Doskonale rozumiem jak to jest, kiedy nikt nawet nie stara się pojąć mojego punktu widzenia.
       Doskonale rozumiem, kiedy nie ma się nikogo obok.
       Wtedy człowiek staje się samotnym.

                                                               ***

       Powoli, starając się ignorować wirujący wokół świat, staram się wyjść ze stołówki. Świąteczna impreza trwa w najlepsze, jednak ja stanowczo mam dość. Jeszcze kilka łyków eldaryjskich napojów sprawiłoby, że zasnęłabym na jednym ze stołów, prawdopodobnie śliniąc się przy tym niemiłosiernie i stanowiąc pożywkę dla żartów wśród wszystkich członków Straży Eel.
      Korytarze Kwatery Głównej są o tej godzinie wyjątkowo ciche i puste. Mogłabym powiedzieć, że cały budynek został pozbawiony życia, gdyby nie jedna, samotna postać stojąca w holu, przyglądająca się w skupieniu błyszczącym ozdobom zawieszonym na ogromnej choince.
       Ezarel wydaje się być wyjątkowo zamyślony, nawet jak na niego. Wodzi wzrokiem za jasnymi ognikami, krążącymi wokół zielonych gałęzi. Pierwszy raz widzę coś tak niesamowicie fascynującego.
       - To zagubione duchy – odzywa się nagle elf, nawet na mnie nie patrząc. – Są piękne.
       - To prawda… - potwierdzam, podchodząc nieco bliżej. – Niesamowite.
       - Tej nocy będą mogły odejść do swojego świata i zaznać spokoju – wyjaśnia melancholijnym głosem. – W Eldaryi pozostaną po nich jedynie wspomnienia. To jedyne miejsce, w którym można je pożegnać. Przy drzewie Sub Arbore. W czasie An’raoir łączy ono nasze światy. Ma niezwykłą moc.
        Nie mogę oderwać wzroku od miotających się świateł. Wydaje mi się, jakby ich blask mnie hipnotyzował i zachęcał do tego, abym poszła razem z nimi. Moje ciało otula przyjemne ciepło, przypominające to, które czuć kiedy wystawia się twarz w stronę ciepłego, wiosennego słońca.
       - Ale to nie dlatego najbardziej lubię to drzewo – kontynuuje Ezarel. – Jest niesamowite, bo mimo tego, że się przewróci lub zostanie ścięte - rośnie dalej. Jest żywe, dopóki nie spełni swojej roli pomostu pomiędzy światami. Dopiero wtedy umiera – wyjaśnia. – Tutaj nikt nie rozumie tkwiącej w nim magii tak jak ja – dodaje z niesmakiem.
        - Skreślasz wszystkich od razu – wzdycham.
        - Oni tego nie czują.
        - Nie każdy może być taki jak ty, Ezarel – stwierdzam.
       Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę z tego, że moje słowa mogły zabrzmieć wyjątkowo nieprzyjemnie. Dlatego dziwię się, kiedy elf spogląda na mnie i uśmiecha się lekko rozbawiony.
        - Wiem, ale to ich problem. Nie mój – mówi. – Tak naprawdę wszystkie stworzenia, które tu żyją są takie same. Ich duchy spotkają się w końcu przy drzewie Sub Arbore aby ruszyć dalej. To jedyna noc, kiedy mogą podjąć tę decyzję.
          Milczę.
          Może i ja powinnam wziąć przykład z błądzących duchów i ruszyć dalej?
        - Chcesz zostać ze mną aż odejdą? – rzuca nagle Ezarel.
       Na usta ciśnie mi się pytanie, dlaczego mnie o to pyta, jednak nie odzywam się ani jednym słowem.
       Wspólnie żegnamy wędrujące dusze.
        W całkowitym milczeniu.

Offline

#74 03-02-2018 o 18h00

Straż Cienia
Le0kadia
Straż na szkoleniu
Le0kadia
...
Wiadomości: 207

Co do odcinka to żadnych negatywnych uwag nie mam. Cieplutki, a zarazem melancholijny. Uwielbiam twoich Chrome'a i Alajeę, a w zestawieniu wyszli ci elegancko, bitewka przy stole bardzo naturalna i przezabawna. ładnie kontrastuje ze sentymentalną, nieco poetycką końcówką, która też dobrze wyszła. Trochę komentarz krótki, ale jak coś dobrze wychodzi to trochę trudno coś więcej napisać /static/img/forum/smilies/wink.png No chyba, że człowiek ekscytuje się jak Alajea.

Offline

#75 05-02-2018 o 17h06

Straż Cienia
Methrylis
Przyjaciółka Jamona
Methrylis
...
Wiadomości: 14 451

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Okej! Jestem w domu, więc spokojnie mogę się wziąć za czytanie <3 I jak mogłabyś mnie rozczarować? No nie żartuj sobie. Och, dedykacja dla mnie! No tak… okej, zobaczymy czy znajdę /static/img/forum/smilies/big_smile.png I pięknie dziękuję <3
Wow, nawet tytuł wygląda zachęcająco!
Ach, Alka, jak widzę, w swoim typowym wydaniu /static/img/forum/smilies/big_smile.png No dobra, jak tak nalegała, to faktycznie troszkę wkurzała xd
Jakie to pocieszne, jak Ala doprowadza Eza do czarnej rozpaczy xDDD
„[…]twarzy dowódcy Absyntu. Najwyraźniej zdaje on sobie sprawę z tego[…]” — w poprzednim zdaniu zaznaczyłaś, że chodzi o szefa Bimbrowców, więc w następnym śmiało możesz wywalić „on”, bo i tak wiadomo, o kogo chodzi. A nadużywanie zaimków wskazujących zawsze wygląda… albo raczej nie wygląda.
Wow, święta? To oni też są wierzący? Czy wytrzasnęli święto z Ziemi, niekoniecznie przejmując się tym, co jest właściwie do świętowania? /static/img/forum/smilies/big_smile.png
…a, dobra. Ez mi odpowiedział. XDDDD
„To ciężkie pytanie.” — ciężki jest worek ziemniaków, cegła albo stos książek. Decyzja, pytanie czy zadanie może być jedynie trudne.
HAHAHAHAHHAAH CZY TO JEST TO NAWIĄZANIE, O KTÓRYM JA MYŚLĘ? XDDDDDD Jak tak, to wygrałaś /static/img/forum/smilies/big_smile.png Nie no, uwielbiam cię xDDDD CHROME <3 XDDDD
Oho, dobry wujek Nevra w akcji /static/img/forum/smilies/big_smile.png
Oho… strzelam, że Siraaj nie potrafi nad tym panować…
Biedny Ez :< Mnie go zawsze szkoda.
Końcówka przeurocza! Lepszej wymyślić nie mogłaś, zresztą właśnie na taką liczyłam <3 Awwww :3 Ta bezpośredniość Eza była słodka :3
No okej, tyle ode mnie. Odcinek wspaniały i w twoim przypadku naprawdę nie ma różnicy, czy odcinek jest pełen akcji czy nie. To chyba swego rodzaju sztuka, opisać rzeczy teoretycznie nudne i zwyczajne w tak fascynujący sposób, bo to się naprawdę wspaniale czytało. Więc czekam niecierpliwie na kolejną część i pozdrawiam! ^^

Offline

Strony : 1 2 3 4 5 6